Czekając na anioła

Środa II tygodnia Adwentu, rok A1

Wprowadzenie do Rekolekcji Adwentowych Tezeusza 2010

Dzisiejsze czytania

Rekolekcje Tezeusza

Strona Rekolekcji Adwentowych na Facebooku

Dawno temu zastanawiałem się, co bym zrobił, gdybym spotkał anioła – o czym bym z nim rozmawiał, czy bym o coś go poprosił i czy aniołowie w ogóle istnieją. Po chwili jednak stwierdziłem, że gdyby nawiedził mnie jakiś anioł, to z pewnością w konkretnym celu, z konkretnym zadaniem i takie moje gdybanie nie ma najmniejszego sensu. To, co ja chciałbym mu przekazać, jest mało istotne i on z pewnością pojawiłby się tylko wtedy, gdyby coś mi groziło.

Ot, dziecięce rozmyślania w epoce początków zalewu kulturą masową, gdy nawet lekcje religii nie są w stanie przełamać stereotypu, który głosi, że anioły to jedynie duchy, których głównym zadaniem jest opieka nad ludźmi. A przecież opieka nie jest ich jedynym zadaniem – anioły są wysłannikami Boga i postępują zgodnie z Boskimi wskazówkami, wspomagają Go, przekazują Jego wolę.

Dzisiaj, gdy przygotowuję się na spotkanie z Nim, równolegle przygotowuję się na spotkanie z Jego wysłannikiem, który mam nadzieję, jednak się pojawi i bardziej namacalnie odczuję jego działania, wskazówki, wieści, które mogą być naprawdę różne…

Nadal wierzę i nie mam tej pewności, co niektórzy, że jakiś anioł nigdy nie pojawi się w moim życiu. Nie wiem jednak, czy go poznam, czy mu uwierzę, mam świadomość, że są rzeczy, które przerastają zdolność mojego pojmowania. Jak temu zaradzić? Jak przygotować się na spotkanie z aniołem? To pytania, które często mnie nurtują. Jedni mają z pewnością swoje sposoby, innych z kolei ten problem pewnie nie nurtuje wcale. A spotkanie z aniołem, to przecież spotkanie z Nim. Więc staram się ćwiczyć: w pokorze, ufności, miłości, nie tracić w Niego wiary… Staram się brać przykład z obchodzącej dziś swe święto Maryi, która jest dla mnie największą przewodniczką po ścieżce nadziei. Mimo wszystko ciągle tej pokory mi brak i nadal nie wiem, czy wytrwam i jaką drogę obierze w przyszłości moje ja.

Nadal też nie mam żadnej pewności, czy w ogóle uwierzyłbym w to, że rozmawiam z aniołem i czy uwierzyłbym mu, gdyby opowiadał mi o jakichś mało realnych dla mnie rzeczach. Czy pomyślałbym, że oszalałem? Może. A może to spotkanie wziąłbym za jakieś omamy? Może. Wiem, że nic nie wiem i nadal zazdroszczę Maryi jej ufności, potęgi wiary, nadziei. Pisałem o tym zresztą rok temu. Maryia obdarzona została łaską bezgranicznego zaufania, którego mi brakuje. Całą swoją nadzieje pokładała w Nim. Tego między innymi uczą mnie słowa dzisiejszej Ewangelii. Pomagają też każdą odrobinę nadziei pielęgnować, poszerzać jej obszary. Pomagają żyć.

Czy możemy mieć pewność, że ktoś z nas nie zostanie obdarowany łaską? Czy możemy mieć pewność, że anioł i nas nie nawiedzi i nie będzie miał dla nas jakiegoś zadania, czy też wieści? Nie. Do każdego może kiedyś dotrzeć anioł, a czy jego misja zostanie spełniona, gdy będziemy pozbawieni wiary, miłości, nadziei? A przecież wiemy, jak ważne może mieć On dla nas przesłanie. W ręce Maryi położone zostały losy ludzkości, odkupienia grzechów. To, co On będzie miał nam do przekazania, wcale nie musi dotyczyć tylko nas.

zwiastowanie2.jpg

Warto przeczytać:

Jan Paweł II, Modlitwa do Maryi

Paweł VI, Adhortacja apostolska "Marialis cultus"

Michał Piątek, Nadzieja jest w Nim

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code