Kwartalnik "Homo Dei"

Wokół faktów odejść z kapłaństwa

WOKÓŁ FAKTÓW ODEJŚĆ Z KAPŁAŃSTWA

Z Józefem Augustynem SJ rozmawiał Wojciech Zagrodzki CSsR

Ks. dr hab. Józef Augustyn (ur. 1950), jezuita, święcenia kapłańskie przyjął w 1976 roku. Studiował katechetykę na ATK w Warszawie (1976-1978) oraz teologię duchowości na Papieskim Uniwersytecie Gregorianum w Rzymie (1982¬1983). Doktoryzował się (z zakresu katechetyki) w 1994 roku. Habilitację (z teologii pastoralnej) uzyskał w 2002 roku. Pracuje jako rekolekcjonista i kierownik duchowy, jest redaktorem naczelnym kwartalnika “Życie Duchowe”. Pełni funkcję rzeczoznawcy MEN podręczników w zakresie wychowania do życia w rodzinie (od 1996) oraz recenzenta MEN środków dydaktycznych innych niż podręczniki (od 2002). Jest autorem ok. 40 książek oraz licznych artykułów z zakresu duchowości oraz szeroko pojętej pedagogiki chrześcijańskiej.

Wojciech Zagrodzki CSsR: W rozmowie opublikowanej na początku Roku Kapłańskiego1 zacytował Ojciec kanclerza Kurii Metropolitalnej w Katowicach ks. Grzegorza Olszowskiego, który wśród najważniejszych problemów księży na pierwszym miejscu wymienił „łatwe porzucanie kapłaństwa”. Czy rzeczywiście problem ten narasta?

Józef Augustyn SJ: Na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia liczba księży rezygnujących z kapłaństwa w Polsce zdecydowanie wzrosła. Wierni przyzwyczaili się do odchodzenia księży, i nie jest to już dla nich szokiem. Nie mamy wprawdzie do czynienia z lawiną odejść na miarę posoborowego kryzysu na Zachodzie. Statystycznie w całym Kościele w ciągu roku porzuca kapłaństwo około tysiąca księży; w latach 70., w okresie kryzysowym, odchodziło cztery razy więcej. Każde odejście z kapłaństwa jest jednak bolesne dla wszystkich stron: dla odchodzącego, dla diecezji, rodziny, kolegów. Niejednokrotnie sutannę porzucają księża już w kilka lat po przyjęciu święceń.

Wojciech Zagrodzki CSsR: W takim razie powinniśmy się tym zjawiskiem zaniepokoić…

Józef Augustyn SJ: Każde odejście księdza to bardzo ważny sygnał dla biskupa, seminarium, wiernych. Wskazuje ono na pewne braki. Są to braki w formacji, dojrzałości emocjonalnej, uczciwości moralnej, rozeznaniu powołania. Jeżeli księża porzucają pełnienie posługi wkrótce po święceniach, to mamy tu do czynienia – być może – ze zbyt pospiesznymi decyzjami. Dwiema decyzjami: kandydata i jego przełożonych. Rodzi się istotne pytanie: dlaczego odeszli? Na jakiej podstawie przełożony publicznie powiedział o nich do biskupa: „Są godni”?

Jeśli liczba wystąpień młodych księży wzrasta, winno nas zainteresować, jaki jest mechanizm dopuszczania do kapłaństwa. Nie twierdzę jednak, że przełożeni seminaryjni i proboszczowie są bezpośrednio odpowiedzialni za rezygnacje z kapłaństwa. Trudno jest bowiem poznać motywy decyzji o przyjęciu kapłaństwa, gdy brakuje szczerości, otwartości, zaufania kandydata. Zdaję też sobie sprawę, że wielu przełożonych w seminarium staje przed dramatycznie trudną decyzją: dopuścić – nie dopuścić. Są świadomi, że decydują o ludzkich losach. Rozumiem ciężar takiej decyzji. W latach 60. i 70. usuwano z seminarium za drobne nieraz przekroczenia, często nie badając sprawy, dziś przeciwnie – trzyma się alumnów niemal na siłę, a kiedy sami zgłaszają wątpliwości, wmawia się im, że to pokusy przeciw powołaniu.

Wojciech Zagrodzki CSsR: W wypowiedzi ks. Olszowskiego zastanawia (by nie powiedzieć zdumiewa) jedno słowo: przymiotnik „łatwe”. Czy rze-czywiście mamy dzisiaj do czynienia z łatwym porzucaniem kapłaństwa? Jeśli tak, to ta łatwość musi szczególnie niepokoić…

Józef Augustyn SJ: Ten właśnie łatwy styl niektórych kapłańskich odejść budzi wielkie zdziwienie, czasami wręcz szokuje. Ludzie mojego pokolenia nie są w stanie zrozumieć łatwego porzucania sutanny. Kapłaństwo w okresie mojej młodości było czymś niewyobrażalnie wielkim, wzniosłym, wysokim.
Takie wrażenie pamiętam z pierwszych lat seminarium. Odejście z kapłaństwa pół wieku temu było wielkim skandalem. Dziś nim już nie jest. Niemal z pobłażliwością mówimy: „Ksiądz też człowiek”, a odejście z kapłaństwa traktujemy jak zmianę miejsca pracy lub mieszkania.

Z przyjęciem święceń kapłańskich winna się wiązać, że się tak wyrażę, święta obawa, trwoga. Nie chodzi o pytanie: „Czy jestem godzien?”. Nikt nie jest godzien. Ale chodzi o inne pytania: „Czym ja się naprawdę kieruję, przyjmując święcenia? Czy jestem w tej decyzji wolny?”. Wspominam mój własny niepokój, kiedy miałem przyjąć diakonat, po jedenastu latach od wstąpienia do nowicjatu. Mieliśmy za sobą dziesięć i więcej lat życia w zakonie, a mimo to przeżywaliśmy lęk przed święceniami – i moim zdaniem był to lęk naturalny. Wiedzieliśmy, że ta decyzja jest nieodwołalna. Taki był klimat seminaryjny w Polsce jeszcze w latach 70. Potem zaczęło się to zmieniać. Tej „świętej obawy” najwidoczniej dzisiaj brakuje niektórym kandydatom do kapłaństwa.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Zastanawiające jest również wyznanie ks. Dariusza Korbika, który w ankiecie przeprowadzonej przez redakcję „Przeglądu Powszechnego” wypowiedział smutną refleksję o środowisku kapłańskim: Informację o kolejnym odejściu z kapłaństwa naszego starszego lub młodszego kolegi przyjmujemy jak jedną z wielu informacji telewizyjnych2. Na początku naszej rozmowy Ojciec wspomniał o przyzwyczajeniu się świeckich do odejść kapłańskich. Czy dostrzega Ojciec podobne spowszednienie reakcji kapłanów na porzucenie kapłaństwa przez kolegów?

Józef Augustyn SJ: Od strony społecznej czy też psychicznej wszyscy przyzwyczajamy się niemal do wszystkiego. To niesamowite, jak w czasie wojny ludzie przyzwyczajali się do zagrożenia śmiercią. Wychodząc na ulicę w Warszawie, nie było się pewnym, czy wróci się do domu. A jednak się żyło… Jeżeli porzucenie sutanny nie jest problemem dla wiernych, dlaczego miałoby być problemem dla księży? Trudno czuć głębokie poruszenie emocjonalne, gdy jakieś wydarzenie ciągle się powtarza. Coś podobnego stało się zresztą w naszym podejściu do rozwodów małżeńskich. Dzisiaj nie robią już one żadnego wrażenia na nikim. Raczej dziwimy się, że ludzie przeżyli w miłości i zgodnie …dzieści czy …dziesiąt lat.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Trudno mi przyjąć twierdzenie, że jeśli po-rzucenie kapłaństwa nie jest problemem dla świeckich (co też nie jest takie oczywiste, bo dla wielu jednak jest), to nie musi nim być dla księży. Wydaje mi się, że księży powinno ono niepokoić także wtedy, kiedy nie niepokoi wiernych. Czy nie powinniśmy reagować przynajmniej zdziwieniem?

Józef Augustyn SJ: Chcę powiedzieć jedynie tyle, że wystąpienia księży nie są już dzisiaj bulwersujące, a ludzie nie przeżywają tego – jak to było w przeszłości – jako wielkiej sensacji. Tyle się o tym mówi, że wszyscy, zarówno księża, jak i wierni, przyzwyczailiśmy się do tego zjawiska, i to zarówno w odbiorze społecznym, jak i psychicznym. Wielu byłych księży występuje w mediach jako „eksperci od spraw kościelnych”, a media bez skrępowania przypominają, że to eksksiądz czy ekszakonnik.

Takie informacje „robią swoje”, czyli znieczulają. Wszystkich nas natomiast, duchownych i świeckich, którzy czujemy się głęboko związani z Kościołem, kapłańskie odejścia bolą, nieraz bardzo. Wydaje mi się, że trzeba by o nich mówić, także do świeckich, choć oczywiście z wyczuciem. Klerycy natomiast winni wystąpienia księży traktować jako wielką przestrogę, by uczyć się na błędach cudzych, a nie na swoich. Przecież każde porzucenie sutanny to jakieś bolesne, dramatyczne nieporozumienie, nawet jeżeli przyzwyczailiśmy się do tego.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Czy przyzwyczajenie do odejść z kapłaństwa nie wynika również z jego desakralizacji, czyli traktowania go jak zawód? – wówczas porzucenie kapłaństwa jest zwykłą zmianą zawodu.

Józef Augustyn SJ: Takie podejście do kapłaństwa może rzeczywiście świadczyć o zeświecczeniu. To właśnie poddał krytyce kard. Stanisław Dziwisz w Liście do kapłanów z 2008 roku, pisząc, że niektórzy księża traktują posługę kapłańską, jakby to była umowa o pracę. Było to bardzo odważne postawienie problemu.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Czy można wskazać jakieś zasadnicze przy-czyny tak radykalnej decyzji, jaką jest porzucenie kapłaństwa?

Józef Augustyn SJ: Łatwo można zobaczyć pewne braki porzucających sutanny, ale bardzo trudno wskazać na ostateczne przyczyny odejścia. Nie wszystkie braki stają się przecież powodami do odejścia z kapłaństwa. Wielu z nas ma takie same problemy, a może i większe niż ci odchodzący, a jednak nie odchodzimy.

Proponowałbym indywidualne podejście do zagadnienia: ile odejść, tyle przyczyn. Przyczyny środowiskowe, społeczne: konflikt z biskupem, trudne relacje z proboszczem, niezrozumienie ludzi itp. nie są decydujące. Trudności psychiczne – to też w moim odczuciu nie są przyczyny ostateczne. Powoływanie się na nie to zwykle parawan dla prawdziwych, tj. wewnętrznych, duchowych i moralnych przyczyn.

Trzeba by zaglądnąć do serca: co się w nim działo od dnia wstąpienia do seminarium (a może i wcześniej) aż do chwili odejścia. Ale tylko Jezus zna ludzkie serca. My nie musimy wiedzieć, dlaczego dana osoba odchodzi.

Wojciech Zagrodzki CSsR: To jasne, że nie mamy prawa zaglądać do czyjegoś sumienia, ale jest też naturalne, że szukamy pewnych przyczyn ogólnych, choćby w celach zapobiegawczych. Np. formacja, o której już Ojciec mówił. Na co winniśmy zwrócić uwagę w formacji kapłańskiej, najpierw podstawowej?

Józef Augustyn SJ: Mój niepokój budzi od lat wychowanie do modlitwy. Modlitwa kleryków jest pod stałą kontrolą ojców duchowych, przełożonych. To oni bardzo się starają, by klerycy się modlili. Ale to nie wychowawcy powinni się martwić, czy kandydaci do kapłaństwa się modlą, lecz oni sami. Formatorzy powinni im jedynie pomóc w nauczeniu się modlitwy. Modlitwa i życie duchowe to dwa zasadnicze tematy rozmów indywidualnych nie tylko z ojcem duchowym, ale także z przełożonymi. Rozmawiać o modlitwie nie znaczy kontrolować ją, lecz rozeznawać. Ale po ukończeniu seminarium nikt już nie kontroluje modlitwy księdza. Przejście od modlitwy zorganizowanej w seminarium do modlitwy po święceniach bywa dramatyczne. Jeżeli wielu z nas już zaraz po święceniach się gubi, to czyż nie dlatego, że brakuje nam stałego odniesienia do Boga?

Inny problem formacji to wymagane rozmowy alumnów z rektorem, który jest pierwszym odpowiedzialnym za przygotowanie kandydatów do święceń. Niestety, rektorzy często nie mają czasu dla alumnów, gdyż mają wiele innych zająć. Jak jednak dla ojca w rodzinie nic nie powinno być ważniejsze od dzieci, tak dla rektora nic nie powinno być ważniejsze od indywidualnego pomagania alumnom. By poprawić formację w naszych seminariach, musielibyśmy ją bardziej zindywidualizować.

Niewątpliwie problemem bywa też pośpiech w podejmowaniu decyzji: pośpiech alumnów i pośpiech przełożonych. Często w rozeznaniu powołania zdarzają się sytuacje bardzo złożone psychicznie i moralnie. Młody człowiek chce być księdzem, ale jednocześnie czuje się niepewny, zagubiony, zraniony, uwikłany. Jeżeli jego pragnienie kapłaństwa jest autentyczne, może poczekać kilka lat. Nic się nie stanie. Można formację przedłużyć. Niektórym klerykom można by zaproponować: poczekajmy, idź na studia, popracuj, ale jednocześnie walcz, zmagaj się, oczyszczaj swoją motywację, udowodnij sobie, że coś potrafisz, pogłębiaj swoje życie duchowe.

Jeżeli w takiej sytuacji kleryk zaczyna się bać, co z nim będzie, lub złościć, że nie jest tak, jak on chce, nie jest to dobry znak. Czego on naprawdę szuka w kapłaństwie? Ale przerwanie na jakiś czas seminarium samo w sobie też jeszcze wszystkiego nie rozwiązuje. Bolączką „urlopowiczów” seminaryjnych jest często to, że nie mamy dla nich jasnego programu i jasnej propozycji formacyjnej. Pasywne czekanie nie usuwa niejasności, niedojrzałości, uwikłań moralnych.

Wojciech Zagrodzki CSsR: A w stałej formacji kapłańskiej?

Józef Augustyn SJ: Należy docenić wszelkie próby, inicjatywy przełożonych na tym polu, ale fundamentem formacji stałej jest na wskroś osobiste pragnienie rozwoju ludzkiego, duchowego, moralnego, duszpasterskiego. A do tego konieczne jest osobiste zaangażowanie.

Dla mnie formację stałą poważnie traktuje na przykład kapłan, który przez kilka lat po święceniach odprawia co roku ośmiodniowe rekolekcje z milczeniem i prowadzeniem indywidualnym, rozmawia szczerze o swoich problemach, trudnościach, błędach, pragnieniach duchowych, sukcesach duszpasterskich i pyta się szczerze Boga w swoim sercu: „Objaw mi, Panie, jakie jest to moje kapłaństwo? W jakim kierunku ono idzie?”. Niestety, takich pytań nie zadają ci, którzy są zawsze z siebie zadowoleni. Ale nasze samozadowolenie kapłańskie jest bardzo złudne. Im go więcej, tym gorzej. Ewangelie przerobiły już ten problem dokładnie.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Dlaczego formację stałą poważnie traktuje dopiero ten, kto co roku odprawia „rekolekcje ośmiodniowe z milczeniem i z prowadzeniem indywidualnym”? Przecież w wielu diecezjach i zgromadzeniach zakonnych nie wymaga się takich rekolekcji. A prowadzenie indywidualne podczas rekolekcji zdarza się – zaryzykuję powiedzieć – dość rzadko… Dlaczego ma ono aż tak kluczowe znaczenie?

Józef Augustyn SJ: Nie chcę podważać wysiłku ludzi, którzy usiłują coś robić na polu formacji stałej. (Sam bywam zapraszany na spotkania takowej formacji). Rodzi się jednak pytanie, jak to, co robimy, wpływa na postawę kapłanów, na rozwój życia duchowego, modlitwy, na pracę z ludźmi, wyjście do ubogich. Wiem, że stawiam pytania bardzo trudne. Ale przecież odejścia z kapłaństwa mają jakiś związek z takim a nie innym rodzajem formacji stałej.

Najważniejszą bodaj pomocą w tej formacji jest – w moim odczuciu – kierownictwo duchowe traktowane z całą powagą, szczerością i otwartością. Wiele naszych powikłanych sytuacji ludzkich i moralnych, które wloką się latami i dziesięcioleciami, ma swoje źródło także w tym, że sami sobie stawiamy diagnozy w chwilach niedomagań i słabości. A jak wiadomo, nemo iudex in causa sua…

Wojciech Zagrodzki CSsR: I na koniec: co jeszcze, oprócz braku korzystania z towarzyszenia duchowego, może zaniepokoić księdza oceniającego swoje przeżywanie kapłaństwa?

Józef Augustyn SJ: Wynoszenie się nad innych, niegrzeczne odnoszenie się do parafian, upokarzające moralizowanie w konfesjonale, pośpiech w posłudze, nieprzygotowane, nudne kazania – tak moglibyśmy wymieniać długo. To tylko przykłady. Byłoby rzeczą ważną, byśmy się z naszych błędów starali poprawić sami, zanim ludzie będą nas upominać, narzekać na nas. Szczera codzienna modlitwa, spowiedź, kierownictwo duchowe to gwarancja, że odkryjemy to, co winno budzić nasz niepokój w naszym kapłańskim posługiwaniu.

Powinna nas też niepokoić przepaść, jaka istnieje nieraz między księżmi a wiernymi. Mówi się niekiedy, że polski ksiądz jest blisko ludzi, ale bywa różnie. Są plebanie otwarte jak ta z serialu telewizyjnego Plebania, gdzie każdy może przyjść w dowolnej chwili z jakąkolwiek sprawą i pogadać z księdzem, a jemu to nigdy nie przeszkadza, jest grzeczny, nie spieszy mu się, ma czas, przejmuje się ludzkimi losami, zawsze mądrze doradzi, pocieszy itd. To proboszcz idealny. Ale istnieją też inne polskie plebanie: z zamkniętą furtką, z zaryglowanymi drzwiami, domofonem, przed którym trzeba nieraz długo wystawać.

Aby zobaczyć, jak blisko (lub daleko) wobec ludzi jesteśmy, warto popatrzeć, jak spędzamy święta parafialne, na przykład odpusty. Najpierw jest uroczysta suma, potem procesja, a po procesji każdy idzie w swoją stronę. Rzadko się zdarza (prawdę mówiąc, w ogóle nigdy o tym nie słyszałem), by po takiej odpustowej procesji zrobić przed kościołem skromny poczęstunek dla wszystkich: dla księży i wiernych, by każdy parafianin mógł podejść do księdza i zamienić z nim kilka zdań. Organizacyjnie to dzisiaj takie proste. Takie świętowanie to norma w wielu wspólnotach kościelnych na świecie. Ludzie doceniliby to.

Moim bardzo osobistym niepokojem kapłańskim ostatnich lat jest nasz stosunek do ubogich. To probierz naszego kapłaństwa. Ksiądz winien mieć wielkie serce dla ludzi ubogich, zagubionych, bezdomnych. To często bardzo kłopotliwi goście, ale właśnie dlatego dobre traktowanie ich pokazuje, kim jesteśmy. Matka Teresa mówiła o trędowatych, że to jej umiłowani synowie. A kim są nasi umiłowani synowie i córki? Nasza posługa będzie miała najwyższą wiarygodność, jeżeli wierni zobaczą naszą wrażliwość na ubogich.

Słyszałem kiedyś pochwałę: „To dobry ksiądz, on zajmuje się biednymi…”. To jedna z najpiękniejszych pochwał pracy księdza. Jeżeli chcemy przyjrzeć się naszemu kapłaństwu i dowiedzieć się, jakie ono jest, zobaczmy, jak traktujemy grzeszników w konfesjonale i ubogich w parafii.

Wojciech Zagrodzki CSsR: W imieniu Czytelników „Homo Dei” dziękuję za rozmowę.

Źródła:

Kapłaństwo to wysoka wieża. Z o. Józefem Augustynem SJ rozmawia Milena Kindziuk, „Niedziela” 24/2009, s. 14.

„Przegląd Powszechny” nr 1 (1061) 2010, s. 60.

Z Józefem Augustynem SJ rozmawiał Wojciech Zagrodzki CSsR

Źródło: Kwartalnik „Homo Dei” (I 2011)

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code