Ile razy na roratach

roraty.jpg

Indeks z obecnościami można kupić za 100 zł u ministranta, podpis księdza podrobić, zajęcia w kościele przespać, ale przejść obojętnie obok bierzmowania nie sposób. Sakrament dojrzałości chrześcijańskiej rozpala do czerwoności fora internetowe. „Poszłam, bo mama obiecała nowy komputer”, „nawróciłem się, bo trzeba było chodzić na każdą mszę świętą”, „nie wierzę, ale papierek przyda się do ślubu kościelnego”.

Dzienniczki są kontrowersyjne. To zdanie księża odmieniają na sto tysięcy sposobów, gdy wypytuję ich o przygotowanie do bierzmowania. Mają poczucie, że wpisywanie, ile razy było się na roratach, na majowym, u spowiedzi, na drodze krzyżowej, na mszy adwentowej jest trochę niepoważne. Ale innego sposobu nie widzą. Proboszcz przed biskupem mówi, że młodzież jest godna sakramentu. Obiecuje: „Tak, przygotowałem ich solidnie, są gotowi. Robiłem wszystko, co w mojej mocy”. Chce spać spokojnie. Chce mieć pewność. Daje ją dzienniczek. Czyżby?

Ksiądz nr 1: – Wykryliśmy kiedyś, że za pięć złotych uczniowie dali koledze dzienniczek do podpisania.

Ksiądz nr 2: – W dzienniczku podpisany był ksiądz, który nie żył od czterech miesięcy.

Ksiądz nr 3: – Kiedyś dostałem od chłopaka dzienniczek z moimi podpisami od spowiedzi. Dobrze widziałem, że to nie moją ręką robione. Odbite na szybie albo przerysowane.

Piotr Miedzianowski, Robotnicy, niewolnicy, W drodze nr 5/2009

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code