W cieniu Dobra i Zła

„AGATA”. ANATOMIA MANIPULACJI

„AGATA”. ANATOMIA MANIPULACJI

Joanna Najfeld
Tomasz P. Terlikowski

Autorzy książki – dziennikarze katoliccy – opisując skandal, jaki wywołała w czerwcu 2008 roku „Gazeta Wyborcza”, domagając się aborcji dla „zgwałconej”, która sama przyznawała, że nigdy zgwałcona nie była, wskazują, że losami „Agaty” zainteresowało się tysiące ludzi (często całkowicie niewierzących i niezwiązanych z ruchami PRO-LIFE) nie tylko pisząc protesty i modląc się, ale również ofiarując konkretną pomoc. Z drugiej zaś strony są świadomi, iż ta, w dużymi stopniu wykreowana a nawet wymyślona przez działaczy proaborcyjnych i media, sprawa „Agaty” miała doprowadzić, czego nie ukrywali lewicowi uczestnicy sporu, do zmiany ustawy dotyczącej ochrony życia ludzkiego, tak by dostępna była aborcja na życzenie.

Dziennikarze prowadzący to dochodzenie odkrywając metody działania i techniki manipulacji mediów, stawiają pytania, jakie i przez kogo zostały popełnione błędy w tej sprawie, jednak nie po to by oceniać i osądzać (środowisko dziennikarskie, ludzi Kościoła czy lekarzy), ale po to by w kolejnych potyczkach w wielkiej bitwie między cywilizacją życia a antykulturą śmierci wyciągnąć wnioski i nie popełniać tych błędów.

Książka powstała w niespełna miesiąc po nieszczęśliwym zakończeniu sprawy nastolatki z Lublina, wydana w niecałe 2 miesiące jest poświęcona pamięci dziecka „AGATY”.

Książka trafi do księgarń po 25 sierpnia.

Wstęp

10-tygodniowe, nienarodzone dziecko zostało zamordowane; 14-letnią dziewczynkę po wielu tygodniach wewnątrzrodzinnej, a później i medialnej nagonki zmuszono do aborcji; obrońców życia ustawiono w roli terrorystów i oszołomów; a politycy, którzy chętnie i dużo opowiadają o swoim światopoglądowym konserwatyzmie czy wierze w sytuacji, gdy rozgrywała się walka o życie, zdecydowali się – by nie stracić słupków poparcia i nie narazić się mediom – milczeć, podobnie zresztą jak biskupi. Tak, na pierwszy rzut oka, może wyglądać bilans sprawy „Agaty”, ciężarnej nastolatki z Lublina, której szpital miał rzekomo odmawiać „prawa do aborcji”. Ale to tylko jedna strona medalu. Z drugiej bowiem strony, skandal, jaki wywołała „Gazeta Wyborcza”, domagając się aborcji dla „zgwałconej”, która sama przyznawała, że nigdy zgwałcona nie była, wyraźnie zmienił atmosferę społeczną. Tysiące ludzi, często całkowicie niewierzących i nigdy niezwiązanych z ruchami pro-life, zaangażowało się bowiem nie tylko w pisanie protestów czy modlitwę, ale także w całkiem konkretne próby udzielenia pomocy nastolatce w ciąży, którą dorośli chcieli zmusić do aborcji. Sprawa ta uświadomiła także, że wciąż powracające zapewnienia o „kompromisie”, którego nie wolno naruszać, ukrywają przerażającą prawdę o tym, że co roku w zgodzie z obowiązującym prawem zabija się w Polsce około trzystu dzieci. A przyczyny są często tak błahe, jak to, że ich matki są małoletnie.

Ale afera wywołana przez „Gazetę Wyborczą” pokazała także, jak – wbrew pozorom – kruchy jest nawet ów prawny kompromis. Jedna dobrze przygotowana medialna afera (ta taka nie była), silna akcja politycznych nacisków może bez większego problemu doprowadzić do zmiany obowiązującej obecnie ustawy. Tego zresztą od samego początku domagali się lewicowi uczestnicy sporu, którzy nie próbowali nawet ukrywać, że ich ostatecznym celem jest zmiana ustawy dotyczącej ochrony życia ludzkiego, tak by dostępna stała się aborcja na życzenie. Po zawinionej zarówno przez liderów PiS (chętnie deklarujących swój katolicyzm), polityków PO, ale też nie ma co ukrywać przez bierność części hierarchów, porażce prób zmiany polskiej konstytucji, tak by lepiej chroniła ona życie, może to być o wiele prostsze niż wydaje się zdecydowanej większości przywiązanych do moralnego status quo komentatorów. Naciska na to nieformalnie Unia Europejska czy ONZ, a dla środowisk lewicowych stanie się to niebawem jeden z głównych tematów określających ich tożsamość. W centrum zaś tych prób będą nieodmiennie stały wielkie medialne manipulacje, takie jakich przykładem była wykreowana, a nawet wymyślona w znaczącym stopniu przez działaczy proaborcyjnych i media sprawa „Agaty”.

I właśnie dlatego warto się jej przyjrzeć jeszcze raz, zobaczyć o co w niej, naprawdę chodziło, zrozumieć jakie metody działania i techniki manipulacji zostały przy niej zastosowane i jakie cele im przyświecały. Trzeba także zadać pytanie o to, jakie i przez kogo przy tej sprawie zostały popełnione błędy. Nie po to, by oceniać i osądzać, ale po to, by przy kolejnych okazjach już ich nie popełnić i nie przegrać kolejnych potyczek w wielkiej bitwie między cywilizacją życia a antykulturą śmierci. Ta walka wcale nie jest bowiem przegrana. Jak pokazały wydarzenia z czerwca 2008 roku ochrona życia potrafi ludzi mobilizować i stawać się płaszczyzną porozumienia między ludźmi, których poza szacunkiem dla życia niewiele łączy. Aby jednak ta walka ze zwolennikami zabijania była skuteczna, trzeba uczyć się na błędach. A do tego należy poznać kluczowe dla wielkich bitew o życie (a taką bitwą była bez wątpienia sprawa „Agaty”) fakty, które przez wiele tygodni były przesłaniane medialnymi manipulacjami, których celem było wyłącznie przekonanie Polaków do aborcji. Taki jest cel tej książki. Powstała ona niespełna miesiąc po nieszczęśliwym zakończeniu sprawy nastolatki z Lublina, ale oparta jest na starannym śledztwie i wielu godzinach rozmów z głównymi bohaterami tamtych wydarzeń. Aby opisać i zrozumieć, co wydarzyło się w czerwcu 2008 roku, wiele godzin spędziliśmy w Internecie, śledząc strony internetowe, ale także ich kopie (blog „Agaty” na przykład zmieniał się niekiedy wielokrotnie w ciągu nocy) zapisywane w Google. Wiele zawdzięczamy także osobom, które zdecydowały się poświęcić nam swój czas i opowiedzieć o tym, co działo się w czasie decydujących dla życia i śmierci dziecka „Agaty” tygodni, dni i godzin.

Trzeba jeszcze wyjaśnić, że choć wiemy wiele o „Agacie”, jej chłopaku oraz ich rodzinach, to przez szacunek dla ich prywatności nie będziemy ujawniać ani ich danych, ani informacji, które mogą ułatwić ich identyfikację. Bazujemy zatem tylko na tych informacjach, które już zostały ujawnione. Nie ujawniamy zatem ani numeru szkół, do których chodzili nastolatki, ani ich nazwisk, ani tym bardziej adresów stron internetowych, na których publikowali oni swoje zapiski. Te ostatnie zostały przez nas zarchiwizowane, tak by nie można nam było zarzucić zmyśleń lub konfabulacji. Odmowa ujawnienia pełnych danych osobowych dziewczynki czy nawet szerszych informacji na temat jej pochodzenia ma także jeszcze jeden powód: uważamy ją także za ofiarę, i nie chcemy, by ta książka zraniła ją jeszcze bardziej.

Całą naszą pracę, godziny rozmów i równie wiele godzin pisania chcielibyśmy zaś poświęcić pamięci dziecka „Agaty”. Nie wiemy jakiej było płci, nie wiemy, kim by było, ani co by w życiu osiągnęło. Ale mamy pełną świadomość, że wraz z nim zginął cały świat. Ta książka ma być dla niego niewielkim pomnikiem, przedmiotem, który będzie o nim przypominał, także tym, którzy bezpośrednio i pośrednio przyczynili się do tego, że już nigdy go nie poznamy.

Czwartek, 12 czerwca

Dziewczynka nadal pozostaje w szpitalu. Jej sytuacja prawna jest niejasna. Spotyka się zarówno z matką, czy feministkami namawiającymi ją do aborcji, jak i z księdzem Krzysztofem Podstawką oraz obrońcami życia. Nadal nie wiadomo, jaka jest jej własna opinia. Zmienia ją bowiem wielokrotnie.

Matka „Agaty” nie spoczęła jednak na laurach i za radą feministek zaangażowała do pomocy najbardziej znaną wśród prawników adwokat specjalizującą się w sprawach aborcyjnych, czyli Monikę Gąsiorowską. To ona prowadziła sprawę Alicji Tysiąc i ona prowadzi kilka innych, podobnych spraw przed Trybunałem w Strasburgu. Pani adwokat od razu złożyła zażalenie na decyzję sądu rodzinnego i zaczęła domagać się, by wydać dziecko rodzicom. Powód? Uciekający czas, który może uniemożliwić zabicie dziecka „Agaty”. – Decyzja w sprawie oddania córki rodzicom powinna zapaść niezwłocznie. Sąd powinien mieć na względzie czas uprawniający do przeprowadzenia legalnego zabiegu – mówiła Gąsiorowska. 1

A do akcji włącza się ponownie Leszek Miller, który na swoim blogu zapewnia rodzinę dziewczynki, że jego partia może zapewnić im zabicie dziecka poza granicami Polski. Jednocześnie ostro atakuje obrońców życia, porównując ich do hitlerowców. „Nie każda kobieta może mieć męża, ale każda może mieć dziecko – twierdziła przywódczyni nazistowskiego Związku Dziewcząt Niemieckich Gertrud Scholtz-Klink. To wzór do naśladowania dla polskich fanatyków. Wystarczy tylko zmodyfikować hasło na: „Dziecko nie może mieć męża, ale może mieć dziecko”, aby dramat 14-letniej dziewczynki z Lublina zobaczyć zupełnie inaczej – pisze Miller. – W dzisiejszej Polsce, podobnie jak w brunatnych Niemczech nie można wykonać legalnej aborcji. Przerwanie ciąży w państwowej placówce ochrony zdrowia nie jest możliwe, bo lekarze z lubelskiego szpitala im. Jana Bożego wyżej stawiają sobie racje religijne niż obowiązujące prawo” 2 – grzmiał lewicowy polityk. Porównanie to jest jednak całkowicie nieprawdziwe. Hitler bowiem w Niemczech wprowadził prawo analogiczne do tego, jakie mamy obecnie w Polsce, tj. z wyjątkami eugenicznymi. W krajach okupowanych natomiast obowiązywało prawo nie tylko dopuszczające, ale wręcz promujące aborcję. „Obowiązkiem Słowian jest pracować dla nas. Płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki –
im więcej, tym lepiej” – pisał Martin Borman, szef kancelarii Hitlera. 3 Sprawą „Agaty” zainteresował się także rzecznik praw obywatelskich dr Janusz Kochanowski, który poinformował, że pozostaje w stałym kontakcie z „przedstawicielami środowiska lekarskiego zaangażowanymi w opiekę nad ciężarną czternastolatką” i „na bieżąco monitoruje sprawę”. W specjalnym oświadczeniu Kochanowski przypominał o wymaganych dokumentach: oświadczeniu rodziców, „pisemnym postanowieniu prokuratury stwierdzającym fakt ciąży w wyniku czynu zabronionego” i pisemnej zgody dziewczynki. Według rzecznika ten ostatni warunek nie został spełniony. W komunikacie RPO odniósł się również do działań mediów dotyczących „Agaty”: „Przez wzgląd na dobro dziecka Rzecznik Praw Obywatelskich apeluje o powstrzymanie się od ingerencji w podejmowanie decyzji osób jedynie uprawnionych oraz odpowiedzialność mediów w relacjonowaniu i komentowaniu tej sprawy”.
A „Gazeta Wyborcza” przystąpiła do rozmiękczania antyaborcyjnego stanowiska dyrekcji szpitala św. Jana Bożego, grożąc mu wszelkimi możliwymi konsekwencjami. „Edyta Grabowska-Woźniak, rzeczniczka NFZ: – Gdy szpital odmawia [przeprowadzenia aborcji – red.] ze względu na klauzulę sumienia, musi jak najszybciej wskazać inną placówkę, która zabieg wykona. Niezrobienie tego oznacza ograniczenie pacjentowi dostępu do świadczeń, co może zakończyć się kontrolą szpitala przez NFZ. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski mówił wczoraj w Radiu TOK FM: – Jeżeli szpital odmówi wykonania zabiegu, można mówić o naruszeniu prawa” 4 – ostrzegają lekarzy Małgorzata Szlachetka i Agnieszka Pochrzęst. Autorki tekstu nadal jednak nie wiedzą, czy do gwałtu doszło czy nie. „Agata i jej matka twierdzą, że ciąża jest wynikiem wymuszonego stosunku, czyli gwałtu. Ale wczoraj «Dziennik» zacytował Janusza Wójtowicza, rzecznika komendanta wojewódzkiego w Lublinie, że i Agata, i chłopak, który z nią współżył, zeznali, że odbywali stosunek dobrowolnie. Wójtowicz powiedział nam jednak, że „sprawa była prowadzona w kierunku wykorzystania nieletniej, nie pytaliśmy ją o żaden gwałt”. Tak mówi też Witold Laskowski z zespołu prasowego komendy miejskiej: – Policja w Lublinie nie rozpatrywała sprawy gwałtu, ale sygnał od dyrektora szkoły, że ciężarna dziewczynka może mieć myśli samobójcze. Ani 14-latka, ani jej matka nie były przez nas przesłuchiwane. (…) Czy ciąża jest wynikiem gwałtu, czy nie, nie ma to wpływu na sytuację prawną Agaty. Aborcja jest legalna, bo ciąża to wynik stosunku z nieletnią” 5 – podkreślają.

Tego dnia jednak, w „Gazecie Wyborczej” pojawia się pierwszy głos rozsądku. Deklarujący się jako „zwolennik aborcji w pewnych sytuacjach” Waldemar Kuczyński jasno wykazuje niekonsekwencje i proaborcyjny fanatyzm zaangażowanych w sprawę dziennikarek i dziennikarzy. „Ale jest w tym sporze nierównowaga moralna. Jeśli wygrają przeciwnicy aborcji, to bez względu na ich fanatyzm przeżyje dziecko, bo to jest dziecko, życie dojrzewające do urodzenia. Skutkiem zwycięstwa zwolenników aborcji, cokolwiek by mówili i jakie by były ich racje, będzie śmierć tego nienarodzonego. Prawo w Polsce dopuszcza aborcję w takiej sytuacji, w jakiej jest Agata. Aby to się stało, musi być zgodna wola jej i rodziców. I podobno ona jest. Ale to wcale nie kończy sprawy, bo ważne jest, w jakich okolicznościach do tej zgodnej deklaracji doszło. Bo były inne wypowiedzi dziewczyny, że ciąża nie pochodzi z gwałtu, a to znów, i to już było na piśmie, że chce urodzić. Dlaczego prący do wykonania aborcji mówią o gwałcie, powołując się na jedną, wygodną dla nich jej wypowiedź, a inne – niewygodne – uznają za skutek nacisków księży i działaczy pro-life? Na jakiej podstawie Hanna Samson, psycholożka i pisarka, wahania Agaty tłumaczy osaczeniem przez antyaborcjonistów? Nie znalazłem w «Gazecie» cienia wątpliwości, że może te wahania to także burza dokonująca się w sumieniu tej dziewczyny – kobiety. Tak jakby z tego powodu, że ma 14 lat, zdolna była ona tylko do zmartwienia o żabki, a nie o to, że nosi swoje dziecko. Jak można tak łatwo przejść nad tymi wahaniami? Jakby kobiety rodziły tylko po namowach ze strony księży. Czasami nawet te najmłodsze rodzą jednak bez namawiania przez księży. (…) Słuchałem komentarza Piotra Pacewicza, który na internetowej stronie «Gazety Wyborczej» powiedział, że w takich sprawach musi decydować rodzina, bo ona będzie się z tym borykała. Czy gdyby dziewczyna twardo chciała aborcji, a matka twardo byłaby temu przeciwna, to też Pacewicz odesłałby decyzję do rodziny? Czy nie byłby za wyjęciem jej w takiej sytuacji spod wpływu rodziców, by umożliwić jej swobodę decyzji? Przecież wie doskonale, że za zamkniętymi drzwiami rodziny, jeśli małolatka zachodzi w ciążę, to prawie zawsze rodzice chcą ją przerwać, kierując się swoim wyobrażeniem o dobru dziecka, a jeśli ono stawia opór, wywierają presję, często nie mniejszą i bardziej dotkliwą niż działacze antyaborcyjni, a nawet stosują przemoc” 6 – pyta Kuczyński…

Odpowiedź Pacewicza jest miażdżąca. Zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” zarzuca publicyście nieumiejętność czytania, a także wyśmiewa jego poglądy antropologiczne. „Cenię Kuczyńskiego za całokształt dokonań, w tym za nieznaną wcześniej wrażliwość na argumenty pro-life, bo 11-tygodniowy płód dla niego „jest już dzieckiem, życiem dojrzewającym do urodzenia”. Jeżeli tak to się przeżywa, to trudno zobaczyć różnicę między obroną swobody wyboru a wpychaniem ciężarnej na ginekologiczny fotel” – podkreśla Pacewicz i powraca do swojej mantry, że wcale nie chodzi tu o to, by zabić, ale o to, by rodzina mogła zabić. A do niezwykle trafnego argumentu Kuczyńskiego odwracającego sytuację „Agaty” nie odnosi się wcale. 7
„Dziennik”, który wcale nie jest specjalnie wrażliwy na kwestię obrony życia poczętego, komentuje całą tę sprawę jednoznacznie: „Wyborcza przekroczyła granice wstydu”…

Przypisy:

1. M. Szlachetka, A. Pochrzęst, Matka Agaty: Oddajcie mi dziecko, „Gazeta Wyborcza”, 13 czerwca 2008.
2. L. Miller, Dziecko nie może mieć męża, ale może mieć dziecko, http://leszek-miller.blog.onet.pl/2,ID322418191,index.html
3. J. Heydecker, J. Leeb, Trzecia Rzesza w świetle Norymbergi – bilans tysiąclecia, Warszawa 1979, s. 391.
4. M. Szlachetka, A. Pochrzęst, Agata z matką chcą aborcji. Szpital odmawia, „Gazeta Wyborcza”, 12 czerwca 2008.
5. Tamże.
6. W. Kuczyński, Pacewicz po stronie fanatyzmu, „Gazeta Wyborcza”, 12 czerwca 2008.
7. P. Pacewicz, Bronię swobody wyboru, „Gazeta Wyborcza”, 12 czerwca 2008.

Joanna Najfeld

Tomasz P. Terlikowski

Wydawnictwo FRONDA – Wydawnictwo AA
Warszawa – Kraków 2008

Dodaj komentarz

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code