Refleksja o Internecie

iPope

iPope

Ks. Andrzej Draguła

Czy Benedykt XVI stanie się pierwszym papieżem internetu?

Słynne zdjęcie Jana Pawła II naciskającego klawisz Enter, aby wysłać pocztą elektroniczną adhortację apostolską „Ecclesia in Oceania”, przestało już być symbolem watykańskiej nowoczesności. Teraz jest własny kanał na YouTube’ie, profil Papieża na Facebooku, nowy serwis internetowy Pope2You.

Jeśli Pius XI był papieżem radia, Pius XII papieżem telewizji, Jan Paweł II – jak uważają niektórzy – papieżem obrazów, to Benedykt XVI ma szansę przejść do historii jako pierwszy iPope. Orędzie na 43. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu „Nowe technologie, nowe relacje. Promowanie kultury szacunku, dialogu i przyjaźni” pokazuje, że Watykan rozumie naturę internetowej komunikacji. Pozostaje tylko pytanie, czy z niej korzysta.

Czy papież surfuje?

W 1931 r., podczas inauguracji Radia Watykańskiego, papież Pius XI nazwał radio „wspaniałym dziełem Marconiego”, które pozwoli zanieść słowa Pisma Świętego „do wszystkich ludzi”. W pierwszym przemówieniu telewizyjnym, wygłoszonym 17 kwietnia 1949 r., papież Pius XII odniósł się do transmisji Mszy św. w noc Bożego Narodzenia. Jak stwierdził, była to dla wielu „wielka radość i niezmierne dobrodziejstwo”. Dzięki telewizji, którą nazwał „nowym cudem”, „cały świat będzie mógł kontemplować przejawy życia katolickiego w tym samym momencie, w którym mają one miejsce”.

Radio i telewizja były jednak narzędziami jednokierunkowymi i służyły do przekazu Dobrej Nowiny w formie słowa i obrazu. Internet radykalnie zmienił naturę komunikacji, pozwalając na daleko idącą interaktywność, w której role nadawcy i odbiorcy uległy istotnej redefinicji. Niedawno Benedykt XVI przyznał, że użytkownicy internetu, zwłaszcza młodzi, wykorzystują sieć „dla komunikacji ze swymi przyjaciółmi, do spotkania nowych, dla tworzenia wspólnot i sieci, poszukiwania informacji i wiadomości, wymiany idei i opinii”.

Taka jest – jeśli można tak powiedzieć – oficjalna wykładnia Watykanu. Rzeczywistość wydaje się jednak zgoła inna. W liście wyjaśniającym okoliczności zdjęcia ekskomuniki z biskupów lefebrystów Papież przyznał z niespotykaną szczerością: „Powiedziano mi, że gdyby zapoznano się ze wszystkimi dostępnymi w internecie informacjami, to najprawdopodobniej możliwe byłoby wcześniejsze, dogłębne poznanie tego problemu. Otrzymałem lekcję i obiecuję, że w przyszłości zrobimy wszystko, by przykładać większą wagę do tego źródła informacji”.
N
ieuchronnie rodzi się pytanie, czy Benedykt XVI surfuje po internecie. Pojawiły się nawet tytuły krzyczące: „Papież obiecuje, że będzie częściej surfował w sieci”. Pytanie o to, czy korzysta z internetu, padło wprost na konferencji prasowej w Watykanie, podczas której zaprezentowano wspomniane na początku orędzie oraz stronę Watykanu w serwisie YouTube. Przewodniczący Papieskiej Rady Środków Społecznego Przekazu abp Claudio Maria Celli odpowiedział: „Nie mam na to bezpośrednich dowodów, ale myślę, że Benedykt XVI surfuje po internecie”. I dodał, uzasadniając swój tok myślenia: „Ponieważ jest człowiekiem badań, bardzo ciekawym i dokładnym, to myślę, że korzysta z sieci”.

Czyli: nie wiemy. To, że watykański „minister informacji” nie wie, czy Papież korzysta z internetu, wydaje się tyle znamienne, co zaskakujące. Chyba informacja, czy Papież ma w swoim prywatnym gabinecie komputer z dostępem do internetu, nie jest objęta kościelną tajemnicą?

Wirtualna kartka od papieża

Nie ulega wątpliwości, że nowa platforma internetowa Pope2You jest istotnym uzupełnieniem dotychczasowej oficjalnej strony www.vatican.va. Klasyczną, urzędową i „namaszczoną” witrynę Watykanu, która była de facto zbiorem dokumentów, uzupełniono o bardziej „popową” wersję, w której znalazły się kanały audio i wideo oraz aplikacje na iPod oraz Ippon, pozwalające na bieżąco śledzić watykańskie wydarzenia. Tylko czy to wystarczy?

Jeden z odwiedzających watykański kanał YouTube o nicku Pete napisał (tłum. z ang.): „Uruchomienie kanału może być pierwszym pozytywnym krokiem, ale nowe media nie są środkiem nadawczym, ale interaktywnym”. Jak ocenia Adam Ostrow na witrynie Mashable. The Social Media Guide, wprowadzenie możliwości interaktywnych komentarzy na profilu His Holiness Pope Benedict XVI może służyć rozwojowi wspólnoty cybernetycznej, co Kościół coraz wyraźniej postrzega jako możliwość zbliżenia do siebie swoich członków.

Tak, to prawda, że na papieskim profilu w Facebooku można napisać komentarz, ale – jak stwierdził jeden z internautów – dobrze byłoby też uzyskać papieską odpowiedź na ten czy inny wpis.

Trudno oczekiwać, by Papież osobiście wziął się za odpisywanie na komentarze, zapytania czy uwagi. Nie przypuszczam, by na stronie Pope2You zagościł blog Benedykta XVI. Większość komentatorów wskazuje, że podjęte działania to krok w dobrym kierunku, ale tylko krok, i to dość ostrożny. „Facebook papieża nie jest taki sam jak Facebook innych odbiorców. Nie otrzymasz „przyjaciół” od Papieża i nie możesz nic napisać na jego „ścianie” (wall)” – pisze jeden z blogerów. Można dostać jedynie fragment nauczania i kartkę z pozdrowieniami.

We wspomnianym orędziu Papież pisze: „Jeśli […] pragnienie łączności wirtualnej staje się obsesyjne, to konsekwencją jest wyizolowanie osoby i zerwanie realnej interakcji społecznej”. Myśl ta pojawiła się już w dokumentach o Kościele i etyce w internecie.

Akceptując istnienie wirtualnych społeczności wiary, Kościół katolicki dość ostrożnie wkracza w cyberprzestrzeń. Konsekwentnie uznaje ją jako narzędzie i środek komunikacji, ale nie jako miejsce komunikacji czy też realizacji wiary, która potrzebuje realnej wspólnoty „z krwi i kości”.

Witryna Pope2You staje się jeszcze jedną amboną – bardzo nowoczesną, skierowaną głównie do fanów nowych technologii cyfrowych, a więc w większości ludzi młodych, ale jednak (tylko) amboną. Odpowiedź na pytanie, czy dobrze to, czy źle, zależy od przyjętej perspektywy. Zwolennicy digitalizacji życia powiedzą, że to za mało. Zwolennicy żywego, bezpośredniego kontaktu powiedzą, że to w zupełności wystarczy.

Tak czy inaczej, jedno jest pewne: dobrze by się stało, gdyby Benedykt XVI (częściej) zaglądał do internetu. Można lubić sieć bądź nie, ale nie można zanegować faktu, że jest to najszybszy i najlepszy sposób, by się przekonać, co myślą ludzie – także o samym Benedykcie XVI. A piszą o Papieżu ludzie bardzo różnie: dobrze i źle, cudownie i strasznie, z szacunkiem i bez, z uwielbieniem i nienawiścią.

Sam Benedykt XVI przekonał się na tzw. własnej skórze, że dobrze jest czasami zmierzyć się z informacją nieprzefiltrowaną przez – jak się okazuje – nieco zawodne służby watykańskie.

Ks. Andrzej Draguła

Tekst pochodzi z „Tygodnika Powszechnego”

Zaprenumeruj e-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code