Gdy upada kromka chleba …

 

Gdy upada kromka chleba …

Podnoszę z ziemi „przez uszanowanie” i całuję jak matczyną dłoń. Nie wiem od jak dawna tak postępuję. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło. Kto mnie tego nauczył, kto mi to przekazał. Na pewno byłem jeszcze dzieckiem. Najpewniej widziałem to w swoim rodzinnym domu. Miałem o to zapytać, kiedy był czas. Dzisiaj jest już za późno. Warto o tym pamiętać, że przychodzą w życiu takie chwile, kiedy jest już za późno. Tych którzy tworzyli mój rodzinny dom, dom mojego dzieciństwa, w którym byli, rozmawiali, siadali do wspólnych posiłków, do świątecznego stołu, którzy razem śmiali się, płakali a niekiedy ze sobą kłócili … już nie ma. Nikogo. Zostałem tylko ja.

Ale i mnie tam już nie ma. Już czterdzieści trzy lata. Zostały wspomnienia, raz silniejsze, raz słabsze, bardziej i mniej wyraziste. Wspomnienia ciepła rąk najbliższych, ich głosów, zapachu domowego jedzenia, poprzecieranej farby na deskach podłogi, kształtu klamek w drzwiach i „poniemieckich żyrandoli”, telewizora marki „Szmaragd” … wiele wspomnień. Był taki czas, już długo po moim wyjeździe z domu, że były one bardzo intensywne, przychodzące niespodziewanie, często w snach, były bardzo szczegółowe. Widziałem w nich najdrobniejsze szczegóły domowego wnętrza, wyposażenia, umeblowania, które przecież na co dzień nie mogły mieć żadnego znaczenia i w jakiś szczególny sposób nie zwracały mojej uwagi. W końcu nie wytrzymałem. Wsiadłem w samochód i pojechałem, niedaleko, trochę ponad sto kilometrów. Mój dom, dwupiętrowa kamienica, był po gruntownym remoncie. W naszym rodzinnym mieszkaniu na pierwszym piętrze, mieszkała starsza pani z rodziną, niegdyś nasza sąsiadka z tej samej ulicy. Była sama. Z trudem mnie poznała. Poprosiłem, żeby mnie na chwilę wpuściła do środka, żeby pozwoliła popatrzeć … tylko chwilę. Spoglądała na mnie trochę niepewnie, trochę podejrzliwie, ale się zgodziła. Poszła zrobić kawę a ja w tym czasie usiadłem w „moim” pokoju i … doznałem ulgi. Czułem jak uchodzi ze mnie napięcie, jak coś się wewnątrz mnie rozluźnia. To było mocne i wyraźne odczucie.

To już nie był mój dom! Tu było już inaczej, nie tak! Niby te same ściany, te same ozdobne drzwi balkonowe, te same piece kaflowe, ale… to już nie było to samo. W tym domu były inne zapachy, inne ciepło i coś co trudno opisać ale co pozwoliło mi powiedzieć sobie z całą pewnością – to już nie jest twój dom. W nim już nie ma nawet cieni tych, pośród których wzrastałeś. Kawy nie dopiłem do końca. Już w drodze powrotnej do domu, do mojego domu w którym obecnie mieszkam, wiedziałem, że sny i wspomnienia z domu mojego dzieciństwa nie będą już tak niespokojne. I tak w rzeczy samej jest. Czasami jednak … gdy upadnie kromka chleba, wspomnienia wracają … A jeśli chodzi o cienie… cienie może jednak pozostają.

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code