A my stoimy i przyglądamy się

Rozważanie na XXIV Niedzielę Zwykłą, rok C2
 
 

Przysłowia – pigułki ludowej mądrości, opisują w zabawny sposób różne aspekty życia. Wiele z nich utrzymuje, że prawda zawsze zwycięży, a sprawiedliwość jak oliwa na powierzchnię wypłynie. Zwykle człowiek przytaczający tego typu maksymy ma w wyobraźni rezultat niedaleki, pewny i spektakularny. W konsekwencji oczekuje, że prawda, której przecież nie da się ukryć, wychodząc na jaw, wstrząśnie wszystkimi.

Jeśli jesteś królem Żydów, wybaw sam siebie. [1] Czy Żydzi naigrywający się z ukrzyżowanego Chrystusa również spodziewali się niezwykłej interwencji Boga? Czy raczej stracili wiarę w Jego Boskość już wtedy, gdy bez protestu dał się pojmać, lżyć, gdy upadał pod ciężarem krzyża i pozwolił do niego przybić? To wtedy – podczas drogi krzyżowej, Żydzi wierzący, że coś tak wielkiego jak prawda o przyjściu Mesjasza powinno natychmiast zwyciężyć; gdy Bóg milczał, uznali, że Jezus z Nazaretu nie jest Synem Bożym. Później – pod krzyżem, w poczuciu bezkarności, dali upust swojej nienawiści.

A przecież w tłumie zgromadzonym na Golgocie z pewnością byli świadkowie cudów Jezusa, mężczyźni słuchający niegdyś Jego nauczania, dobrzy i sprawiedliwi ludzie. Stali tam także Jego najbliżsi uczniowie. Ilu z nich jawnie przyłączyło się do szyderców? Ilu z pośród nich stało i przyglądało się [2] drwinom żołnierzy i przybijaniu Mesjasza do krzyża? Obojętność, tchórzostwo i asekuranctwo dobrych ludzi budzą największe zdziwienie; ich zdrada dziwi i boli. Bierność ludzi sprawiedliwych budzi grozę.

Jeśli jesteś Chrystusem, to [3] …  daj, nakarm, zatroszcz się, pomóż, poprzez swoje cuda udowodnij, że jesteś Synem Boga! Czy to nie jest nasza codzienna modlitwa wstawiennicza – przekazać Bogu do „załatwienia” problemy i potrzeby innych nawet ich nie dotknąwszy, zachowując komfortowy dystans do cudzego cierpienia i własnych emocji? Jeśli jesteś… Ile razy zdarzyło mi się tak pomyśleć, nie reagując na dziejącą się niesprawiedliwość, głuchnąc na płacz za ścianą, milcząc, gdy trzeba było krzyczeć? Tymczasem wiara nie jest modlitwą ze wzrokiem skierowanym w niebo, lecz świadectwem miłości – nie jest słowem, lecz czynem. Ile razy pozwoliłam, by moje sprawiedliwe serce stało i przyglądało się, zamiast zaangażować się tam, gdzie byłam potrzebna?

Syna Bożego ukrzyżowano, podczas gdy lud stał i przyglądał się [4] . Dzisiaj, my również jesteśmy świadkami „śmierci Boga”; śmierci polegającej na odwracaniu się od chrześcijaństwa i od kodeksu moralnego opartego na Bogu. Szaleniec Nietzschego prorokuje o naszych czasach. O czasach, w których – w klimacie obojętności ludzi sprawiedliwych, wiara i krzyż – niewygodne symbole ofiary poniesionej w imię dobra, usuwane są z przestrzeni publicznej, z języka i kultury. To czasy, w których wypada stać i przyglądać się „zabijaniu Boga” w sobie.

A lud stał i przyglądał się. Tłum gapi się, nic nie rozumiejąc. Nie pojmuje logiki Ojca, który pozwala, aby poniżany Syn umierał w męce. Tłum widzi świat w swojej ograniczonej, ludzkiej perspektywie. Tłum nie pamięta cudów, nie zauważa znaków, nie wierzy Miłości. Czy potrafimy przekonać tłum? Czy potrafimy powierzyć Bożej logice swoje życie? Czy potrafimy „mądrości świata” przeciwstawić głupstwo krzyża [5]? Czy umiemy jak dobry łotr otwarcie przyznać się do Króla?

Spodobało się bowiem Bogu, by w Nim zamieszkała cała pełnia, i aby przez Niego wszystko pojednać ze sobą – wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża, zarówno na ziemi, jak i w niebie. [6]

Przypisy:

[1]. Łk 23, 37

[2]. Por. Łk 23, 35

[3]. Por. Łk 23, 39

[4]. Łk 23, 35

[5]. Por. 1Kor 4,10

[6]. Kol 1, 20

Rozważania Niedzielne

DSC03704.jpg

 

5 Comments

  1. quqzar

    Bóg na szczęście nie umiera

    Tekst zręcznie rozgrywa w czytającym chrześcijańskie uczucia, ale wydaje się omijać przy tym sedno chrześcijańskiej postawy.

    "Dobrzy i sprawiedliwi ludzie" – to właśnie oni posłali Jezusa na krzyż. Faryzeusze oraz uczeni w Piśmie byli ludźmi pobożnymi według zasad judaizmu, przestrzegali skrupulatnie Prawa i przykazań. Ich decyzja o posłaniu Chrystusa na krzyż była podjęta w dobrych intencjach – kierowali się oni troską o dobro całego Izraela (J 11,48-50). Chrześcijanin natomiast nie powinien, przynajmniej moim zdaniem, dzielić ludzi na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Wszak wszyscy zgrzeszyliśmy przeciwko temu samemu Bogu.choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie (Jk 2,10).

    Sądzę, że Bóg nie ma zamiaru umierać tylko dlatego, że ludzie przystosowują swoją moralność do nowej epoki. Nie umierał jakoś od ludzkiej obojętności w czasach, gdy niewolnictwo było legalne i akceptowane nawet w Biblii. Albo w czasach przed powstaniem monoteistycznej religii, kiedy ludzie oddawali cześć duchom czy żywiołom. Udało Mu się nawet uniknąć zagłady w czasach Holocaustu i Gułagów, kiedy zła na świecie było chyba o wiele więcej niż dziś. Myśl, że jakikolwiek symbol – choćby tak ważny, jak krzyż – miałby decydować o (nie)obecności Boga w naszym życiu, wydaje mi się dogłębnie sprzeczna z samą istotą chrześcijaństwa.

    Wcale nie dziwię się ograniczonemu tłumowi. Nikt z nas nie rozumie logiki Ojca, za to każdy z nas widzi świat w ograniczonej, ludzkiej perspektywie. Jesteśmy zaproszeni do podążania ku Bogu, ale często Bóg myli nam się z naszymi własnymi przesądami na temat moralności. Pozdrawiam

     
    Odpowiedz
  2. krok-w-chmurach

    Mój Bóg, Kaziku, jest nie

    Mój Bóg, Kaziku, jest nie do opisania. Nie krzyczy, po prostu jest – w delikatnym powiewie wiatru, w małych i biednych, w tych którzy już nic nie mogą zrobić, w ukrzyżowanych swoim cięzkim życiem albo swoją słaobością i grzesznością.

    Odwzajemniam pozdrowienia  

     
    Odpowiedz
  3. krok-w-chmurach

     Chrześcijanin natomiast

     Chrześcijanin natomiast nie powinien, przynajmniej moim zdaniem, dzielić ludzi na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.  

    Również moim zdaniem  "nie powinien", chociaż raczej nie powinien osądzać kto jest człowiekiem sprawiedliwym, a kto nie. Człowiek powinien jednak mieć świadomość tego, co dobre, jakie postępowanie podoba się Bogu. Takie rozeznanie pomaga wzrastać ku świętości. Inna sprawa to nasza grzeszność, nikt z nas nie jest "całkowicie" sprawiedliwy. Upadamy i podnosimy się, zwykłe koleje życia. Tym co wyróżnia sprawiedliwego od jest jego pragnienie dobrego życia i wysiłki, aby takim to życie przy łasce Boga uczynić.

    Sądzę, że Bóg nie ma zamiaru umierać tylko dlatego, że ludzie przystosowują swoją moralność do nowej epoki.

    Jasne. To metafora – "smierć Boga". Jednak Bóg jest uśmiercany przez świat, który odsyła Go do kościoła (pisanego przez małe "k"). Dla świata Bóg jest czymś nierzeczywistym, reliktem przeszłości etc. Bóg przestaje istnieć w świadomości człowieka, umiera w człowieku. Śmierć Boga dotyka nas, jest naszą śmiercią.

    Wcale nie dziwię się ograniczonemu tłumowi.

    Ja też. Też jestem w tym tłumie. Potrzebuję łaski Boga, wielu łask.

    Również pozdrawiam.

     
    Odpowiedz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code