Czyż i my jesteśmy niewidomi?

Niewidomi z kart Ewangelii… jednych życie takimi uczyniło, życie pod rażącym słońcem, wśród licznych insektów, w złych warunkach higienicznych. Inni – niewidomi od urodzenia i towarzyszące zapewne im samym i świadkom ich ułomności pytanie: dlaczego? kto zawinił?

Dzisiejsza scena uzdrowienia niewidomego od urodzenia zdaje się raczej odpowiadać na pytanie: po co…? Czy każdej ludzkiej nędzy może towarzyszyć przekonanie, że może ona, choć na różne sposoby, być objawieniem mocy Bożej?

Na kartach Ewangelii znajdujemy opis uzdrowień dwóch par niewidomych (Mt 9 i Mt 20), uzdrowienia Bartymeusza (Mk10), niewidomego w Betsaidzie (Mk 8) i niewidomego od urodzenia z dzisiejszego czytania (J 9). Czy opis przejrzenia tych osób to nie opis drogi naszej wiary?

Najlepiej zdaje się to ilustrować opis uzdrowionego w Betsaidzie. Odzyskanie wzroku to proces, przebiegający etapami, kolejny etap to inna ostrość, inna jakość widzenia…. Niewidomy od urodzenia przebywa nie tylko proces odzyskania, właściwie uzyskania wzroku… On nawet nie wie, co traci, jakie widoki mogą być jego udziałem, na dobrą sprawę wie, że prosi o godne, normalne życie… Jezus leczy go tym, co ma „pod ręką” – śliną, błotem…

Czy naszą bolączką nie jest często to, że pragniemy wyszukanych środków… porywających kaznodziejów, wyrozumiałych spowiedników, poruszających sumieniami rekolekcji… odległych pustyni?; czy nie zapominamy, że to On sam leczy, a modlitwę, pokutę mamy… zawsze „pod ręką”?

Niewidomy przebywa ogromna drogę wiary – odkrywa w Jezusie kolejno człowieka, proroka, Syna Człowieczego; podobny proces w czytaniach z ubiegłej niedzieli był udziałem Samarytanki. Czy nie takie są właśnie etapy naszej fascynacji Jezusem, naszego pójścia za Nim?

W tych wydarzeniach jeszcze jedno może zdumiewać i szokować. Uzdrowienie dzieje się pośród licznego tłumu a… jego wynik odsuwa praktycznie wszystkich. Rodziców ze strachu, tłum dzieli się i woli spekulować co się stało i czy… właściwie się stało, wydarzenie budzi sprzeciw faryzeuszy.
Odwaga, determinacja i logika uzdrowionego rzuca jedyne światło na tą scenę:
„W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić ”

Czy ceną uzdrowienia, przejrzenia może być samotność? Czy często nie żywimy właśnie takich, uzasadnionych zresztą, obaw?

Dlaczego Bóg pozwala by ślepi byli dalej przewodnikami ludu? Na ich oczach czyni znaki, wytyka błędy… I sam leczy, On prawdziwy Pasterz.

Biblia hamuje nasze oceny – „nie tak bowiem człowiek widzi” i daje nam świadomość większej niż nasza, Bożej wszechwiedzy i wnikliwości, sięgającej serca; ale i rodzi pewną bojaźń, którą tak charakteryzował niezrównany ks. Jan Twardowski: „ może widzisz jak pszczoła, dla której białe lilie są zielononiebieskie
(…) boję się Twojej miłości, tej najprawdziwszej i innej”

Ale przecież i bać się nie mogę 🙂
zaufałam Drodze, Drodze, którą jest Jezus Chrystus, Ten, który nie tylko widzi serca ale i potrafi je przemieniać…; Ten który pełni dzieła Ojca, który w każdych czasach i okolicznościach życia przypomina, że jest Dobrym Pasterzem; chcę powtarzać za psalmistą:
„Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą”.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code