Co mówi milczenie

Można przeżyć życie tak, jakby się nie żyło.

Przed wielu laty przeżyłem rok na pustelni Ojców Kamedułów na Bielanach k. Krakowa. To zakon o surowej regule, której istotą jest radykalnie przeżywana samotność i milczenie. Bywały całe tygodnie, gdy jedynym słowem-dźwiękiem były wspólnie recytowane i słuchane Psalmy, liturgia nabożeństw, słuchanie Apoftegmatów (myśli mądrościowych Ojców Pustyni). Po kilku miesiącach, zwłaszcza w okresie zaostrzenia reguły podczas Wielkiego Postu, wpadało się jakby w „studnię milczenia”. Każde słowo czy zdanie wypowiedziane „niepotrzebnie” odczuwało się jak jakieś zbrukanie, poważne zakłócenie, całkowite zepsucie sensu dnia.

Nieomal absolutna cisza, przyrodnicza otulina naturalnych dźwięków, upajała i wprawiała w trans. Surowy wegetariański post, prosta fizyczna praca, życzliwi milczący mnisi, brak mediów i prasy. Ty ze sobą i Tajemnicą Istnienia. W tak absolutnym milczeniu nie można nie wierzyć w Boga, choćby jako dziwną, nie-ludzką Nicość. W tak absolutnym milczeniu moje „ja” stawało się całkowicie nic-nie-znaczące, pretensjonalne. Mój egoizm, potrzeby, ambicje śmieszne do rozpuku.

Podczas jednej z całonocnych medytacji przeżyłem wówczas wstrząs, zrozumiawszy do głębi, że całe moje dotychczasowe życie, z którego wcześniej byłem tak dumny, było nie-istnieniem. Że równie dobrze mógłbym w ogóle nie żyć i nie zmieniłoby to niczego. To była chyba najważniejsza lekcja pierwszego etapu radykalnego milczenia. Odtąd, cokolwiek nie działo się w moim życiu, zawsze wiedziałem, że samo istnienie, samo życie, nasze działania, czynności, trudy, dokonanie, porażki, nie tylko mogą nie mieć żadnego sensu, ale mogą być notorycznie jałową wieloletnią zasłoną i przejawem radykalnego nie-istnienia. Możemy żyć choćby głośno i intensywnie, a jednocześnie nie żyć w ogóle. Trudno to wytłumaczyć, jeśli ktoś nie przeżył osobiście tego doświadczenia. Ale ono wszystko zmienia.

Ostatnio mało piszę, choć z natury jestem wylewny. Przeżywam niejako na nowo to milczące doświadczenie bez-znaczeniowości słów i samego życia. Nie potrafię znaleźć „pod słowami” znaczenia, a nawet samego istnienia. Bardzo pouczające doświadczenie. Dużo czytam. Czym jestem starszy, czym „mniej mam czasu”, tym boleśniej czuję, że gdyby większość z tego, co mówimy, piszemy, czytamy, słuchamy, zwłaszcza w przestrzeni medialnej, nie zaistniała, niczego byśmy nie stracili. Niczego. Media, w tym FB, w zdecydowanej większości mielą całkowitą pustkę, która stanowi ich pożywienie.

To jest pozorowanie życia. Niektórzy myślą, że to jest życie i ma jakieś znaczenie. Nie sądzę. I bardzo takim osobom współczuję. Myślę, że lepiej przez chwilę dziennie „żyć naprawdę” – cokolwiek miałoby to znaczyć, a każdy z nas ma metafizyczną intuicję autentyzmu bycia – i mieć nico gorzką świadomość, że cała reszta to jest albo udawanie, pozorowanie, albo bycie „nie na miarę” tego, do czego wzywa nas Życie. Tak, wydaje mi się, że częściej nas stać na udawanie życia, niż na samo życie. Nieszczęście zaczyna się wtedy, gdy tracimy świadomość tej różnicy albo nigdy tej świadomości nie uzyskujemy.

W odkrywanym na nowo milczeniu doświadczam zapoznanej ostatnio i jakby przyprószonej intensywności istnienia i samego życia. W milczeniu odzyskuję sens słów i ich relacji z rzeczywistością i znaczeniem. Powraca hierarchia spraw i znaczeń. Tak mało czasu zostało. Nie chcę go zmarnować. To nie jest ważne, co wybiorę, a przynajmniej nie najważniejsze. Ważne jest tak milczeć i żyć, by nie tracić kontaktu ze sobą na głębi, a poprzez tę głębię z realnością każdego istnienia i całego świata. Milczenie mówi więcej niż mowa. Dlaczego? Po prostu, tajemnica naszego życia, śmierci i „wieczności” jest tak dalece nieskończona i nieogarnięta, że słowa ledwie muskają ją, najczęściej zagadują, zakłamują. Milczenie jest źródłem mowy czystej, życiodajnej.

 

Komentarz

  1. Wanda

    Panie Andrzeju – owszem „milczenie (może być lub) jest źródłem mowy czystej, życiodajnej” i czymś w określonych sytuacjach wielce użytecznym, wręcz niezastąpionym, ale: – czy zawsze ono mówi (znaczy) więcej niż słowa, czy mowa?…..
    Przecież istotom ludzkim trudno nie doceniać roli i znaczenia słów, a tym bardziej chrześcijanom Słowa Bożego, także daru mowy i słów wiarygodnych (prawdziwych), oraz „mowy czystej……….
    Chyba nie ma potrzeby gloryfikować, ani wywyższać milczenia nad słowa natchnione, ubogacające, czy choćby tylko rozważne.
    Szczęść Boże!

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code