Błogosławione spotkanie

„Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja” – tak rozpoczyna się „Dziennik” Witolda Gombrowicza. Życie wypełnione wyłącznie samym sobą, swoimi tylko trudami, a choćby nawet radościami rysuje się w oczach tych, którzy zasmakowali czegoś więcej, jako jedna z najtragiczniejszych rzeczy. Do czego innego jesteśmy wezwani, co innego proponuje nam Bóg. „Podobało się Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej między nimi więzi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie Mu służył” – napisali ojcowie soborowi w konstytucji „Lumen gentium”. Tworzą nas relacje, w których jesteśmy. To one stanowią istotny, najistotniejszy bodaj element drogi naszego zbawienia.

Maryja pędzi do Elżbiety („poszła z pośpiechem” – notuje ewangelista Łukasz), jak się domyślamy, pchana pragnieniem bycia z kimś bliskim wobec zaskakujących wydarzeń, jakie ją spotkały. Rozważanie nad sceną zwiastowania Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” kończy słowami: „Przemija wielka godzina spotkania z posłańcem Bożym, kiedy zmienia się całe życie, i Maryja znowu zostaje sama z zadaniem, które tak naprawdę jest ponad wszelkie ludzkie zdolności. Nie ma wokół niej aniołów. Musi nadal kroczyć drogą prowadzącą przez wiele okresów ciemności – poczynając od przerażenia Józefa na widok Jej brzemienności, aż do momentu uznania Jezusa za szalonego, a wreszcie aż po noc Krzyża”. Ten lapidarny i prosty opis doskonale sygnalizuje tajemnicę Maryi – świat jej życia wewnętrznego, którego szczegółów możemy się jedynie domyślać.

Swoje zadanie Maryja musi nieść sama – tak jak każdy z nas własne zadanie i swój dramat – u Elżbiety znajduje jednak utwierdzenie w tym, że idzie drogą błogosławieństwa. Niewątpliwie wiele wydarzeń będzie się później zdawało temu przeczyć. Być może umocnienie przyniesie wówczas wspomnienie słów Elżbiety.

Spotkanie z Elżbietą pełne jest niezwykłej bliskości. Kobiety rozumieją się bez słów. Przedziwne rzeczy, które stały się udziałem Maryi, Elżbieta obejmuje swym umysłem i uczuciem z pomocą Ducha Świętego. Całe ich spotkanie pełne jest Bożej obecności. W zjednoczeniu tym biorą udział także dzieci w ich łonach – Jezus i Jan Chrzciciel. Zapowiedzi proroków Starego Testamentu stają się elementem życia dwóch nikomu nieznanych kobiet. Wielka historia wkracza w codzienność.

Największa bliskość, największa możliwa miłość i zrozumienie, jakie istnieją między Osobami Trójcy Świętej – ukazane pięknie na ikonie Andrieja Rublowa – znajdują swój odblask w więziach, które łączą ludzi. Relacja Maryi i Elżbiety wydaje się mieć szczególnie wiele z tego ideału. Takich spotkań możemy pragnąć, do takich dążyć i o takie się modlić.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code