Czekając na zmartwychwstanie

Rozważanie na II Niedzielę Wielkanocną, Miłosierdzia Bożego, rok B1
 

Łatwo jest dzisiaj stać w pozycji oskarżyciela Tomasza i wyrzucać mu brak wiary. No bo przecież ja, my doświadczyliśmy, widzieliśmy, musisz uwierzyć nam na słowo! Jakże łatwo przychodzi nam to mówić ludziom: Bóg zrobił w moim życiu to i to, musisz uwierzyć w Boga! Tak, a gdzie to jest napisane? Dzisiejsza Ewangelia zdaje się temu przeczyć. Mówi mi, że to nie ja mam moc sprawczą. Moje słowa, moje świadectwo może jedynie zachęcić kogoś, obudzić w nim ciekawość, pragnienie Boga, spotkania z Jezusem, ale nie ma mocy ani prawa wymuszać na kimś wiary. A to zdaje się robić ewangelista Jan. Próbuje ukazać Tomasza jako tego „gorszego”, kogoś, kto nie uwierzył. Na szczęście opisuje także to, co dzieje się osiem dni później.

Cały szkopuł w tym, że pozostała dziesiątka również musiała najpierw zobaczyć, żeby uwierzyć. Piotr ani Jan wcale nie uwierzyli Marii Magdalenie. Musieli pobiec do grobu, by zobaczyć, że jest pusty. Zmartwychwstałego Pana zobaczyli dopiero wraz z Jakubem, kiedy wrócili do starego zajęcia, czyli połowu ryb. Kolejna dwójka uczniów uciekała do Emaus i tam spotkała Żywego Boga. Uciekali, choć wcześniej usłyszeli tę nowinę od kobiet, Piotra i Jana. Sami musieli zobaczyć, aby uwierzyć, więc zarzut do Tomasza wydaje się wyssany z palca. A jednak Tomasz słyszał pewnie gorzkie, oskarżające go słowa. I w pewnym momencie czuł się źle. Jako ten gorszy, ten mniej wybrany. Jako ten, którego zwyczajnie Mistrz olał i z jakiejś przyczyny nie chce mu się objawić.

Przyjrzyjmy się temu, co przeżywa Tomasz. Wszyscy wokół cieszą się, że spotkali żyjącego Przyjaciela. Uwierzyli w Jego przesłanie, w Jego zbawcza misję. Widzieli cuda i doświadczali Jego obecności. A Tomasz niczego i nikogo nie zobaczył. Jest w tym wszystkim sam. Wszyscy go oskarżają o brak wiary.

Dzisiaj mija tydzień od świąt Wielkiej Nocy. Pan zmartwychwstał i żyje! Wszyscy wokół się cieszą. Radośnie tańczą i śpiewają. Składają świadectwa mocy zmartwychwstania. A ja niczego nie doświadczam! Niczego nie widziałem. No, może „tylko” doświadczyłem przebaczenia. Ale generalnie, jak było, tak jest. Nadal mam doła, takiego jak od 9 miesięcy. Nadal mam te same grzechy. Nadal mam te same problemy, a wciąż też przybywają nowe. I wiecie co? Też czuję się w takim potrzasku jak Tomasz. Wszyscy naokoło zdają się na mnie krzywo patrzeć. Pod skórą czuję już wyrzuty braku wiary. Pojawia się pytanie, czy ze mną jest coś nie tak? Może masz podobnie? Może wszyscy wokół Ciebie radują się, ale Ty nie masz najmniejszych powodów do radości? Wszyscy doświadczają zmartwychwstania, a Ty nadal tkwisz w swoim grobie? Przyjacielu! Dzisiejsze Słowo jest do nas! Z nami jest wszystko ok! Mam Dobrą Nowinę!

Dla mnie dzisiejsze Słowo jest trochę kpiną z tych wszystkich mądrali i świętoszków, co na nas krzywo patrzą i oceniają naszą wiarę. Bo Jezus wiedział, że mimo smutku i przygnębienia miał Tomasz w sercu coś jeszcze: głębokie pragnienie spotkania z Nim. I Jezus na te pragnienie odpowiada! Osiem dni później przychodzi, ale przychodzi specjalnie dla Tomasza! Czy wyobrażacie sobie to, co musiał przeżyć w tym momencie Tomasz? Wydaje mi się, że to mieszanka strachu, podniecenia i radości. Jezus nie wyrzuca mu braku wiary. Więcej, pozwala się dotknąć, i to w miejsca swoich ran. To znaczy, że Jezus okazuje wielkie zainteresowanie, bliskość i zaufanie Tomaszowi. On chce, by Tomasz był blisko Jego serca! Tomaszowi nie pozostało nic innego jak wykrzyczeć: Pan mój i Bóg mój!

Może dzisiaj jesteś w takiej samej sytuacji jak ja. W sytuacji oczekiwania na zmartwychwstanie w Twoim życiu. Nie martw się, nie smuć się. Poczekajmy razem i miejmy tylko, i aż pragnienie spotkania. Nic więcej. A reszta niech się śmieje. Niech wytykają nas palcami. My będziemy czekać tyle czasu, ile Pan zechce, abyśmy czekali. Jedno jest jednak pewne: On przyjdzie!

No dobra, pewnie niektórzy z Was wytkną mi: przecież Jezus mówi, że błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Owszem, ale co z tego? Skoro sam musiałeś zobaczyć, aby uwierzyć! Po prostu razem módlmy się. aby Bóg przymnożył nam wiary. Koniec kropka.

Jezus mówi mi dzisiaj, żebym nikomu nie przeszkadzał w jego oczekiwaniu na zmartwychwstanie. Wzywa mnie dzisiaj do cierpliwości wobec drugiego człowieka, do dawania mu wolności. Do pozwolenia mu być sobą, tym poszukującym, tym czekającym wciąż na spotkanie ze Zmartwychwstałym. Niezależnie od tego, czy to trwa już tydzień, miesiąc czy rok, po prostu Pan go nawiedzi! Oczywiście mogę, a wręcz powinienem świadectwem mojego życia (także tym słownym) pokazywać temu człowiekowi Boga, zainteresować go Nim, wzbudzić pragnienie. Ale tylko to mogę. Tylko to leży w mojej gestii. Reszta należy do Jezusa.

Cierpliwości Tobie i sobie! Nie jesteś sam!

Chrystus_i_Tomasz.jpg

Rozważania Niedzielne

 

5 Comments

  1. januszek73

    ech ten „niewierny Tomasz”

    Ech, ach, z tym Tomaszem :-). Rozumiem całą sytuację ale od pewnego czasu do końca czegoś nie rozumiem, mianowicie tego:

    26 A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» 27 Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» 28 Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» 29 Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli»12.

    To jest cytat z Biblii Tysiąclecia, ale proszę zwrócić uwagę "ponieważ mnie ujrzałeś ?". Fragment owy z reguły jest czytany oznajmiająco, tymczasem to jest pytanie !!! Oczywiście można to interpretować jako wyrzut Jezusa, ale może też inaczej ? Ja skłaniam się do teorii, że Jezus zadał to pytanie, bo wiedział, że Tomasz, najpierw uwierzył wewnętrznie i dlatego uwierzył :-), czyli nie dlatego, że ujrzał. Tak więc dlaczego interpretuje się to jako "ujrzał i uwierzył" ? Myślę, że ujrzenie Jezusa było drugorzędne a pierwszorzędna była wiara, czyli łaska Jezusa, to Jezus najpierw wlał w jego serce łaskę wiary a tenże ją przyjął po ujrzeniu a więc łaska była nieświadoma, przyjęcie świadome, lecz na poziomie wzroku (lub innych zmysłów). Uważam, iż Jezus podkreślił w tym fragmencie łaskę wiary, jako dar, który jest duchowy i nie da się tej łaski przyjąć na poziomie zmysłów. Z resztą tak to podkreślało więkoszość mistyków "łaska jest wewnętrzna" i jest darem od Boga, który należy przyjąć aby żyć wiarą. Tak to widzę i to jest w/g mnie ciekawe.

     
    Odpowiedz
  2. januszek73

    To nie moje.

    Ach, to nie moja interpretacja, lecz o. M. Konenca S.J. Ojciec Maciej, podał nam to na IV tyg. ćwiczeń duchownych. Zapamiętałem :-), również dlatego, że z reguły kapłani źle to czytają. Jednak nie znam dokładnego tłumaczenie z języków oryginalnych, wierzę, że Tysiąclatka jest dobrym tłumaczeniem :-), ale "uwierzenie wewnętrzne", bardzo mi pasuje do "wiara to łaska", lub do Ignacjańskiego "wejdź w siebie aby bardziej poznać Chrystusa :-). Pozdrawiam.

     
    Odpowiedz
  3. eskulap

    @januszek73

    To jest intrygująca interpretacja oraz moim zdaniem możliwa i warta przemyślenia

    Chociaż wygląda na to, że oryginał (z Wulgaty) nie powierdza jej wprost:

    dicit ei Iesus quia vidisti me credidisti beati qui non viderunt et crediderunt

    nie jestem łacinnikiem, ale to proste zdanie znaczy …. uwierzyłeś ponieważ mnie zobaczyłeś

    Mimo wszystko, refleksja, że łaska wiary (pochodząca od Boga) wyprzedza jej świadomość w człowieku jest bardzo ciekawa.

    pozdrawiam,
    Eskulap

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code