Wiadomości KAI

Im dalej od Warszawy

ROZMOWA KAI

Im dalej od Warszawy, tym świat jest normalniejszy

Z prałatem Wiesławem Aleksandrem Niewęgłowskim, duszpasterzem środowisk twórczych rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz

Dwa powołania – do twórczości i kapłańskie – kształtowały drogę życiową Księdza Prałata. Pierwsze studia na KUL były świeckie…

– Studia na KUL wybrałem zupełnie świadomie, żeby później lepiej robić to, czym chciałem się zajmować przez całe życie. Myślałem o kapłaństwie od zawsze, ale dałem sobie trochę czasu, ponieważ chciałem, żeby moja decyzja była całkowicie dojrzała. Dlatego studiowałem na polonistyce, teatrologii – teorię teatru poznawałem u prof. Ireny Sławińskiej. Pracę magisterską pisałem z teorii filmu. To było szerokie spektrum zainteresowań i ta różnorodność bardzo mi się podobała. Wyrazem moich zainteresowań dydaktycznych były wykłady otwarte jeszcze w czasie studiów. Atmosfera na KUL była wówczas wspaniała, kadra wraz ze studentami liczyła około 2-2,5 tysięcy osób i wszyscy się znali. Czasy uniwersyteckie były darem, mogłem wówczas poznać bardzo wielu ciekawych ludzi i korzystać z ich mądrości oraz wiedzy.

Kadra profesorska była bardzo wybitna, niektóre nazwiska są już zapisane w podręcznikach wielu dyscyplin naukowych…

– Jednym z wykładowców był ks. prof. Karol Wojtyła, którego spotykałem na uczelni. To był początek naszej znajomości. Mimo świeckich studiów nie ucichł we mnie głos Boga. Dziś widzę, że Pan Bóg świeckimi studiami przygotowywał mnie do pracy kapłańskiej i duszpasterskiej. Na uniwersytecie zdobyłem wiedzę i umiejętność kontaktu z różnymi środowiskami: dziennikarzami, pisarzami, aktorami, ludźmi kultury, nauki.

Potem były studia w Seminarium Warszawskim

– Trwały cztery lata. Przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego i pojechałem na moją pierwszą i jedyną parafię do Warki. Było to nowe i niezwykłe przeżycie. Spotkałem młodzież, dla której w przeciągu paru miesięcy kościół i plebania stały się centrum życia duchowego i kulturalnego. Organizowaliśmy spotkania o różnorodnej tematyce, a także dni skupienia, które wówczas były nowością. Mimo upływu 40 lat, utrzymujemy życzliwy kontakt. Wiele osób twierdzi, że te spotkania były ważne dla ich formacji i wpłynęły na całe ich życie. To był początek pracy z młodzieżą, który trwa bez przerwy do dziś.

Najpierw byli uczniowie ze szkół średnich, potem studenci z duszpasterstwa akademickiego. Później miałem zajęcia i wykłady dla studentów na różnych uczelniach, które trwają do dzisiaj.

Był Ksiądz duszpasterzem akademickim w kościele św. Anny

– Miałem już wcześniej wiele kontaktów ze studiującą młodzieżą. Dlatego nie było trudno się odnaleźć, gdy obejmowałem tę funkcję. Warszawa narzuciła nowy styl pracy. Studenci organizowali kluby, spotkania z artystami. Pewnie to było inspiracją do wymyślenia Tygodni Kultury Chrześcijańskiej…

Kontakty z młodzieżą ułatwiły Księdzu relacje z twórcami, które rozpoczęły się w latach siedemdziesiątych….

– Po raz pierwszy otworzyłem wtedy, za wiedzą księdza prymasa Wyszyńskiego, drzwi Kościoła dla twórców, a w sposób szczególny dla twórców, którzy byli daleko od niego. To było coś nowego.

Po latach napisał Ksiądz książkę o nowym przymierzu Kościoła i środowisk twórczych. Czym była obecność twórców, kojarzonych zazwyczaj z lewicą, na Tygodniach Kultury Chrześcijańskiej w kościołach?

– Gdy pracowałem w kościele św. Anny, pojawiły się w tym ośrodku dwie koncepcje: jedna – promująca ruch amatorski i druga – włączenia twórców w życie chrześcijan. I ta druga koncepcja była realizowana. Została ona przyjęta i zaakceptowana przez Prymasa Tysiąclecia, który mimo że nie dowierzał, wyraził zgodę na ten rodzaj pracy.

To prawda, twórcy i szerzej, inteligencja, przeżywała wciąż swoje fascynacje marksizmem, miała swoje heglowskie ukąszenia…

– Rozmawiałem z kardynałem Wyszyńskim, a miałem to szczęście, że przez wiele lat cieszyłem się jego życzliwością. Podczas jednego ze spotkań prymas powiedział: „Jeżeli ci się uda przyciągnąć tych ludzi, to będzie niezwykłe”. Zwróciłem się najpierw do kilku osób, o których wiedziałem, że są wierzący, m.in. do poety Bohdana Ostromęckiego i jego żony, Krystyny Królikiewicz, państwa Zagórskich. W pierwszym Tygodniu Kultury Chrześcijańskiej wzięło udział dwudziestu kilku pisarzy, dwudziestu kilku aktorów, co wymagało odwagi, bo to był 1975 rok. Kościół sióstr wizytek był wtedy pełny uczestników, więc zdecydowałem się powtórzyć inicjatywę w następnym roku. W kolejnych latach spotkania TKCh odbywały w wielu świątyniach stolicy. Cieszyły się ogromnym zainteresowaniem.

Pierwszy i drugi Tydzień Kultury, przeprowadzony z błogosławieństwem Księdza Prymasa, spowodował, że kościoły Warszawy otworzyły się na kulturę. Do Warszawy przyjeżdżali księża z Polski, żeby zobaczyć „jak się to organizuje”. Pod koniec lat 70., te tygodnie wprowadzono już w całym kraju.

Otwarte wówczas drzwi kościołów jeszcze szerzej otworzyły się w stanie wojennym. Gdy nadszedł trudny czas, twórcy przychodząc do Kościoła, nie zderzyli się z zamkniętymi drzwiami – one były otwarte. Znaleźli w Kościele schronienie i możliwość prezentacji swojej twórczości. Obudzony wtedy potencjał trwa do dzisiaj.

To chyba fenomen na skalę europejską. Czego szukali? Dlaczego przychodzili?

– Były różne powody: osobiste i zawodowe. Byli wśród nich tacy, którzy odnaleźli Pana Boga po wielu, wielu latach. Było wiele konwersji, próśb o chrzest. Była także grupa „niewierzących praktykujących”.

To była ewangelizacja trudnego środowiska, ale też tworzenie zrębów społeczeństwa obywatelskiego, gdyż Polacy byli spacyfikowani od kilkudziesięciu lat i tylko w kościele można się było gromadzić i spotykać.

– Poza kulturą była też refleksja społeczna, wykłady nt. społeczeństwa obywatelskiego.

W Tygodniach Kultury uczestniczyli nie tylko twórcy, ale też naukowcy, wydawcy, dziennikarze. Była bogata propozycja, w której Kościół był jedyną przestrzenią spotkania i dialogu. Duszpasterstwo było jedynym miejscem, do którego przychodzili różni ludzie z różnych środowisk i wszyscy ze sobą rozmawiali. Po paru latach powstał Komitet Porozumiewawczy Środowisk Twórczych i Naukowych na bazie doświadczeń wyniesionych także z naszych spotkań.

Chrześcijaństwo było dla tych rozmaitych grup żywą propozycją, czymś ważnym?

– Tak, choć było ono przeżywane indywidualne i w łączności z innymi.

Po wyborze w 1978 wielkim przyjacielem Duszpasterstwa stał się Jan Paweł II.

– Kard. Wojtyła gromadził twórców i ludzi nauki u siebie w Krakowie. Był zainteresowany doświadczeniami warszawskimi. Z myślą o podtrzymaniu i utrwaleniu więzi Kościoła z kulturą odbyła się w 1978 r. sesja z inicjatywy kard. Karola Wojtyły. Uczestniczyłem w tej sesji. Wtedy ustaliliśmy, że na jesieni zostanie powołana Rada Kultury Episkopatu. Rada ta nie powstała, z powodu wyboru kard. Wojtyły na stolicę Piotrową.

Najwyższy autorytet Kościoła potwierdził, że kierunek duszpasterski, obrany przez Księdza, jest właściwy.

– Kontakt Ojca Świętego z ludźmi kultury trwał przez cały pontyfikat i pogłębiał się. Ojciec Święty bardzo doceniał obecność twórców w Kościele.

Co się potem stało z tymi twórcami? Gdzie są dziś?

– Twórcy nie są samotną wyspą, nie są oderwani od społeczeństwa. Wszystkie mechanizmy, które napędzały różne grupy i społeczeństwo, nie tylko od zewnątrz, ale i wewnątrz, oddziałują i na nich. Wielu ludzi przychodziło do kościoła z powodu Pana Boga, ale byli wśród nich i niewierzący praktykujący. I ta grupa, gdy już nie był potrzebny parasol ochronny, odeszła. To było normalne i oczywiste. Nie byłem tym zaskoczony, oni przyszli z powodów ludzkich.

To się łączy także z wiekiem. Osoby, z którymi wówczas współpracowaliśmy, to dzisiaj już ludzie starsi. Są albo mniej dysponowani, a wielu z nich jest już po tamtej stronie. W latach 70. i 80. przyszło średnie pokolenie twórców i ono zaistniało. I nadal jest obecne, co widać było podczas budowy naszego kościoła pw. św. Andrzeja i św. Alberta na Placu Teatralnym. To pokazuje zaangażowanie twórców, a także ich prężność, skoro byli w stanie wybudować świątynię w ciągu kilku lat. Kiedy kościół spłonął, można było się obawiać, że twórcy nie podołają odbudowie. W ciągu trzech lat odbudowano świątynię. Co wskazuje na aktywność środowisk.

Odczuwalny jest jednak odwrót od wiary.

– Część twórców przeżywała kryzys w czasie stanu wojennego, gdy władze powoływały neozwiązki zawodowe. Część ludzi przeszła do nich powodując głębokie podziały, które się utrzymują do dziś. Ale niektóre środowiska nie doświadczyły tego podziału, bo bardzo mocno się ze sobą trzymały i dopiero teraz przeżywają kryzys.

Część, zwłaszcza młodego i średniego pokolenia, nastawiona jest na sukces. Nie ma w nich poczucia wspólnoty, bycia razem. Mechanizmy, które zostały uruchomione w społeczeństwie wolnorynkowym, oddziałują na obecność twórców w kulturze, a to przekłada się na ich obecność w kościele.

Kultura nie niesie już odbiorców do Boga, ewangelizacja twórców znów jest pilnym zadaniem.

– Zawsze mówiliśmy, że trzeba być otwartym na wielką obcą kulturę, a jednocześnie mieć świadomość, co wyniosło się z własnego domu. Z Zachodu przychodzi pakiet kultury masowej, a do tego nie jest przygotowane ani społeczeństwo, ani duża część twórców. Wielu z nich chce być modnymi, chce być trendy. To budzi niepokój. Patrzę na zagraniczną ofertę kulturalną z niepokojem, bowiem promuje ona kulturę masową, niską.

W duszpasterstwie pulsuje życie, ale w innym rytmie, jak kiedyś. Nadal są koncerty, wystawy, spotkania. Kiedyś propozycje kulturalne w kościele były wydarzeniem. Teraz wiele prezentacji kulturalnych odbywa się w parafiach. Cieszę się z tego, że kultura stała się codziennym chlebem w wielu wspólnotach, zaś duszpasterstwo twórców może podjąć pracę bardziej duchową, formacyjną.

A jak jest z młodzieżą? Chyba nie widać młodych twórców? Co będzie z pokoleniem, które weszło na scenę po 1989 roku?

– Dziś można powiedzieć, że młodzieży jest mało. A ja jeszcze przed laty mówiłem do artystów: przyprowadzajcie tu swoje dzieci, wnuki, bo gdy się zestarzejecie, wasze krzesełko zostanie puste. I w wielu wypadkach tak się stało. Ale to wszystko, co działo się przez 40 lat może otrzymać nowe impulsy. Zależy to przede wszystkim od dojrzałości i odpowiedzialności środowisk. W tym zakresie jestem umiarkowanym optymistą.

Jest Ksiądz autorem ponad 60 książek, część z nich to bestsellery. „Miniatury ewangeliczne”, „Droga krzyżowa na drogach świata”, książka o aniołach, leksykon świętych, książki o różańcu i Kościele w świecie współczesnym. A do tego dochodzi aktywność w mediach, twórczość telewizyjna. Nawet jak na 70-lecie imponujący wynik.

– Pisałem na bardzo różne tematy – o kulturze, dziennikarstwie, teologii, opisywałem podróże. Niektóre pozycje miały 3-5 wydań. Modlitewnik dla studentów, wydany w latach 80. osiągnął nakład dziesiątków tysięcy. Książki rodzą się często z potrzeb ludzi. Dlatego te publikacje nie są teoretyczne, a życiowe, praktyczne. Wznowienie świadczy o tym, że książka się nie starzeje.

Która z nich najbardziej przemawia do czytelników?

– Ostatnio wydałem książkę, która jest zbiorem króciutkich telewizyjnych wypowiedzi. Zakomponowałem ją tak, że na każdy dzień roku przytoczona jest jedna wypowiedź. Powstała właściwie na życzenie ludzi, którzy twierdzili, że te króciutkie wypowiedzi są tak treściwe, że chcieliby do nich wrócić. Ostatnio napisałem książkę dla ludzi, którzy nie mają czasu. Otwiera się ją na którejkolwiek stronie, czyta dwie linijki i dalej już nie można. Z tymi dwoma linijkami można chodzić cały dzień. Następnego dnia można sięgnąć po kolejne dwie linijki. To był ciekawy zabieg i ciekawy jest odbiór. Czytelnicy mówią mi, że napisałem dwa zdania, a człowiek chodzi cały dzień i jest na początku myślenia.

Co ma robić duszpasterz w nowym społeczeństwie informatycznym? Co powinien zrobić Księdza następca i wszyscy duszpasterze, posługujący się internetem?

– Powinien postawić się na kontakty z konkretnymi osobami. Mnie pomaga to, że znam osobiście bardzo wielu ludzi mediów. Mamy kontakty nie tylko zawodowe, ale łączą nas osobiste więzi i szukanie odpowiedzi na ważne pytania, rozwiązywanie problemów. Gdy zaglądam do telewizji czy rozmaitych redakcji, nie zaczynam nic nowego, moje kontakty są kontynuacją tego, co zacząłem przed laty.

Dawno temu, gdy zaczynało być niespokojnie, poproszono mnie żebym powiedział coś w Dzienniku Telewizyjnym. Byłem chyba pierwszym w historii księdzem, który pokazał się w telewizji. Szedłem korytarzami i widziałem zdumienie i szok, co też ten jegomość w sutannie tu robi? Pierwszy raz w życiu widzieli z bliska księdza. Pamiętam te zdumione twarze, bo nie wiadomo było jak reagować? Czy się bać, czy śmiać, czy cieszyć? Opowiadam to, ponieważ od tamtego wydarzenia wszystko się zmieniło. Myślę, że jeśli będzie dobra wola z obu stron, to wszystko będzie się rozwijało i będzie kontynuowane, bo wielu ludzi w mediach dzieli troskę o społeczeństwo i naród.

Nam się wydaje, że jest źle, ale dobro jest, tylko jest niewidzialne. Wszystko zależy od tego, czy kultura będzie prowadzić do spraw istotnych, czy też będzie postępowała dalsza degradacja, czy będzie się odbiorcom podawać papkę. Kultura ma dziś charakter serka homogenizowanego, wystarczy połknąć, nie trzeba gryźć, nie trzeba się zmagać, nie trzeba żadnego wysiłku. I to, czy kultura będzie zmuszała do myślenia, do stawiania pytań, szukania odpowiedzi, czy też będzie pustym produktem, który nie proponuje nic poza pustą zabawą, rozstrzygnie o przyszłości.

Dusza jest jednak z natury chrześcijańska. Ludzie szukają sensu.

– Niedawno spotkałem się z osobą, która przez wiele lat była blisko Jana Pawła II. I doszliśmy do wniosku, że im dalej od Warszawy, tym świat jest normalniejszy. I że tam o Polskę nie należy się lękać.

Z prałatem Wiesławem Aleksandrem Niewęgłowskim rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz

_______________________________________________________________

Ks. Wiesław Al. Niewęgowski urodził się w 1941 r. w Zbuczynie koło Siedlec. Studiował filologię polską, teatrologię i teorię filmu na KUL. 24 maja 1970 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Wieloletni duszpasterz akademicki w kościele św. Anny w Warszawie. Od 1975 r. organizował Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej. Od 1987 r. jest duszpasterzem Środowisk Twórczych w Polsce. Organizował spotkania Jana Pawła II z ludźmi kultury i nauki. Wykładał w Wyższym Seminarium Duchownym w Siedlcach i w Warszawie, Akademii Teatralnej w Warszawie, Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Akademii Teologii Katolickiej i Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie, na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego). Od 1997 r. jest szefem programów katolickich w telewizji publicznej TVP3 i WOT. Należy do PEN-Clubu i wielu stowarzyszeń twórczych. Jest także autorem ok. 60 książek oraz wielu artykułów poświęconych teologii, sztuce, kulturze, mediom.

_______________________________________________________________

Tekst pochodzi z Wiadomości KAI

Zaprenumeruj ekai-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code