Kwartalnik "Homo Dei"

Jezus wzorem

Jezus wzorem dla mężczyzny

Mieczysław Guzewicz

Na podstawie mojego doświadczenia pracy z małżeństwami i rodzinami, posługiwania na ich rzecz oraz po wysłuchaniu bardzo wielu smutnych historii i przeczytaniu mnóstwa maili nie mam już dziś najmniejszej wątpliwości, że u podstaw problemów w małżeństwie, a co za tym idzie w rodzinie, stoi kryzys męskości.

Wszelkie bowiem problemy w związkach małżeńskich wynikają z jednej strony ze słabnięcia więzi małżonków z Jezusem, z zaniedbywania sakramentalności małżeństwa, w tym głównie z lekceważenia wspólnej modlitwy i niepodejmowania działań na płaszczyźnie duchowego rozwoju związku, a z drugiej z ulegania atakom zewnętrznym.

A to właśnie mężczyzna ma być tym, który będzie czuwał nad jakością relacji z Bogiem, zarówno w małżeństwie, jak i w rodzinie; to on ma pilnować praktyk religijnych, mobilizować żonę i dzieci do rozwoju duchowego i to on ma bronić najbliższych przed działaniami tych, którzy chcą im zaszkodzić. Kobieta ma wystarczająco dużo obowiązków w domu, wobec dzieci, żeby miała się jeszcze zajmować rozpoznawaniem zagrożeń i chronieniem przed nimi. Z natury są do tego predysponowani i powołani mężczyźni. W ostatnim okresie dziejów ludzkości nie wychodzi nam to najlepiej, panowie – przegrywamy.

1. Kogo adoruję

Kiedy jestem na adoracji Najświętszego Sakramentu i patrzę na białą Hostię, to co widzę, kogo widzę, z kim rozmawiam? Otóż od wielu lat w czasie adoracji widzę Jezusa Mężczyznę, rozmawiam z Nim jak mężczyzna z mężczyzną. Owszem, wiem, że jest to największa tajemnica naszej wiary, jest to Bóg w tak niezwykłej formie obecności, ale dla mnie jest to Bóg jako mężczyzna.

Często w nauczaniu dla mężczyzn możemy usłyszeć, że mężczyźni powinni się ze sobą spotykać i umacniać nawzajem swoją męską moc, ale jakoś rzadko (ja nie pamiętam, czy kiedykolwiek to słyszałem) mówi się nam, że najprawdziwszy, stuprocentowy, doskonały mężczyzna, pełny wzór męskości to właśnie Jezus z Nazaretu. To od Niego najpierw powinniśmy czerpać ową męskość i rozwijać ją w kontakcie z Nim.

W duchowości mówi się o odniesieniu do Jezusa, o potrzebie budowania z Nim relacji, oddaniu Mu swojego życia, zachęca się do wypowiadania słów: „Jezus jest Panem całego mojego życia”, ale raczej nie wskazuje się na osobę określoną płciowo. Wszyscy mamy tak robić, powierzać się Jezusowi, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, brakuje jednak ważnego dla mężczyzn doprecyzowania: że my mamy się Jezusowi podporządkować jako mężczyźnie, jako Panu i Władcy, Przywódcy, Mistrzowi, Naczelnemu Wodzowi.

Dla nas brzmi to konkretnie i porywająco. Jak wy, kobiety, zareagowałybyście na wezwanie do powierzenia się mężczyźnie? Byłoby to dla was chyba dość trudne, więc może lepiej tego tak nie ujmować. Owszem, powierzyć się Jezusowi, oddać Mu swoje życie, służyć Mu, prosić Go, ale bez określania tożsamości płciowej. Tak jest prościej. Jest to jednak niebezpieczne dla mężczyzn. Św. Paweł w Liście do Efezjan pisze: Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie (Ef 5,21–25).

Określenie „Pan” odnosi się do Boga, ale kiedy mężczyźni słyszą, że mają miłować żony tak, jak Chrystus umiłował Kościół, wydając za niego siebie samego, to potrzebują wskazania, że tu się ujawnia perspektywa najważniejsza, porównanie kluczowe dla wszelkich relacji mężczyzny i kobiety w małżeństwie.

Miłość męża do żony porównana jest tu z ofiarną miłością Chrystusa do Kościoła, potwierdzoną cierpieniem i śmiercią na krzyżu. Tej ofiary dokonał Bóg-Człowiek, Jezus mężczyzna. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić kobiety biczowanej, dźwigającej krzyż, umierającej w mękach, przybitej do drewnianych belek. Nie mogę i na szczęście nie muszę. Tak miało być także i dlatego, że ciało mężczyzny jest w naturalny sposób predysponowane do takiego wysiłku, do tego rodzaju walki, cierpienia, tortur. I właśnie to oddanie życia, takie oddanie życia mężczyzny silnego, odważnego, ofiarnego, nieugiętego ukazuje Apostoł jako wzór dla wszystkich mężczyzn, mężów. Ten poziom ofiary, poświęcenia, umierania był kulminacją całej drogi Jezusa mężczyzny, i ta droga ma być wzorem dla nas mężczyzn. Popatrzmy uważnie na ten wzór.

2. Obraz Jezusa w Ewangeliach

Z wnikliwej analizy czterech Ewangelii wyłania się bardzo wyraźny obraz Jezusa jako mężczyzny.

a) Jezus ciężko pracuje

Najpierw ważny szczegół. Otóż nie wolno zapominać, że do momentu przyjęcia chrztu z rąk Jana Chrzciciela Jezus przez około 20 lat bardzo ciężko fizycznie pracował. W ówczesnej żydowskiej kulturze dziecko w wieku od piątego do dziewiątego roku życia uczęszczało do szkoły przy synagodze [1], a potem chłopiec rozpoczynał naukę zawodu u boku swojego ojca. Nie mam wątpliwości, że kiedy Mistrz pojawił się na brzegu Jeziora Galilejskiego i powoływał rybaków na swoich pierwszych uczniów, ci widzieli wyraźnie, że Jego ręce pokryte są bliznami, bruzdami i odciskami od pracy cieśli. Bez wątpienia ten szczegół wzbudził w nich niemałe zaufanie.

Śledząc więc teksty natchnione, z których wyłania się obraz Jezusa bardzo ciężko pracującego podczas swej publicznej działalności, możemy być przekonani, że do dużego wysiłku fizycznego był on przyzwyczajony od wczesnego dzieciństwa. W opisach dostrzegamy bardzo wiele czasowników w rodzaju: przyszedł, odszedł (aby głosić naukę), oddalił się, wszedł, zszedł, wsiadł (do łodzi), odchodził, obchodził, dotarł, przechodził, przeprawił się, wyszedł, opuścił (okolicę), odpłynął, udał się, wyprowadził (uczniów), zdążał, wyruszył, wracał, wypędzał, rozrzucił (pieniądze), uzdrawiał, zgromadził, wędrował (po Galilei). Robiąc powierzchowne zestawienie samych tylko użytych czasowników, mamy w Ewangeliach około 120 miejsc ukazujących Jezusa wykonującego różne czynności. Nie biorę tu pod uwagę uzdrowień, nauczania, wypędzeń złych duchów czy toczenia sporów z przeciwnikami.

Nauczanie i uzdrawianie związane było z przemieszczaniem się z miejsca na miejsce. Trzeba pamiętać, że poruszano się wówczas przede wszystkim pieszo. Kiedy więc czytamy, że Jezus udał się w to czy inne miejsce, to warto wiedzieć, jakie to były odległości: z Nazaretu do Jerozolimy 100 km (teren górzysty), do Kafarnaum 32 km (teren wyżynny), do Tyberiady 25 km, do Tyru 70 km, do Cezarei Filipowej 83 km, do Cezarei Nadmorskiej 45 km, na górę Tabor 20 km, z Kafarnaum do Cezarei Filipowej 55 km, z Jerozolimy do Jerycha 22 km. Jezioro Galilejskie miało ok. 10 km szerokości i 20 km długości. Pamiętajmy o tym, czytając, że Jezus i Apostołowie często przeprawiali się na jego drugą stronę.
Ukazuje się nam tu obraz osoby bardzo ciężko pracującej, niewiele odpoczywającej, nie dbającej o komfort i wygodę, nie przywiązującej szczególnej wagi do jedzenia. Można powiedzieć, że Jezus nie oszczędzał się, nie myślał o sobie, nie marnował czasu.

Mężczyzna musi pracować. Owszem, nakaz z ogrodu Eden: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1,28), skierowany jest do obojga pierwszych rodziców, ale i tu można dostrzec wiele ważnych szczegółów podkreślających różnorodność płci, natur i zadań kobiety i mężczyzny. Płodność to zadanie postawione przed małżeństwem, będące też głównym warunkiem Bożego błogosławieństwa dla małżonków. Powinni oni być otwarci na potomstwo i we współpracy ze Stwórcą przyjmować każde kolejne dziecko, cieszyć się nim, wychowywać je. Ale w słowach „bądźcie płodni” zawiera się treść rozumiana przez wszystkich rodziców, że płodzić, czyli dawać nasienie, ma mężczyzna, a kobieta ma je przyjmować i rodzić.

W ten sposób dokonuje się zaludnianie ziemi, współuczestnictwo małżonków w akcie stwórczym, ale także zapewnianie odpowiedniej liczby ludzi, dzięki którym zrealizuje się zadanie czynienia ziemi poddanej człowiekowi. To także dokonuje się na różne sposoby i z uwzględnieniem różnorodności płci. Jednak w znaczeniu pierwotnym, wyjściowym panowanie nad ziemią, karczowanie lasów i sianie roślin zapewniających ziarno i inne plony dokonywało się poprzez fizyczny wysiłek mężczyzn. Mężczyźni z natury, dzięki silniejszej budowie ciała i większej odporności na długotrwały wysiłek fizyczny, predysponowani są do pracy, szczególnie takiej, która wymaga większego obciążenia mięśni.

Od zarania dziejów rozumienie i realizacja tego zadania nie stanowiły dla płci brzydszej problemu. Nadal mamy to głęboko zakorzenione i zakodowane w genach, że jako mężczyźni mamy pracować, zapewniać rodzinie podstawy bytu materialnego.

Bóg lubi nasz naród. W Jego oczach – według mnie – jesteśmy szczególnie wyróżnieni, mimo ogromnej liczby wad, ponieważ potrafimy ciężko pracować. To nie są mity, że Polacy w środowiskach emigracyjnych pracują szczególnie wydajnie. Sam się wielokrotnie o tym przekonywałem. Ale i w Polsce można dostrzec, że lubimy pracować. Musi być oczywiście właściwa motywacja, nie zawsze tylko finansowa.

Mężczyzna powinien ciężko pracować także i dlatego, aby nie popaść w lenistwo, próżnowanie. To niebezpieczna postawa i spowodowała już upadek wielu z nas. Jakże czytelny i wymowny jest przykład króla Dawida: Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę, Dawid wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem [na Ammonitów]. […] Dawid natomiast pozostał w Jerozolimie. Pewnego wieczora Dawid, podniósłszy się z posłania i chodząc po tarasie swego królewskiego pałacu, zobaczył z tarasu kąpiącą się kobietę. Kobieta była bardzo piękna. Dawid zasięgnął wiadomości o tej kobiecie. Powiedziano mu: „To jest Batszeba, córka Eliama, żona Uriasza Chetyty”. Wysłał więc Dawid posłańców, by ją sprowa­dzili. A gdy przyszła do niego, spał z nią. A ona oczyściła się od swej nieczystości i wróciła do domu. Kobieta ta poczęła, posłała więc, by dać znać Dawidowi: „Jestem brzemienna” (2 Sm 11,1–5).

Pojawia się tu bardzo ważny szczegół: Dawid powinien w tym czasie być na wojnie, dowodzić wojskiem, porywać do walki, dawać przykład odwagi. Jednak pozostał w domu. Już to było zachowaniem negatywnym. Przebywanie na tarasie, wylegiwanie się na posłaniu, przechadzanie się potwierdzają stan nudy, leniuchowania. Miałby do tego prawo, gdyby wcześniej wypełnił konieczne obowiązki, natrudził się. Tym razem tak nie było. Nie był to zasłużony odpoczynek po ciężkiej pracy, tylko forma unikania uciążliwych zadań. Konsekwencje okazały się dramatyczne. Tak będzie zawsze w przypadku, kiedy mężczyzna będzie się uchylał od pracy, unikał jej, odwracał od swojego naturalnego, pierwotnego, podstawowego powołania i obowiązku.

b) Jezus się modli

Mamy tu do czynienia z sytuacją dość intrygującą. W porównaniu z dynamizmem pracy, nauczania, przemieszczania się, uzdrawiania, wypędzania złych duchów informacji o modlitwie Mistrza nie ma zbyt wielu. Można wysunąć wniosek, że było to tak oczywiste, iż ewangeliści nie uważali za konieczne o tym pisać, ale można także domniemywać, że tak właśnie wyglądały proporcje czasowe tych czynności.

Najwięcej czasu Jezus przeznaczał na pracę, pokazując, że to w dobrym wykorzystaniu go jest najważniejsze, że można modlić się, także pracując, czy sumienne wykonywanie obowiązków traktować jak modlitwę. U wszystkich czterech ewangelistów znajdujemy 16 zapisów ukazujących Jezusa modlącego się.

Wśród nich są takie bardzo wymowne: Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał (Mt 14,23); Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił (Mk 1,35); W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga (Łk 6,12); Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego… (Łk 11,1). Można łatwo dostrzec, że Jezus modlił się często kosztem odpoczynku, odmawiając sobie snu, modlił się w różnych momentach dnia, wykorzystując każdą chwilę.

Zaakcentowana proporcja nie jest czymś błahym. Mężczyzna ma przede wszystkim pracować, wykonywać swoje obowiązki stanu, zadania zawodowe. Te czynności mają mu zajmować największą część czasu. Ale mądrość i wielkość ucznia Jezusa wyrażają się i potwierdzają w tym, że najpierw pyta on Mistrza, co i jak ma robić. To nie musi zajmować wiele czasu. Chodzi o konsultacje, o bycie w kontakcie. Trzeba pamiętać, że Bóg ma zawsze wolną linię, Jego telefon, kiedy chcemy się z Nim skontaktować, nigdy nie jest zajęty. Nie wiem, jak On to robi; ma przecież około 3 miliardów podwładnych płci męskiej i dla każdego ma zawsze czas. Ale w końcu jest przecież Bogiem!

Mężczyźni w kontaktach między sobą są konkretni i nie potrzebują używać wielu słów. Dlatego nasza modlitwa nie musi być przegadana. Najważniejsze jest, aby mieć poczucie bycia lojalnym, posłusznym, wiernym poddanym, wręcz sługą: „Mów, Panie, sługa Twój słucha”. Naturalna pokora, uznanie swej zależności, oddanie, posłuszeństwo w sercu i w umyśle i trochę czasu na rozmowę. Jednak musi to być regularne, w poczuciu dyscypliny i obowiązku. Kontakt z „Szefem” to coś najważniejszego, aby nie robić głupot, nie popełniać błędów.

Oczywiście w sytuacjach jakichś dramatów, kiedy coś niedobrego dzieje się w małżeństwie, w zachowaniach dzieci, kiedy trzeba podjąć ważną decyzję, modlitwa musi być intensywniejsza, nawet za cenę snu i odpoczynku, musi więcej kosztować.

c) Jezus wypędza złe duchy

Oprócz uzdrowień i innych cudów Jezus nie waha się demonstrować swojej Boskiej mocy w postaci panowania nad demonami. Ewangelie ukazują 15 takich przypadków, przykładowo: Wtedy przyprowadzono do Niego opętanego, który był niewidomy i niemy. A On go uzdrowił, tak że przemówił i zaczął mówić (Mt 12,22); I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając demony (Mk 1,39). Jezus ma nad nimi pełną władzę: wydaje polecenia, rozkazuje, a złe duchy zdają sobie sprawę z tego, jaką On ma moc i kim jest – i są posłuszne, choć nie bez walki.

Wypędzanie złych duchów, uwalnianie opętanych były to bowiem sytuacje podejmowania z nimi walki, prowadzenia wojny, nękania ich, „dręczenia” ( Wiemy, kim jesteś; przyszedłeś nas dręczyć). I taka postawa jest istotna w zachowaniu każdego mężczyzny. Koniecznością dla niego staje się walka z szatanem. Jest on odwiecznym przeciwnikiem, a dziś szczególnie atakuje i niszczy małżeństwa i rodziny, które wszak dane są mężczyznom pod ochronę.

Św. Piotr pisze: Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! (1 P 5,8–9). Natura szatana jest ofensywna. On atakuje, szuka słabego punktu, chce co najmniej zaszkodzić, osłabić, a najlepiej całkiem zniszczyć, unicestwić. Jest ciągle obok swojej potencjalnej ofiary, a więc każdego z nas, krąży zawsze gotowy do zaatakowania. Trzeba nie lada czujności, ale i umiejętności, aby podjąć walkę i obronić się. Jak to robić?

Dużo podpowiedzi znajdujemy u św. Pawła: Weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki], przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! (Ef 6,13–18).

Apostoł używa tu bardzo sugestywnego obrazu żołnierza. Jest on dobrze wyekwipowany, ma zbroję, pancerz, odpowiednie buty, hełm, tarczę i miecz. I znowu powtórzę: jakoś nie mogę sobie wyobrazić tak ubranej kobiety, ale też nie muszę. To jest nasze zadanie, panowie, aby walczyć jak żołnierze z przeciwnikiem. Oczekiwania wobec nas, mężów i ojców, są właśnie takie, abyśmy zapewnili poczucie bezpieczeństwa naszym najbliższym. Oni mają prawo od nas tego oczekiwać, a my mamy obowiązek im to zapewnić!

Jest to wielkie pole do działania. Począwszy od zagrożeń, jakie spadają na nasze dzieci, poprzez ataki na małżeństwo, jego piękno i nierozerwalność, a skończywszy na atakach wymierzonych bezpośrednio w mężczyzn. Skoro jest to walka, to warto wymienić jej najistotniejsze płaszczyzny. Uznaję za takie pornografię, antykoncepcję, in vitro i aborcję. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby mężczyźni rozumieli istotę swego powołania oraz oczekiwania Boga wobec nich. Wspomnieć też trzeba o przeciwstawianiu się uderzeniom w tkankę duchową małżeństwa i rodziny. To mężczyźni mają czuwać nad regularnością praktyk religijnych, spowiedzi, modlitwą małżeńską, stanem ducha dzieci. Jest to wielka walka, wręcz wojna, która zakończy się dopiero w chwili śmierci.

d) Odważne konfrontacje

Głoszona nauka, liczne cuda, rozkazywanie demonom i wiele bardzo niekonwencjonalnych zachowań ze strony Jezusa powodowały wzrost niezadowolenia żydowskich zwierzchników. Widzieli oni w Nim zagrożenie dla swojej pozycji, obawiali się osłabnięcia swego wpływu na lud. Błędnie przypuszczali, że pojawił się ktoś, komu zależy na władzy, popularności, na objęciu przywództwa.

Ewangelie w 47 miejscach ukazują sytuacje, w których dochodzi do konfrontacji, sporów, czasami do bardzo ostrej wymiany zdań z tymi ludźmi. Potyczek tych nigdy Jezus nie prowokował [2], może poza jednym przypadkiem: wypędzenia kupczących ze świątyni, ale nie była to prowokacja dyktowana chęcią wejścia w konflikt. To faryzeusze, uczeni w Piśmie i starszyzna Go prowokowali, często zadając podchwytliwe pytania, chcąc Jezusa skompromitować lub doprowadzić do ewidentnego złamania Prawa. Nigdy się im to nie udało.

Ale Mistrz z Nazaretu nie wycofywał się, nie unikał ostrych dysput, nie przyjmował postawy fałszywej pokory, nie tchórzył. Zaskakiwał błyskotliwością, bystrością umysłu, niekonwencjonalnością, ale też wiedzą, głębokim zrozumieniem Pisma Świętego, znajomością istoty przepisów i przykazań. Wielokrotnie używał bardzo mocnych i dosadnych słów, nie obawiając się, że kogoś obrazi. Pokazywał, że prawdę czasami trzeba powiedzieć bardzo mocno, wręcz wykrzyczeć, szczególnie kiedy dotyka się zagadnień najistotniejszych. Jeżeli drażniło to przeciwników, to było to potwierdzeniem ich niedojrzałości, małości, zaślepienia.

Za szczególny trzeba tu uznać fragment z Ewangelii Mateuszowej, zapisany w rozdziale 23, zajmujący aż 23 wersety. Nagromadzonych jest tu bardzo dużo bardzo ostrych słów wypowiedzianych do elity żydowskiej: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! (Mt 23,23); …wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości (Mt 23,25); Faryzeuszu ślepy! (Mt 23,26); Podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości (Mt 23, 27–28); Węże, plemię żmijowe (Mt 23,33).

Podpowiedź płynąca dla nas z takiej postawy Jezusa jest bardzo konkretna i jasna. Mężczyzna nie może „chować głowy w piasek” w sytuacjach i okolicznościach, kiedy coś jest złe, nieuczciwe, obłudne, kiedy łamie się prawa Boskie i ludzkie. Wobec tego nie można milczeć, tu nie może być kompromisów. Często zarzucamy niesprawiedliwość politykom, decydentom, ale nie dostrzegamy, że sami się wikłamy w „układy”, „nabieramy wody w usta” w pracy, w towarzystwie, w rozmowach ze znajomymi. Bóg zaś oczekuje od nas tego, abyśmy odważnie demaskowali zło, przyjmowali postawę ewangelicznego radykalizmu nawet za cenę odrzucenia, poniżenia, wyśmiania, prześladowania. Oczekują od nas tego nasze żony i dzieci. Jest to wręcz jeden z najważniejszych elementów pierwiastka męskiego, niezbędnego w naszych rodzinach.

e) Jezus świadczy o prawdzie

Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu (J 18,37).

To jeden z najważniejszych fragmentów przy poszukiwaniu konkretnych wskazań dla mężczyzn płynących z postawy Jezusa. Mężczyzna musi być tym, który daje świadectwo prawdzie, nie żyje w kłamstwie, nie odwraca się od Boga. Może się to dokonywać na wiele sposobów.

Papież Benedykt XVI pisał: Świat jest prawdziwy, na ile odzwierciedla Boga, stwórczy zamysł i Rozum odwieczny, swoje Źródło. I staje się tym bardziej prawdziwy, im bardziej się przybliża do Boga. Człowiek wtedy staje się prawdziwy, staje się sobą, gdy upodabnia się do Boga. Wtedy dochodzi do swej rzeczywistej istoty. Dawanie świadectwa prawdzie równa się przyczynianiu się do panowania Boga i Jego woli, na przekór interesom świata i jego władzom. [3] Dalej czytamy: Bez prawdy człowiek żyje jakby obok siebie i w ostatecznym rozrachunku pozostawia pole silniejszym. [4]

Nasuwa się tu mnóstwo refleksji. Każdy wierzący, niezależnie od płci, zobowiązany jest do naśladowania Jezusa w kwestii trwania w prawdzie, świadczenia o niej, jednak zobowiązanie mężczyzn jest tu szczególne. Czytając ten tekst jako mężczyźni, powinniśmy odczuć zawstydzenie. Może to właśnie tu mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego tak intensywnie rozprzestrzenia się w dzisiejszym świecie kłamstwo i wszelkie zło, jakie ono powoduje: bo chyba odsunęliśmy się na bok, zwolniliśmy się z tego zadania.

Bardzo mi imponuje postawa Mary Wagner z Kanady, 38-letniej obrończyni życia, która teraz odsiaduje wyrok w więzieniu w Ontario za czynny sprzeciw wobec aborcji. Kiedy się czyta słowa, które mówił do niej sędzia Clements [5] w czasie rozprawy, ogarnia przerażanie, jak można być tak zaślepionym kłamstwem. Ale nasuwa się pytanie: gdzie są uczniowie Jezusa, gdzie są naśladowcy św. Józefa w tamtym kraju? Kto ma najpierw i przede wszystkim bronić życia i prawdy? To jest jedno z najważniejszych zadań prawdziwego mężczyzny!

f) Jezusowa postawa służby

Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie za wielu (Mk 10,45).

Dochodzimy teraz do najważniejszego elementu postawy Jezusa, który powinien być dostrzeżony przez mężczyzn i konsekwentnie wprowadzany w życie. Nieco inaczej ujął go św. Paweł: Ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi (Flp 2,7).

Wielkość Jezusa wyraziła się głównie w Jego ogołoceniu i przyjęciu przez Niego postawy sługi. Symbolicznym sposobem realizacji tych słów było umycie nóg uczniom. Syn Boży wykonuje bardzo prostą, ale i trudną czynność. W jej naturalności odzwierciedla się wielkość Nauczyciela, który wyjaśnia, że robi to także po to, aby dać przykład realizacji najwznioślejszych ideałów ewangelicznych: Jeżeli Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem (J 13,14–15). Jednak największym stopniem ogołocenia i uniżenia była pokorna śmierć na krzyżu. Syn Boży jako niema owieczka godząca się na największe cierpienie, cierpliwie znosząca najstraszniejszy ból, baranek składany w ofierze za nasze grzechy.

Pełny ideał męskości musi się wyrażać właśnie w takiej postawie. Służenie w codzienności wobec ludzi, których Bóg stawia na mojej drodze, w wielu okolicznościach, służenie im niezależnie od stanu mojego życia. Taka postawa musi być wyraźnie widziana u wierzących mężów, ojców, kapłanów, polityków, przywódców, pracodawców, prezesów, wszelkiego rodzaju zwierzchników, ale i u każdego z nas. Jakże wiele możliwości służby daje życie małżeńskie i rodzicielskie!

Postawę tę można inaczej opisać w następujący sposób: „Ja żyję dla was, moim największym pragnieniem jest czynienie dobra wobec was. Zawsze i we wszystkich okolicznościach możecie na mnie liczyć, jestem gotów zrezygnować z czegoś dla mnie ważnego i miłego, jeśli w danym momencie będziecie mnie potrzebowali”. Wszelkie napięcia wewnętrzne, odczucia sprzeciwu, buntu, wątpliwości, czy to aby tak właśnie ma wyglądać, czy naprawdę powinienem o sobie zapominać, musimy łagodzić, przypominając sobie, że Jezus przez swoją śmierć pokazał, iż pełna służba wobec innych może oznaczać nawet i to, że jej szczytem jest gotowość oddania życia, umierania z miłości do innych, dla nich, za nich.

I tu znowu ten wielki przywilej, że Jezus jest gotów nam pomagać, chce nam być pomocny właśnie szczególnie w realizacji tego największego ideału i poziomu miłości. To, co po ludzku trudne czy wręcz niemożliwe, z Nim staje się dostępne, leży w zasięgu możliwości.

g) Cechy Jezusa

Dla psychologów i innych osób zajmujących się badaniem osobowości Ewangelie stanowią niezgłębioną kopalnię wiedzy w odniesieniu do osoby Jezusa. Nawet bez większego przygotowania, śledząc przebieg zapisanych wydarzeń, uzyskujemy klarowny obraz osoby doskonałej. Cały czas musimy pamiętać, że zapisy te dotyczą Wszechmocnego Boga, ale i prawdziwego człowieka. Człowieczeństwo Jezusa fascynuje, zachwyca i intryguje. Cokolwiek by mówić, to jedno trzeba podkreślić z całą stanowczością: jest to osoba z krwi i kości.

Nie ma w Nim nic pozornego (doketyzm [6]) ani niezrównoważonego (monofizytyzm [7]) czy połowicznego (nestorianizm [8]). Jest prawdziwym Bogiem, jedną osobą, ale o naturze ludzkiej i Boskiej. Może być więc w pełni wzorem idealnego człowieczeństwa, piękna ludzkiej postaci. Może i powinien być wzorem i przykładem, który trzeba analizować i naśladować.

Ewangelie ukazują nam wspaniałego mężczyznę, doskonałego pod każdym względem, integralnego i w pełni rozwiniętego. Wyrażenie „w pełni” rozumieć musimy jako całkowicie, bez najmniejszych ubytków, w stu procentach, tak jak nikomu z nas się nigdy nie uda, ale do czego każdy powinien dążyć.

Moja analiza będzie powierzchowna, pobieżna, bez angażowania warsztatu psychologicznego, jak odpowiedź na zadanie postawione przez polonistę proszącego o wskazanie cech charakteru bohatera tekstu. Dzięki jednak takiej prostej obserwacji można wyraźnie dostrzec to, co w osobie Jezusa wyłania się jako najistotniejsze.

Jest on wrażliwy, współczujący, czuły, delikatny, opiekuńczy, troskliwy, litościwy, pocieszający, skory do pomocy, służący, zatroskany o innych, przyjacielski, towarzyski. Posłuszny woli Ojca, pełen zaufania wobec Niego, wierny Prawu, gorliwy w pełnieniu swoich zadań, ascetyczny, radykalny, wierny, pracowity, elastyczny w działaniu, odpowiedzialny, prawdomówny, mądry, elokwentny, bardzo inteligentny, bystry, błyskotliwy, skromny, niekonwencjonalny, patriotyczny, ale nie szowinistyczny, obiektywny w ocenie, konsekwentny, niezależny, uczciwy, szczery. Jest męski, waleczny, surowy, gwałtowny, odważny, radykalny, bezkompromisowy, gotowy do podejmowania ryzyka, gotowy do przyjęcia cierpienia, wymagający, łamiący sztywne normy, przywódczy, silny.

Jest doskonałym wychowawcą. Jezus jest lojalny, opanowany, trzeźwy w ocenie, wolny od jakiejkolwiek zachłanności, sprawiedliwy, nie boi się osądu innych, czysty w intencjach, dyplomatyczny, uczciwy w osądach, obiektywny, konkretny, pokorny.

Czytając Ewangelie z zamiarem jak najlepszego poznania osobowości Mistrza, Jego charakteru, stajemy przed problemem znalezienia odpowiednich przymiotników. Wynika to właśnie z tak bogatej osobowości, jaką prezentuje Jezus Chrystus.

Na głębszą uwagę zasługuje jeden krótki fragment Ewangelii Janowej. W rozdziale 11 mamy bardzo ciekawy układ przeplatających się postaw Jezusa, zmienności Jego stanu emocjonalnego. Najpierw czytamy: Gdy Jezus zobaczył, że ona płacze, a także płaczą Żydzi, którzy z nią idą, rozgniewał się i wzburzył (J 11,33), następnie: Jezus zapłakał (J 11,35), i znowu: Jezus ponownie, wzburzony, przyszedł do grobu (J 11,38). [9]

Można by zatem przypuszczać, że był emocjonalnie niezrównoważony, rozhuśtany, że nie panował nad swoimi reakcjami. Jednak Jezus był całkowicie dojrzały i zrównoważony, dlatego Jego reakcje były naturalne i usprawiedliwione. Nie hamował swoich odczuć, okazywał je we właściwy sposób w odpowiednim momencie. Potwierdza to bogactwo i wielkość Jego osobowości.

Obraz Jezusa jako człowieka nie wymaga obszernego komentowania, lecz naśladownictwa. Może najpierw powinniśmy pragnąć gorąco tego, aby stawać się jak nasz Mistrz. Nie będzie to jednak możliwe bez regularnego czytania słowa Bożego i bez modlitewnej współpracy z Jezusem. Czasami może wystarczy tylko szczerze powiedzieć: „Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca swego”.

Konkluzja

W Jezusie mężczyźni mają wzór idealny, pełny, doskonały, ale to może ich – paradoksalnie – zniechęcać. Można bowiem mieć odczucie, iż jest to wzór tak idealny, że nieosiągalny, niedościgniony. Nie można jednak zapominać, że jest On jedną z Osób Boskich. Jest więc, jako Bóg, także źródłem siły, mocy, energii potrzebnej do rozwijania męskości. To wsparcie ze strony Jezusa działa tak, że wystarczy, iż zrobi się mały krok, wzbudzi mały wysiłek, a On sam znacznie go pomnoży.

Każdy wielki święty może być dla nas wzorem i zapewne wielu z nas ma wśród nich swoich ulubionych, ale tylko Jezus jest Wzorem i Źródłem. U świętych zawsze zauważymy tę zależność, że wielkość ich dzieł warunkowana była intensywnością współpracy ze Zbawicielem.

Po co to naśladowanie Jezusa, szukanie w Nim wzoru, pragnienie upodabniania się do Niego, wpatrywanie się w wielkość dzieła, które stworzył? W jednym celu – aby świętość swojego małżeństwa, swojej żony, swoich dzieci uczynić największym dziełem własnego życia. Tak, to ma być pierwszym celem, jaki mamy sobie wyznaczyć i z największym dynamizmem realizować. Budować jedność w małżeństwie na wzór Trójcy Świętej, uświęcać się przez życie obowiązkami stanu, płodzić i uświęcać dzieci to nasze pierwsze i najważniejsze zadanie.

Przypisy:

1. Por. X. Léon-Dufour, Słownik Nowego Testamentu, Poznań 1986, s. 82.
2. Mocno kontrowersyjny pogląd – zob. np. Mt 21,33–46; 23,1–36; Łk 11,37–52; J 8,31–59. Trudno natomiast uznać za prowokację wypędzenie kupczących ze świątyni (przyp. red.).
3. Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, cz. II, Kielce 2011, s. 207–208.
4. Tamże, s. 209.
5. Sędzia krzyczał: Nie masz prawa przysparzać kobietom chcącym poddać się aborcji dodatkowego bólu! Mylisz się i twój Bóg też się myli! Cyt. za: „Gość Niedzielny”, 1 września 2013, s. 55.
6. Według doketyzmu Jezus Chrystus był tylko pozornie człowiekiem. Nie miał bowiem rzeczywistego, fizycznego ciała ludzkiego, ale jedynie eteryczne „ciało niebiańskie”. Tym samym pozorne były również Jego cierpienia i śmierć na krzyżu.
7. Według monofizytów natura Boska Chrystusa wchłonęła Jego naturę ludzką.
8. Wyznawcy tej doktryny twierdzili, że Jezus Chrystus był zwykłym człowiekiem, w którym zamieszkał Bóg-Logos.
9. Cyt. z: Pismo Święte Nowego Testamentu i Psalmy. Najnowszy przekład z języków oryginalnych i komentarze, Częstochowa 2005.

Polecamy również książkę Mieczysława Guzewicza Jezus wzorem i źródłem mocy dla mężczyzny

Mieczysław Guzewicz – (ur. 1959) studiował na wydziałach teologicznych w Poznaniu i Wrocławiu. Habilitował się w 2011 roku. Jest konsultorem Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski i członkiem Rady Duszpasterskiej Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. Autor licznych artykułów naukowych i książek, m.in.  Zasady wychowania w Piśmie Świętym, Wrocław 2010;  Oswojeni z cierpieniem. Od Abrahama do Maryi, Częstochowa 2012;  Jak być dobrym ojcem? Biblijne podpowiedzi, Poznań 2011;  Małżeństwo na krawędzi, Poznań 2011. Żonaty, ojciec trojga dzieci.

Źródło: Kwartalnik „Homo Dei” (02. 2014)

<img height="214" alt="okladka548.jpg" width="150" src="http://portal.tezeusz.pl/wp-content/uploads/2015/11/HD_2_2014.jpg"

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code