Co dobrego przyniósł islam?

Dziwi mnie bardzo, że o. Mądel w swoim blogu „Co chrześcijanie zawdzięczają muzułmanom” tak ochoczo przypisuje cesarzowi Manuelowi II Paleologowi aż dwa błędy, z których jeden miałby polegać na błędnej interpretacji dżihadu, drugi zaś na niewzięciu pod uwagę faktu, że Bóg Mahometa jest „łagodny i miłosierny” i nie ma upodobania w przelewaniu krwi.

Otóż przeczytałem cały Koran, zapoznałem się z kilkoma w miarę obiektywnymi komentarzami i niestety nie mogę tych rewelacji potwierdzić. Otóż dżihad tylko w najbardziej wysublimowanych interpretacjach jest formą pracy nad sobą, zaś najczęściej jest utożsamiany z wojną, która ma rozszerzać panowanie islamu na cały świat. A jeśli chodzi o drugi punkt, sądzę, że żaden biblijny opis piekła nie dorównuje wyrazistością opisom koranicznym, gdzie przedstawiane są z wielką wyrazistością okrutne tortury, jakie z woli Allacha są zadawane potępionym.

Zgadzam się niewątpliwie z tezą, że chrześcijanie zawdzięczają muzułmanom przechowanie zaginionych pism Arystotelesa i wielu innych greckich filozofów, a także spory wkład w rozwój przejętego od Greków dorobku naukowego. Ale co do reszty, to już wcale nie jest ani takie twórcze, ani takie piękne.
Co takiego mam na myśli? Otóż w czasie wypraw krzyżowych świat zachodnio-chrześcijański zetknął się z cywilizacją muzułmańską i przejął od niej takie oto „ulepszenia”:

1/ wyraźne umniejszenie roli kobiet w porównaniu ze szczytowym okresem średniowiecznej cywilizacji z początku XIIIw.

2/ zupełnie inne rozumienie natchnienia Pism, które zainspirowane koncepcją Koranu, który rzekomo spadł z nieba, zaowocowało po jakimś czasie protestancką „sola Scriptura”

3/ wyobrażenia Sądu Bożego dalekie od ducha i litery Ewangelii, co widać na portalach średniowiecznych katedr poczynając właśnie od XIII wieku: w miejsce zesłania Ducha św. czy też wesela w Kanie teraz wierni wchodzący do swoich świątyń widzieli sceny w istocie nawiązujące bardziej do treści koranicznych niż biblijnych

4/ wreszcie należy dodać, że takie zjawiska jak zakon krzyżacki nie wzięły się z powietrza, ale były realnym pokłosiem zetknięcią się z koncepcją dżihadu tzn. świętej wojny prowadzonej w imię ekspansji religijnej dokonywanej metodą podoboju terytorialnego; Polacy i Litwini przećwiczyli te „dobrodziejstwa islamu” na własnej skórze.

A w ogóle jest ogromnie symptomatyczne, że samo zadanie pytania o bilans islamu budzi aż tak gwałtowne reakcje w świecie muzułmańskim. Czy nie wynika to z jakiegoś głęboko skrywanego kompleksu niższości? Przecież od XV w. w tamtejszym świecie niewiele się już dzieje: brak jest wybitnych filozofów, myślicieli, odkrywców i wynalazców. No, może artystów i wojowników nie brakuje, ale to jednak trochę mało, aby dowieść swojej przaewagi cywilizacyjnej. A teraz kim byliby muzułmanie bez ropy? Aż strach pomyśleć…

Niestety, pytanie bizantyjskiego cesarza stało się bardzo aktualne w świetle sytuacji międzynarodowej po 11tym września 2001. Siła oddziaływania islamu „samego przez się” jest bardzo słaba. Jeśli nie towarzyszy mu przemoc wojskowa, społeczna i ekonomiczna, to ilu ludzi spontanicznie zachwyciłoby się koranicznym przekazem i gotowych było wypowiedzieć muzułmańskie wyznanie wiary?
To są wszystko bardzo kłopotliwe pytania, których w Europie unika się dla świętego spokoju, ponieważ muzułmanie uważają je za uwłaczające ich religii, a jest ich na starym kontynencie ostatnio coraz więcej. Ale bez rzetelnych i szczerych odpowiedzi z ich strony żaden dialog międzyreligijny nie jest już możliwy.

Muzułmanów szanuję, niemniej nie zamierzam wmawiać sobie i innym, że bilans islamu z ogólnoludzkiego punktu widzenia jest aż tak dobry, a upadek Konstantynopola był dla Europy w gruncie rzeczy wielkim dobrodziejstwem, bo zamknął usta pretensjonalnym cesarzom, których pochopne wypowiedzi do dziś straszą polityczną niepoprawnością.
Równocześnie żałuję, że o. Mądel ma zakaz publikowania w „Tezeuszu”, gdyż ciekaw jestem niezmiernie, skąd się mu wziął tak daleko posunięty „filo-islamizm”.

 

Komentarze

  1. Anonim

    Proszę się tak pochopnie

    Proszę się tak pochopnie nie zgadzać, bo to w znacznej mierze nie jest prawda.
    Pisma starożytnych w tym także oczywiście Arystotelesa przez całe średniowiecze były w Europie „w obiegu”.
    Powszechne przeświadczenie o roli jaką odegrali muzełmanie w zachowaniu spuścizny antyku jest w znacznej mierze mitem.
    Jednym z czarnych mitów hitorii średniowiecza.

     
    Odpowiedz
  2. Anonim

    Miałem na myśli

    Miałem na myśli oczywiście fragment
    „Zgadzam się niewątpliwie z tezą, że chrześcijanie zawdzięczają muzułmanom przechowanie zaginionych pism Arystotelesa i wielu innych greckich filozofów, a także spory wkład w rozwój przejętego od Greków dorobku naukowego.”
    Niestety ucięło mi cytat.

    Pozdrawiam

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code