Rozważania niedzielne

III Niedziela Wielkanocna, rok A

III Niedziela Wielkanocna

Dzisiejsze czytania

A myśmy się spodziewali!

Tomasz Ponikło

Chociaż z Jerozolimy do Emaus jest nie więcej niż dwanaście kilometrów,
wciąż jesteśmy w drodze.

Dwóch uczniów wyprawiło się do nieodległej wsi. Spotykają nieznajomego Wędrowca. Odtąd idą razem. Nowy towarzysz dopytuje o przyczynę smutku mężczyzn. I zaczyna się opowieść o losie Chrystusa w ostatnich dniach: zdrada, sąd, krzyż, śmierć, pusty grób, spotkanie kobiet z aniołem…
Nie rozpoznali w Wędrowcu bohatera tej historii. Oczy mieli na uwięzi…

„A myśmy się spodziewali…” – mówią.
…oczy mieli na uwięzi złudzeń i schematów – mieli oczy na uwięzi jednego horyzontu. W jego ramach chcieli zrealizować swoją receptę na szczęście: Mesjasz miał wyswobodzić Izrael z rzymskiego jarzma. Wszystko to przepadło. Wszystkie te ziemskie nadzieje.

„A myśmy się spodziewali…” – Chrystus odkrywa przed nami kolejną wieczną prawdę o kondycji człowieka. Tylko, że nasza droga trwa zazwyczaj więcej czasu niż ten potrzebny na przejście z Jerozolimy do Emaus.
Znamy Boga. A nie potrafimy Mu zaufać. Przebywamy z Nim. A nie rozpoznajemy Go.

Mamy wzrok na uwięzi. Ciągle patrzymy w perspektywie doczesnej. Schematy wpychają nas w swoje koleiny. Zmniejsza się wyczucie na transcendencję. Czujemy się zawiedzeni przez innych, przez Boga – nieraz czujemy, że zawiedliśmy sami siebie. Nie stać nas, żeby iść pod prąd. Rozwijać się, przekraczać siebie – cena, którą trzeba by ponieść poraża nas.
A tymczasem Bóg umiłował sobie człowieka. I z poczuciem humoru, bardzo polubił też paradoksy. Więc cierpliwi, otwarci, gotowi na wszystko – musimy iść małymi krokami w towarzystwie tego Wędrowca, który na zakończenie oby szczęśliwej podróży pobłogosławi nam, otworzy oczy jak niewidomemu w Betsaidzie. I zobaczymy właściwy horyzont.
Kiedy „myśmy się spodziewali” tego i owego, i jeszcze jednego, Boże paradoksy działają, jak chcą. Burzą porządek, który sobie tak starannie w głowie układaliśmy. Zamiast pałacu, zwykła grota. Zamiast królewskiego tronu, cierniowa korona. Zamiast wielkich czynów, modlitwa. Czuwajmy zatem, bo nic nie znamy: dnia, godziny…

Z Jerozolimy do Emaus jest nie więcej niż dwanaście kilometrów. Ale wciąż jesteśmy w drodze. Bo nasz cel umieściliśmy w niewłaściwym horyzoncie. Bo paradoksy nas zatrważają a nie zadziwiają. Bo nadziei, która obumiera, trudno w nas rodzić owoce. Bo myśmy się spodziewali…
Otworzą się nam oczy?

(Akurat tego się nie spodziewałem: wypadło mi skomentować fragment Ewangelii, który ma dla mnie ogromne znaczenie już od dłuższego czasu:
myśmy się spodziewali… Głęboko to we mnie tkwi. I w tym właśnie cały urok Pana Boga!)

Tomasz Ponikło

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code