"Tygodnik Powszechny"

Homer i Eucharystia

Homer i Eucharystia

JAN KOZŁOWSKI

Filolog klasyczny nie wchodzi w paradę teologowi, zdarza mu się jednak religijne zdumienie. Oto np. w „Iliadzie” dostrzega zostawiony przez autora (kto wie, czy w tej sytuacji nie natchnionego) trop, dzięki któremu odkryjemy jeszcze jedno piętro tajemnicy, jaką Jezus zostawił uczniom w Wieczerniku.

W „Liście do Kościoła w Efezie” Ignacy z Antiochii, biskup i męczennik z II w., pisze: „łamiąc jeden chleb, który jest lekarstwem zapewniającym nieśmiertelność (phármakon athanasías), i który chroni nas, abyśmy nie umarli, ale żyli na zawsze w Jezusie Chrystusie” (20, 2). Najbliższe odniesienie znajdujemy w Ewangelii Jana (6, 31-59), w której Jezus zestawia eucharystyczny chleb z życiem. O ile wiadomo, żaden ze współczesnych badaczy nie powiązał tego miejsca z pewnym ustępem pisanej w VIII w. p.n.e. „Iliady”, który starożytnym czytelnikom Ignacego mógł przychodzić na myśl. Po tym, jak Afrodyta zostaje zraniona przez Diomedesa „popłynęła nieśmiertelna, boska krew / ichor, która płynie w żyłach nieśmiertelnych bogów / albowiem nie jedzą oni chleba ani nie piją ognistego wina / Dlatego nie mają krwi i nazywani są nieśmiertelnymi (athánatoi)” (5, 339-342).

To sytuacja diametralnie odwrotna: u Ignacego łamany chleb (w kontekście eucharystycznym implicite również i wino) jest lekarstwem przezwyciężającym ludzką śmiertelność, ale dla Homera to niespożywanie przez bogów chleba i wina (a w ich miejsce konsumowanie ambrozji i nektaru) daje im nieśmiertelność.

„Iliada” była dla starożytnych literackim i etycznym punktem odniesienia, ale też inspiracją do refleksji nad związkiem życia ze śmiercią. Ludzie, którzy ją czytali – również w początkach chrześcijaństwa – musieli mieć w głowach podświadomy lęk: spożywanie wina i chleba sprawia, że człowiek przemija. Na jakiej podstawie jednak spożywanie chleba i wina może się wiązać z ludzką śmiertelnością?

Współcześnie także uderza, że podstawowym elementem nastroju „Iliady” jest wszechobecność śmierci. Powtarzające się zwroty: „ciemność ponura go ogarnęła” czy „śmierć, co kończy wszystko, natychmiast go okryła”, przypominają, jaki jest koniec ludzkich zmagań. Najczęściej używane określenie ludzi w tekście to „śmiertelnicy” (thnetoí oraz brotoí), zaś bogowie są przede wszystkim określeni jako „nie-śmiertelni” (athánatoi oraz ámbrotoi). Homer zestawiał je celowo. Najwyraźniej jego zdaniem nieśmiertelność bogów jest w jakimś stopniu proporcjonalna do śmiertelności człowieka. Nie miał co do tego wątpliwości Lukian z Samosat, żyjący w II w. n.e., pisząc dialog „Vitarum auctio”: „Kupiec: Czym są ludzie?

Heraklit: Bogami śmiertelnymi (thnetoí). Kupiec: Czym zaś bogowie? Heraklit: Nieśmiertelnymi (athánatoi) ludźmi”. Istota patosu „Iliady” polega na tym, że jej protagonistami są ludzie, wierni swemu potężnemu élan vital, „napędzają” potęgę śmierci aż do chwili, gdy niczym ścięte toporem thanatosa dęby padają w otchłań Hadesu.

Nie tyle życie kończy się więc tu śmiercią, co śmierć od samego początku jest treścią i istotą życia. Czym w tej perspektywie jest jedzenie, początek wszelkiej ludzkiej aktywności? Mechanizmem paradoksalnie „napędzającym” śmierć, tworzącym jej potęgę. W tej perspektywie żarłoczność bohaterów jawi się jako istotny element owego „śmiertelnie patetycznego” nastroju „Iliady”, każdy syty posiłek wpędza ich wprost do grobu. Z tego też powodu podstawę nieśmiertelności bogów stanowi pokarm, który jest antytezą pokarmu ludzkiego; który – co Homer podkreśla – nie jest „chlebem i winem”.

Czy Ignacy nawiązał do Homera bezpośrednio, tego wykazać nie sposób. Jego czytelnik jednak, wychowany na Homerze, może być w szoku – u biskupa homerycka trucizna, coś, co człowiek musi jeść, ale przez co nigdy nie będzie miał szansy na życie wieczne jak bóstwa, staje się lekarstwem. Co sprawia, że eucharystyczny chleb chroni człowieka przed śmiercią? Czyżby zachodząca na ołtarzu przemiana w ciało Boga miała charakter magiczny, „odrealniający”? Nie, chleb eucharystyczny, mimo że staje się ciałem Boga, wciąż pozostaje chlebem powszednim, „owocem ziemi i pracy rąk ludzkich”, zaś eucharystyczna przemiana wpisuje się w szerszy kontekst nowej relacji między Bogiem a kosmosem i człowiekiem, a w konsekwencji między życiem a śmiercią.

Bóg, aby pojednać ze sobą świat, staje się człowiekiem, wywodzi swe pochodzenie w prostej linii od Adama; całe nauczanie katolickie poszło w tym kierunku, by nie stracić z oczu rzeczywistego wcielenia Syna Bożego. Relację tę można jednak odwrócić. Oto żyjący na początku I w. n.e. w Izraelu człowiek okazuje się wcielonym Bogiem. Jego pokarmem są wino i chleb, przy czym zarzuca mu się nawet żarłoczność i nadmierne spożywanie wina (Mt 11, 19). Przez zmartwychwstanie ten sam Jezus potwierdza, że śmierć „nie mogła nad nim panować” (Dz 2, 24), i że życie „objawiło się” (1 J 1, 2), zaś Jezus zmartwychwstały to ten sam Jezus z krwi i kości (Łk 24, 39), „jedzący i pijący” (Dz 10, 41).

Życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa to droga, którą przejdzie każdy chrześcijanin. Mamy naśladować Jego człowieczeństwo, którego pełnię wyraził Piłat słowami: „Oto człowiek” (J 19, 5), co zaprowadzi nas nie ku śmierci, ale do tego, „byśmy żyli na zawsze w Jezusie Chrystusie”.
To, co pisze Homer, tłumacząc przyczynę nieśmiertelności Afrodyty, niespodziewanie pozwala wniknąć w sens orędzia chrześcijańskiego, wyrażonego przez Ignacego. Święta księga Hellenów, ukazując chleb i wino jako, parafrazując Ignacego, „truciznę śmierci” (phármakon thanátu), pozwala odkryć rewolucyjność znaczenia znajdujących się w centrum chrześcijaństwa eucharystycznych chleba i wina. Spożywając „śmiertelny” pokarm, chrześcijanin zdobywa nieśmiertelne życie.

Chrześcijaństwo nie jest więc wzdychaniem za niedostępną boską kondycją, życie chrześcijanina – inaczej niż w „Iliadzie” – nie jest depresyjnym czekaniem na fatum. Uczeń Jezusa ma uznać, że jest z krwi i kości człowiekiem i jako taki będzie zbawiony, będzie żyć wiecznie. Nie ma sie wyrzekać człowieczeństwa, ale – głęboko wierząc, że w chlebie i winie spotyka żywego Chrystusa – utwierdzać się w nim.

Dr JAN KOZŁOWSKI jest pracownikiem naukowym Instytutu Filologii Klasycznej UW, specjalizuje się w tekstach wczesnochrześcijańskich. Członek zarządu Fundacji Babel, promującej czytanie Biblii w językach oryginalnych.

Tekst pochodzi z „Tygodnika Powszechnego”

„Najnowszy numeru już w kioskach, a w nim:

Mundial 2010
Tworzymy słownik wyrazów irytujących – dopisz się i Ty!
Cudowne lata 80., czyli powrót „Drużyny A”
Prezenty od Boga – rozmowa z rabinem Szalomem Ber Stamblerem
Kłopoty z e-więzieniem
Ks. Adam Boniecki o obchodach beatyfikacyjnych ks. Popiełuszki
Ukraińskie służby szpiegują katolicki uniwersytet?
To idzie młodość… – rozmowa z Jadwigą Staniszkis
Waldemar Kuligowski – kibic, antropolog, o nadchodzących Mistrzostwach Świata Małgorzata Nocuń i Andrzej Brzeziecki w dyskusji o pojednaniu polsko-rosyjskim Powrót Księcia, czyli Czechy po wyborach parlamentarnych
Hiob z Minnesoty, czyli Anita Piotrowska o najnowszym filmie braci Coen
Punkt na mapie – zapiski Andrzeja Stasiuka z podróży
Wielka stabilizacja – czyli co po wyborach?

Dodatki:
Jan Paweł II w Polsce 2010 oraz Dekada IPN”

Zaprenumeruj e-tygodnik!

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code