Ostatnio obejrzane

Jeden pokój

Jeden pokój

O planie filmowym w jednym pokoju, dokumencie, nad którym pracowała cała „armia aniołów” a bohater jest tylko jeden i scenariuszu, który może napisać jedynie życie.

Jeden pokój. Dosłownie, bo cały film nakręcono w jednym pomieszczeniu. I w przenośni, bo nikt tak jak Ona nie walczyła u boku Jana Pawła II o pokój na świecie.

Tytuł zaproponowała Ona sama. Bohaterka filmu. Ale czy na pewno bohaterka? – Skarbcie sobie skarby w niebie – przypomina ewangeliczne wskazanie Wanda Półtawska, ale to Duch Święty tak naprawdę jest pierwszoplanową postacią dokumentu. A owoce Jego działania w każdej minucie filmu są tego najlepszym dowodem.

Już samo powstanie „Jednego pokoju” reżyser postrzega za niemalże cudowne działanie. Produkcja filmu trwała ponad trzy lata. Był to czas niezwykłego trudu ale też wiary, że nauczanie Jana Pawła II, którego niestrudzonym nośnikiem od pięćdziesięciu lat jest dr Półtawska, ma wielki i niepodważalny sens – podkreśla Paweł Zastrzeżyński, reżyser „Jednego pokoju”.

Pacjenci dr Półtawskiej

– To był cudowny proces mojej przemiany. Przez cały czas realizacji filmu działy się niezwykłe rzeczy. Ale najpierw to ja musiałem się przemienić, a dopiero potem zrobić film – mówi Zastrzeżyński. Ma bardzo osobiste podejście do projektu. – Ona zobaczyła, że mi także potrzebna jest pomoc. Że najpierw mi trzeba pomóc – wspomina.

– Na początku nawet nie wiedziałem, kto to jest Wanda Półtawska. Mój znajomy poradził mi, żebym odezwał się do kogoś z jej bliskiego otoczenia, bo do niej samej ciężko się dostać. Ja jednak napisałem list. Po trzech miesiącach odpisała i zaprosiła mnie do siebie na kawę – mówi reżyser.

Dokładnie tego samego dnia, kiedy ekipa miała rozpocząć zdjęcia do filmu, rozpętała się dziennikarska nagonka na Wandę Półtawską. Było to związane z książką „Beskidzkie rekolekcje”, której wydanie zbiegło się w czasie z rozpoczęciem prac nad dokumentem. – Bałem się do niej jechać. To wszystko działo się tak szybko. Obawiałem się więc, że jak do niej pojadę, to przed drzwiami zastanę tłum dziennikarzy – relacjonuje Zastrzeżyński.

Początek kręcenia „Jednego pokoju” zbiegł się w czasie niemal idealnie ze szkalującymi ją publikacjami w prasie. – Byliśmy więc świadkami, jak pani Wanda każdego dnia odbiera po kilkanaście telefonów od dziennikarzy. Wszyscy słyszeli: -Nie. My jesteśmy zupełnie spoza układu. Pochodzę z Beskidów, z maleńkiej miejscowości Limanowa, więc jestem kompletnie spoza tego świata, spoza medialnego szumu. Może dlatego pani Wanda zaprosiła nas do siebie i obdarzyła ogromną dobrocią i w pewnej mierze zaufaniem – dodaje.

Obserwacja jak działają media, to była wielka lekcja pokory dla nas wszystkich – wspomina reżyser. – Osobiście nie mogłem uwierzyć, że można tak kłamać. To, czego wtedy doświadczyłem to była obserwacja kłamstwa w jego najczystszej formie. – mówi Zastrzeżyński.

Jak znosiła to sama dr Półtawska? Czy dawała po sobie odczuć, jak wielkie cierpienie ją spotkało? – To jej tajemnica. Ona pokornie milczała – wspomina reżyser. Jej postawa to jedyna rzecz godna zapamiętania w całej tej nagonce.

Cud za cudem

Paweł Zastrzeżyński wiele razy podkreśla, że powstanie tego filmu mimo tak wielu trudności to po prostu cud. Jego zafascynowanie tym projektem i entuzjazm, jaki z niego emanuje, aż razi, kiedy z nim rozmawiam. Zaczynam to rozumieć, kiedy opowiada mi historie, które wydarzyły się na planie dokumentu. Trudno filmu o tylu cudach nie nazwać cudownym.

– Realizując ten dokument patrzyliśmy, jak na naszych oczach dzieją się cuda. Można by je długo wymieniać. Te duże, spektakularne, i te zupełnie małe, „po cichu” – opowiada Zastrzeżyński. Zapytany o konkret opowiada mi o nawróceniu operatora filmowego Romualda Lewandowskiego. Pod wpływem charyzmatu dr Półtawskiej oraz atmosfery na planie filmowym, mężczyzna przeżył duchową przemianę. Po 13. latach życia w związku niesakramentalnym postanowił wziąć ślub ze swoją partnerką, Julią. Kobieta pojawiła się na planie filmu niespodziewanie. Do przyjęcia sakramentu dodatkowo zmotywowała ją choroba, ponieważ cierpi na nowotwór. Lekarze określali jej stan jako beznadziejny. Romuald był niezwykle przygnębiony chorobą żony. Jednak praca na planie filmu stała się dla niego czasem swoistych rekolekcji. Po roku miał powiedzieć, że to, co wydarzyło się w pokoju pani Wandy, to były rekolekcje jego życia.

– Mamy cud zarejestrowany na planie filmu! Takiego scenariusza nie wymyśliłby najlepszy reżyser – opowiada rozentuzjazmowany Zastrzeżyński. Ale z Duchem Świętym, nie ma sprawy – Dodaje. Nawrócenie Romualda i decyzja o małżeństwie nieoczekiwanie stały się pewną osią filmu. Puentą stał się ich pokazany na ekranie ślub.

– Cudowności jest tu bardzo dużo – zapewnia reżyser. To jego zdaniem niezwykła postać Wandy Półtawskiej. – Ludzie myślą, że ona jest zimna i pełna dystansu. A ona tak naprawdę jest niesamowicie ciepła! Czuła, troskliwa, dobra. Film przede wszystkim zrywa z fałszywym obrazem pani Wandy, ze stereotypem, jaki pokutuje w mediach – tłumaczy.

Szeroka paleta osobowości i wszystkie odcienie szarości

“Jeden pokój” ukazuje przede wszystkim codzienne życie Półtawskiej, jej pracę każdego zwykłego dnia, ale nade wszystko jej relacje z ludźmi. Na planie przewija się mnóstwo ludzi. Przeróżnych ludzi. Oprócz męża pani Wandy, dr hab. Andrzeja Półtawskiego i zaproszonych gości: Ernesta Bryla, Adama Bachledy-Curuś i Krzysztofa Kolbergera jest jeszcze wiele innych postaci. Policjant, poeta, aktor, studentka, dziennikarz, lekarze, osoby chore i niepełnosprawne, dzieci. – Od milionera po studentkę, która nie ma na opłacenie karty do telefonu komórkowego – pisze reżyser na stronie www.jedenpokoj.pl.

– To niesamowite zagęszczenie tak wielu różnych osób w jednym miejscu, w jednym pokoju. Tyle różnych osobowości. A pani Wanda do każdego podchodzi tak samo. Z wielką miłością i troskliwością – mówi Zastrzeżyński. Jednak zaraz dodaje, że to trochę mylne wrażenie. Bo ona najbardziej kocha tych najmniejszych, najsłabszych i pokrzywdzonych przez los. W człowieku, w którym my widzimy tylko grzech, ona dostrzega znacznie więcej.

Ale mimo tak wielu barwnych postaci, żadna z nich nie jest głównym bohaterem filmu. Nie jest nim żaden człowiek, tylko powołanie do bycia w jednym pokoju. Pokoju, jaki może zaistnieć między ludźmi tylko dzięki Bożej miłości. – Dlatego jest tylko jeden pokój! Tu nie ma mnogości. Bo Bóg jest jeden! A gdy potrzeba nam tego ludzkiego zawieszenia, odcieni i kolorystyki…, to przypomina nam się dogmat naszej wiary, że On jest w trzech Osobach – czytam na www.jedenpokoj.pl.

Parafrazując wypowiedź Jana Pawła II, reżyser mówi, że w obecności Półtawskiej człowiek staje się bardziej człowiekiem. Pani Wanda ma bardzo osobiste podejście do każdego. – Ona podchodzi do człowieka z niesamowitą cierpliwością i miłością. To niemal tak, jakby miało się możliwość zapukania do nieba i słyszenia odpowiedzi na jeszcze nie zadane pytania, jakie przychodzą do głowy – zapewnia Zastrzeżyński. – Zawsze pomaga ludziom. Każdemu bez wyjątku – uzupełnia. Na dodatek podkreśla, że Półtawska to również wielka optymistka. Jej optymizm nie mógł nie udzielić się ekipie.

Realizacja filmu napotykała na wiele trudności, zwłaszcza natury czysto przyziemnej, finansowej. – Dokument w całości powstał z naszych własnych pieniędzy. Na początku staraliśmy się o jakieś dofinansowania. Ale chyba nie ma w Polsce takiej instytucji, do której mogliśmy się zwrócić, a która nam nie odmówiła. Kiedy opowiadaliśmy o projekcie, owszem, pojawiało się zainteresowanie. Ale kiedy tylko padało nazwisko „Wanda Półtawska” działy się dziwne żeczy. Dlaczego? Bo jej postać stała się pewnym symbolem. Ona całym swoim życiem komunikuje, że zwyczajność jest na topie. Jeśli można powiedzieć, że normalność się lansuje, to ona to robi, a to jest w dzisiejszym świecie kompletnie niemodne – opowiada reżyser.

Z armią aniołów na planie

Praca nad “Jednym pokojem” trwała trzy lata. Pochłonęła ogromne koszty. – Stałem się jednocześnie producentem tego filmu, ale już dziś dzięki Bogu wyszedłem z długów. To prawda, przeszkody przytrafiały nam się z każdej strony, jednak z pomocą setek ludzi i Duchowi Świętemu, dalibyśmy sobie rady.– zapewnia.- Dodatkow, ja sam żartowałem, że pracuję z setką aniołów. Pani Wanda zawsze wtedy dopowiadała, że musisz z cała armia aniołów.

Ekipa filmowa spędziła w domu Półtawskiej sześć dni. Sześć dni w jednym pokoju, w najbliższym towarzystwie pani Wandy. Zobaczyli, jak wygląda życie dr Półtawskiej. Że jest zupełnie zwykłe, ciche, takie normalne. Proste. Ale prawdziwe. I tą prawdę chcieli pokazać w filmie. Jak najwierniej oddać obraz, jaki nakreślił się przed ich oczami przez te kilka dni.

W “Jednym pokoju” zobaczymy zwyczajne, proste życie. We wszelkich możliwych odcieniach szarości. – Ale jeśli się potraktuje na serio prawdy, które głosi Kościół i wprowadzi się je w swoje życie, to ono staje się cudem. Już tutaj na ziemi – zapewnia mnie na koniec reżyser.

„Jeden pokój”, reż. Paweł Zastrzeżyński, film. dok., Polska 2010.
www.jedenpokoj.pl

Marta Brzezińska
www.fronda.pl

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code