Tygodnik "Niedziela"

W moim rodzinnym domu


Obchody Roku Jubileuszowego, związane z 1050. rocznicą Chrztu Polski, 115. rocznica urodzin Prymasa Stefana Wyszyńskiego, 35. rocznica jego śmierci, 60. rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu, 51. rocznica Listu biskupów polskich do biskupów niemieckich oraz oczekiwanie na beatyfikację Prymasa Tysiąclecia, przywołały wspomnienie jednego z najpiękniejszych spotkań w moim rodzinnym domu

Barbara Jelonek

Przez wiele lat mieszkałam na Kujawach – we wsi Jaksice, koło Inowrocławia. Mój tatuś urodził się w Jaksicach, gdzie przez lat 47 był organistą w parafii pw. św. Marcina. Mieszkaliśmy w organistówce. Tatuś całym sercem był oddany Kościołowi. Dwa razy w swoim życiu przebywał na urlopie. Mamusia, z pochodzenia góralka, była taka sama jak tatuś, który swoją pracę traktował jak służbę. I tak też rodzice wychowali mnie i brata. Najważniejszy był Kościół, a tak naprawdę On – Bóg.

Kard. Wyszyński, prymas Polski, odwiedził parafię pw. św. Marcina w Jaksicach, dwukrotnie. Po raz pierwszy – 12 sierpnia 1969 r. Dokonał wówczas wmurowania kamienia węgielnego i aktu erekcyjnego (ściana wschodnia kościoła) w nowo powstającej świątyni. Wcześniej istniał w Jaksicach piękny barokowy, drewniany kościół, wybudowany w 1750 r. przez ks. Andrzeja Rudnickiego. Niestety, pożar, który wybuchł 11 lutego 1962 r., całkowicie strawił świątynię. W kościele tym znajdował się wyjątkowy obraz Matki Bożej Pocieszenia, która trzymała Dzieciątko na prawej ręce, a nie na lewej.

Takie obrazy spotyka się rzadko. Obraz miał ok. 400 lat. Na zezwolenie odbudowy świątyni parafianie czekali sześć i pół roku. W akcie erekcyjnym napisano: „Gdy na Stolicy Piotrowej zasiadał papież Paweł VI, Prymasem Polski był wówczas ks. kardynał Stefan Wyszyński wraz z biskupami pomocniczymi Lucjanem i Janem, wielkorządcą parafii w Jaksicach ks. Bronisław Kozubek, a organistą Pan Marian Jelonek, wtedy to dnia 12.08.1969 roku ks. kardynał Wyszyński poświęcił i wmurował kamień węgielny pod nowy kościół w Jaksicach”. Mszę św. w murach budującej się świątyni odprawił wówczas ks. kan. Roman Zientarski z Inowrocławia, a okolicznościowe słowo Boże wygłosił Ksiądz Prymas.

Po raz drugi prymas Stefan Wyszyński przybył do parafii w 1973 r., tym razem z wizytą kanoniczną, która trwała od 7 do 8 sierpnia. Było to 10 miesięcy po śmierci ks. Bronisława Kozubka, proboszcza, za którego czasów powstał nowy kościół. Tę wizytę pamiętam dokładnie, ponieważ organizowałam m.in. powitanie Księdza Prymasa. Dzieci wręczyły wówczas prymasowi Wyszyńskiemu bukiety róż i dojrzałe kłosy zbóż. Z kłosów tych Prymas był bardzo zadowolony. Smucił się jednak chłopiec, który je wręczał, ponieważ chciał też dać róże dostojnemu gościowi.

Podczas tej wizytacji młodzież przyjęła z rąk Prymasa sakrament bierzmowania. Kard. Wyszyński udzielił także błogosławieństwa niemowlętom, spotkał się z zasłużonymi parafianami na śniadaniu zorganizowanym na plebanii i nawiedził cmentarz parafialny. Gościł w naszym domu. Ksiądz Prymas bacznie przyglądał się mieszkaniu, które było niewielkie. Jego uwagę zwrócił obraz Matki Bożej Częstochowskiej oraz… słoiki z ogórkami kiszonymi, stojące na dużej szafie, która znajdowała się w pokoju. Nie mieliśmy spiżarni, dlatego przetwory przechowywaliśmy właśnie w tym miejscu.

Organistówka istnieje nadal, jest najstarszym budynkiem w Jaksicach. Powstała w 1803 r. Znajduje się w niej 5 mieszkań. Mieszkał w niej nie tylko organista, także osoby niezwiązane zawodowo z parafią. Podczas wizyty rozmawialiśmy o pracy tatusia, o naszej rodzinie. Trudno było o intymność, ponieważ wówczas do naszego domu weszło sporo ludzi, którzy chcieli zobaczyć z bliska Prymasa. Towarzyszył mu m.in. jego sekretarz, przyszły prymas Józef Glemp. Pamiętam tę wizytę do dziś.

Drugiego dnia przed Mszą św. proboszcz ks. Zdzisław Borzyszkowski powiedział mi, że Prymas chce ze mną rozmawiać. Kard. Wyszyński był przy głównym ołtarzu. Siedział z boku, na ławie. Podeszłam, uklękłam i ucałowałam relikwie znajdujące się w jego pierścieniu. Prymas Wyszyński zapytał mnie wówczas – co było zaskakujące – czy jestem zmęczona. Zaprzeczyłam. Wręczył mi kolorowy wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, w formie medalika. Mam go po dziś dzień. Ksiądz Prymas wiedział, że należałam do grona osób, które przygotowywały program jego pobytu w naszej parafii. Byłam widoczna podczas prawie każdego spotkania. Stąd pewnie pytanie, które potwierdza jego troskę o człowieka. Kiedy ksiądz proboszcz zapytał mnie, o czym rozmawiałam z Prymasem, odpowiedziałam, żartując, że to jest tajemnica.

Oczywiście przekazałam treść rozmowy. W sprawozdaniu po tej wizytacji Ksiądz Prymas napisał m.in., że podczas uroczystości bierzmowania dyskretnie pomagały dwie dziewczynki, ubrane w długie czarne spódnice i białe bluzki. Była to moja koleżanka Basia, wówczas Rybak, i ja. W tym sprawozdaniu wypowiedział się także na temat powiększenia naszego mieszkania. Było to możliwe po wyprowadzeniu się sąsiadów. Ksiądz Prymas, podobnie, jak papież Jan Paweł II, zawsze, nawet w tłumie, widział człowieka i go doceniał.

Moja mamusia, ciężko pracując dla rodziny, była zawsze, z własnej woli, w cieniu ważnych wydarzeń, choć w nich uczestniczyła. Pracowała na ich rzecz z ogromnym zaangażowaniem. Ale Prymas Wyszyński zauważył także ją. Podczas uroczystego obiadu na plebanii, przygotowanego z okazji jego pobytu w parafii, mamusia obsługiwała gości, także Prymasa, który zwrócił się do niej następująco: „Ciociu, zostaw te półmiski z jedzeniem, niech oni (młodzi księża) obsłużą się sami. Ty odpocznij, masz spuchnięte nogi”. Mamusia była dumna i szczęśliwa, że mogła być blisko Prymasa. Zadbała na plebanii o detale.

Podawała do stołu z tremą, ale i radością. Przygotowywała się do spotkania z Prymasem od momentu ustalenia daty wizytacji. Postanowiła, że wyhaftuje dla niego poduszkę (usypana była z drobiowego puchu), na której będzie spał. I tak też się stało. Piękna poszwa z tej „wyjątkowej” poduszki zachowała się po dziś dzień. W lipcu br. mamusia skończyła 90 lat. Jest rówieśniczką tygodnika „Niedziela”. We wrześniu w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej została odprawiona Msza św. w jej intencji. Mamusia w niej uczestniczyła. Kult Maryjny w naszym domu był i jest na co dzień. Rodzice, kiedy mój brat i ja byliśmy jeszcze dziećmi, zawieźli nas na Jasną Górę i ofiarowali Matce Bożej.

Parafianie również chętnie uczestniczyli w przygotowaniach związanych z wizytacją. To był nie tylko obowiązek, ale przede wszystkim – honor. Rolnicy postanowili, że będą chronić Prymasa w dzień i w nocy. Razem z tatusiem w tych przygotowaniach uczestniczył jeden z najstarszych ministrantów, lektor, Zygmunt Jaskulski, który wsparł mnie w napisaniu tego tekstu. Mogłam skonsultować pewne fakty i daty, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Okazało się, że Zygmunt ma spisaną historię parafii i jest przygotowany na wszelkie pytania i odpowiedzi. Ma ponadto niesamowitą pamięć. Rodzina tatusia z kolei miała po prostu obowiązek pomagania. Tatuś wyznaczał „zadania”.

Mąż siostry tatusia – Stanisław Siemianowski „pełnił służbę” nocą. Podczas śniadania z Prymasem na plebanii, siedząc blisko niego, opowiadał (kujawską gwarą), jak minęła noc. „Siedzę sobie, pilnuję, patrzę, a tu nagle podjeżdża samochód, który oświetlił plebanię. Przyjechali (Służba Bezpieczeństwa) sprawdzić, czy Prymas został na noc. Kiedy zobaczyli, że samochód, którym przyjechał do Jaksic, zaparkowany jest przy plebanii, odjechali. Całą noc byłem na werandzie z dużymi oknami. Widoczność miałem dobrą. Kiedy odwróciłem się w stronę drzwi, prowadzących z werandy na plebanię, nagle zobaczyłem proboszcza, który zamiast w butach przyszedł do mnie w… skarpetkach. Nie chciał obudzić Prymasa. Przyniósł mi piwo, żebym się napił… Było bowiem gorąco”. Prymas słuchał tej opowieści z ciekawością i serdecznością. Uśmiechał się, zapewne rozbawiła go również płynąca z serca gwara kujawska.

11 listopada 1973 r., podczas uroczystości odpustowej św. Marcina biskupa, tatuś mój został odznaczony medalem „Benemerenti”, przyznanym mu przez papieża Pawła VI. Medal ten, wraz z okolicznościowym dyplomem, wręczył tatusiowi biskup pomocniczy gnieźnieński Lucjan Bernacki. O tym, że tatuś ma zostać odznaczony, wiedziałam od pierwszych chwil. Przygotowywałam bowiem dla proboszcza informacje dotyczące pracy tatusia w charakterze organisty. Zachowałam w tajemnicy te plany.

Chciałam, żeby tatuś był mile zaskoczony. I tak się stało. Był nie tylko zaskoczony, ale i bardzo wzruszony. Odznaczenie to było oczywiście pokłosiem wizytacji Prymasa Tysiąclecia w parafii Jaksice. Ksiądz Prymas docenił mojego tatusia, który, narażając życie podczas II wojny światowej oraz w czasach PRL-u, ryzykując utratę wolności, służył z oddaniem Bogu, Ojczyźnie i ludziom. Tak się złożyło, że nasi ojcowie, Księdza Prymasa i mój, byli organistami. Tatuś nie żyje od 31 lat. Spoczywa na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. „Do domu Ojca” „zaprowadziła” go Matka Boża, w przedostatnim dniu października – miesiąca Różańca świętego.

W kwietniu 1974 r. pojechałam z grupą dziewcząt, zaangażowanych w działalność parafialną, na doroczny odpust św. Wojciecha do Gniezna. Zaplanowałyśmy, że podejdziemy do Księdza Prymasa i wręczymy mu zdjęcie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej z naszej świątyni oraz bukiet róż, podobnie jak to miało miejsce podczas wizytacji kanonicznej w Jaksicach. Nie byłyśmy pewne, czy uda nam się ten plan zrealizować. Powiódł się, co więcej – Ksiądz Prymas pamiętał nas.

Tuż po gnieźnieńskich uroczystościach odpustowych przysłał na ręce proboszcza podziękowanie skierowane do nas, ludzi młodych. Na odwrocie obrazka z Panią Jasnogórską napisał: „Drogiej młodzieży z parafii Jaksice dziękuję za miły dar fotografii obrazu Matki Bożej z Waszego kościoła i z serca Wam błogosławię”. Obrazek ten podarował mi ówczesny proboszcz Zdzisław Borzyszkowski. Po latach postanowiłam przekazać go do Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w warszawskim Wilanowie, gdzie znajdują się także zdjęcia z wizytacji Prymasa w jaksickiej parafii w 1973 r. Przy tej okazji dziękuję p. Monice Słęckiej z muzeum za udostępnienie skanu cennego obrazka.

Ogromne znaczenie w moim życiu miało i ma to wyjątkowe spotkanie z Prymasem Tysiąclecia podczas wizytacji kanonicznej. Prymas interesował się moją przyszłością. Zachęcał mnie do podjęcia studiów na wydziale historii sztuki KUL-u. Życie moje jednak potoczyło się inaczej. Wybrałam dziennikarstwo na UW, gdzie przez ostatnie 5 lat prowadziłam zajęcia w ramach pracowni telewizyjnej, czego nie planowałam, oraz pracę w mediach. Jestem szczęśliwa, że byłam blisko tak wybitnej osobistości polskiego Kościoła, męża stanu i wielkiego patrioty, a także przyjaciela i wiernego sługi największego z Polaków – św. Jana Pawła II.

Dane mi było także spotkać Papieża. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że mogę kiedykolwiek znaleźć się na imieninach u Ojca Świętego, połączonych z obchodami 25-lecia jego pontyfikatu. Tym bardziej trudno było przewidzieć, że dane mi będzie przygotować artystyczną oprawę tych wydarzeń – koncert zatytułowany „Błogosławiona siejba”, o którym pisałam również w tygodniku „Niedziela” (nr 45, 4 listopada 2012 r.). Spotkania te są moim największym życiowym skarbem. Dzięki nim wiem, że trzeba od siebie wymagać, choćby inni od nas nie wymagali i że po Bogu najważniejsza jest Polska.

Barbara Jelonek

Źródło: Tygodnika„Niedziela”(Nr.52. 2016)

Zaprenumeruj tygodnik „Niedziela”

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code