Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki

Ks. Popiełuszko męczennik

Ks. Popiełuszko męczennik ateistycznego systemu komunistycznego

O. Gabriel Bartoszewski

1.

Wstęp

Opinia publiczna w Polsce i w świecie, z chwilą porwania i śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, 19 października 1984 r., uznała go za męczennika. Sława jego męczeństwa była i jest bezprecedensowa, o czym świadczy m.in. ilość osób odwiedzających grób. Przekroczyła już 18 milionów. Opinia świętości i postulaty wiernych wpłynęły na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, który w archidiecezji warszawskiej był prowadzony drogą męczeństwa w latach 1997-2001. Na etapie rzymskim procesu, po przeprowadzeniu szczegółowego badania w latach 2001-2009, Kościół oficjalnie uznał ks. Jerzego za męczennika.

W moim wystąpieniu chcę skupić się na omówieniu prześladowań i śmierci ks. Jerzego, kapłana i duszpasterza, który stał się ofiarą totalitarnego systemu komunistycznego.

2.

Rosyjskie początki

Najpierw kilka uwag, jak reżim rozprawił się z religią i Kościołem w Rosji po rewolucji październikowej. Społeczeństwo radzieckie zostało poddane systemowi totalitarnemu; wszystkie dziedziny życia publicznego i prywatnego miały być kontrolowane przez państwo. W historii ciągłego zwalczania religii przez państwo sowieckie występowały różne fazy, w zależności od zaistniałych uwarunkowań międzynarodowych i wewnętrznych. Modelowym zarządzeniem w pierwszych latach władzy bolszewików stał się dekret Lenina z 23 stycznia 1918 roku o rozdziale Kościoła od państwa. Po tym akcie ustawodawczym nastąpiła brutalna kampania na rzecz konfiskaty dóbr kościelnych, połączona z nakazami uwięzienia duchownych, a nawet z wyrokami śmierci.

Prześladowcze państwo domagało się, by prześladowany Kościół sam głosił, że jest całkowicie wolny. To żądanie – nieodłączny element nowego rodzaju prześladowań – doskonale je charakteryzuje. Politykę tę można sformułować w postaci trzech prostych twierdzeń, co w rodzaju dialektyki doskonale spójnej, ale też doskonale perwersyjnej wyrażano w następujący sposób:

– religia jest absolutnym złem, które musi zostać raz na zawsze wykorzenione;

– w ZSRR nie ma prześladowań religijnych i nie może ich być;

– prześladowany Kościół ma za zadanie utrzymywać, że prześladowania nie istnieją.

Prześladowania religijne, podjęte przez reżim radziecki, były najcięższe i najbardziej skuteczne w całych dziejach chrześcijaństwa. Nikt w Związku Radzieckim nie został postawiony w stan oskarżenia, ani skazany z powodów religijnych. Chrześcijanie trafiali faktycznie do więzień z racji swej wiary, ale oficjalnie tłumaczono to postępowanie względami nie mającymi nic wspólnego z religią. Najpierw zatrzymywano ich jako „kontrrewolucjonistów”, później wsadzano do więzień za „szkalowanie reżimu”, za „pasożytnictwo”, „nihilizm” itp. Wierzący byli jednak poniekąd „wybranym obszarem” terroru sowieckiego. Według Instytutu Świętego Tichona, liczba chrześcijan prawosławnych zamordowanych za wiarę może sięgać od 500 tysięcy do miliona. Gdy chodzi o stan Kościoła katolickiego, to w 1917 roku pracowało w Rosji 900 zakonników i księży katolickich. W roku 1938 – tylko dwóch. Pod koniec roku 1937 katolicyzm wydawał się całkowicie unicestwiony. W przededniu paktu Ribbentrop-Mołotow w całym ZSRR czynne były tylko dwa kościoły katolickie, w Leningradzie i w Moskwie, obsługiwane przez duchownych obcokrajowców.

Lata trzydzieste XX wieku w ZSRR można określić jako dziesięciolecie „ostatecznego rozwiązania” kwestii wszystkich religii. Siedem milionów bojowników Związku Wojujących Bezbożników, „świeckiego ramienia” organów bezpieczeństwa, przystąpiło w 1932 roku do ataku na religię. W latach 1932-1936 rozpoczęto „pięciolatkę ateizmu”, która miała doprowadzić do końca akcję likwidacji religii. Lata 1937-1938 to okres wielkiego terroru; rozstrzelano wtedy wielu chrześcijan.

W kontekście tej tragicznej sytuacji, jaka zaistniała w ZSRR, Hiszpanii i Meksyku, papież Pius XI zdecydował się opublikować 19 marca 1937 roku encyklikę Divinis Redemptoris (O bezbożnym komunizmie), w której między innymi czytamy: „Oto, Czcigodni Bracia, owa nauka, którą głosi bolszewicki i bezbożny komunizm jakoby nową ewangelię, jakoby ożywczą nowinę zbawienia i odkupienia ludzkości. System to pełen błędów i sofizmatów, sprzeciwiający się tak Objawieniu, jak i zdrowemu rozumowi, niszczący wszelki ład społeczny, podważający jego podwaliny; zapoznający prawdziwe pochodzenie i naturę, i istotny cel państwa, odmawiający w końcu człowiekowi prawa, godności i wolności”.

Obok tych słów papież jeszcze dodaje: „Gdziekolwiek bowiem komunizm zdołał się zagnieździć i dojść do władzy – myślimy tu ze szczególniejszą troską duszpasterską o narodach rzeczpospolitej rosyjskiej i meksykańskiej – tam wszelkimi środkami, jak to sam przyznaje, dążył do tego, aby doszczętnie zniszczyć podstawy religii w sercach ludzi, a zwłaszcza młodzieży. Biskupów i kapłanów wydalał z kraju, skazywał na katorgi, rozstrzeliwał i w nieludzki sposób mordował; świeckich podejrzewanych o obronę religii prześladował i uważał za wrogów, wlókł przez sądy i do wi ęzienia”.

W zakończeniu encykliki papież dodaje: „Zanim jednak encyklikę tę zakończymy, pragniemy jeszcze odezwać się do tych synów Naszych, którzy na swoje nieszczęście albo już się komunizmem zarazili, albo są bliscy zarażenia. Napominamy ich gorąco, aby usłuchali głosu ojca, który ich kocha, a równocześnie modli się żarliwie do Boga, by oświecił ich umysły i wyprowadził ich z drogi pochyłej, wiodącej ku straszliwej zgubie”.

3.

Komunizm w Polsce po drugiej wojnie światowej

Bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej, komuniści polscy byli ostrożni i nie zdecydowali się na prowadzenie otwartej walki z Kościołem. Prześladowania rozpoczynali ostrożnie. Dotknęły one bardziej wiernych kościoła greckokatolickiego. W latach 1945-1947 zdołali doprowadzić do całkowitego zaniku legalnych i autonomicznych struktur politycznych odwołujących się do światopoglądu katolickiego.

Wymowna jest data urodzin Czcigodnego Sł. Bożego ks. Jerzego Popiełuszki – 14 września 1947 roku. Właśnie wczesną jesienią 1947 roku władze komunistyczne w Polsce, przywiezione czołgami ze Związku Sowieckiego, podjęły zdecydowaną walkę z wpływami Kościoła katolickiego. Metody walki też przywieźli ze wschodu, od swych mocodawców. W formach bardzo radykalnych, czy wręcz okrutnych, władze prowadziły ją bez przerwy do 1956 roku. Komuniści dążyli do przejęcia kontroli nad całym życiem publicznym narodu. Kościołowi – jak pisano w materiałach partyjnych – „pozostawiamy żebractwo zakrystyjne i ciemnotę podkościelną”. Cel powyższy podbudowywano stale ideologią, stwierdzając, iż eliminacja wpływów „klerykalnych” służy klasom do tej pory „wyzyskiwanym” i postępowi społecznemu. Środki w tej walce stosowano rozmaite, od prawno-administracyjnych po ukryty i jawny terror, w tym aresztowanie duchownych i świeckich, stosowanie doraźnych sądów, wyroki śmierci, skryte pochówki.

Szczególną rolę odegrał Urząd Bezpieczeństwa. Od początku jego powstania w 1944 roku, zgodnie ze wskazaniami doradców ze Związku Radzieckiego, zajął centralne miejsce w aparacie władzy. Podobnie jak Biuro Polityczne PPR (Polskiej Partii Robotniczej), tak samo resort bezpieczeństwa opanowali komuniści polscy lub Żydzi przybyli ze Związku Radzieckiego. W 1953 roku Urząd Bezpieczeństwa w różnych resortach liczył 321 300 osób. Do tego należy doliczyć wojsko, blisko czterystutysięczną armię. W ten sposób Polska stała się państwem policyjnym, liczącym ponad 600 tys. ludzi pod bronią, przeznaczonych do walki z tzw. opozycją, a więc Kościołem i częściowo ze wsią, gdyż chłopi nie chcieli poddać się kolektywizacji ziemi.

Polityką wyznaniową państwa kierowało Biuro Polityczne i Sekretariat KC PPR (od grudnia 1948 roku Polska Zjednoczona Partia Robotnicza: w skrócie PZPR). Partia miała do dyspozycji administrację kraju, urzędy centralne i terenowe. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, które zostało upolitycznione w 90 proc., de facto było zbrojnym ramieniem partii komunistycznej, a nie państwa. Urzędy Bezpieczeństwa kontrolowały wszystkie dziedziny życia. Od 1949 roku rozpoczęto zakładanie duchownym teczek ewidencyjno-obserwacyjnych i spraw operacyjnych, w tym organizowanie agentury w Kościele. Każdy duchowny, od chwili wstąpienia do seminarium czy zakonu, miał swoją teczkę. W maju 1950 roku powołano Urząd ds. Wyznań, który był widzialnym ramieniem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (czyli V Departamentu) do walki z Kościołem, którą systematycznie prowadzono.

4.

Aresztowania duchownych i procesy pokazowe

W Polsce Ludowej w 1945 roku stworzono zupełnie nowy system wykonania kary więzienia. Pierwszym aktem było podporządkowanie więziennictwa Resortowi Bezpieczeństwa Publicznego, czyli policji politycznej. Stanowiła ona nadrzędny w stosunku do innych człon aparatu represyjnego. Dominowała nad prokuraturą i sądami. Prawo karne również podporządkowano nowemu systemowi politycznemu. Pełniło ono haniebną rolę, pociągając za sobą ofiary i męczeństwo tysięcy osób duchownych i konsekrowanych tylko dlatego, że służyło to zaprogramowanej politycznie walce z Kościołem.

Aresztowań dokonywano na podstawie podejrzeń lub z góry przyjętych założeń, później na podstawie decyzji zwierzchnika, z reguły bez wymaganej decyzji prokuratora. Śledztwo prowadzone było pod z góry założoną tezę, że podejrzany jest winien: jest wrogiem klasowym i agentem imperializmu lub kolaborował z Niemcami w czasie wojny.

Aresztowania duchownych nastąpiły już w 1945 roku. Oprócz zarzutu podżegania do wojny, nagminnie oskarżano o deprawację moralną młodzieży, próby obalenia ustroju, szpiegostwo na rzecz obcego wywiadu itp. Na podstawie dokumentów MSW (Ministerstwa Spraw Wewnętrznych), „naukowo” ustalono, że „do rejestru wrogów ludu wciągnięto całe duchowieństwo polskie, uznając je za niebezpieczne dla nowego ustroju”.

Tym samym stworzono system, w którym fakt zatrzymania obywatela rozstrzygał o jego losie. Po zatrzymaniu przez służby bezpieczeństwa, dalsze etapy wymiaru sprawiedliwości były zwykłą formalnością, osoby sędziów i ferowane przez nich wyroki stanowiły przedmiot manipulacji.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt aresztowania 20 stycznia 1951 roku biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka i kilkoro jego współpracowników. Kolejnym aktem bezprawia było usunięcie pięciu administratorów apostolskich z diecezji na Ziemiach Zachodnich i na Śląsku, co nastąpiło 26 stycznia 1951 roku. Zostali oni internowani. Na ich miejsca władze komunistyczne wyznaczyły uległych sobie tzw. „księży patriotów”.

Śledztwo biskupa Czesława Kaczmarka trwało dwa i pół roku, w tym czasie był bardzo torturowany. Wobec tego Stefan Wyszyński, Prymas Polski, w dniu 20 lipca 1953 roku skierował pismo do Przewodniczącego Rady Państwa, prosząc o uwolnienie go. Pismo nie odniosło skutku. We wrześniu 1953 roku urządzono specjalnie przygotowany pokazowy proces, szeroko nagłośniony w prasie, po którym skazano go na 12 lat więzienia i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich. Takich procesów było znacznie więcej. Po skazaniu biskupa Czesława Kaczmarka, biskupi polscy 24 września 1953 roku wysłali list do Rady Ministrów, odpierając zarzuty, jakimi obrzucano biskupa podczas procesu.

Z kolei nocą 25 września 1953 roku Stefan kard. Wyszyński, Prymas Polski, bezprawnie został aresztowany i osadzony – jak perfidnie tłumaczono – „w odosobnieniu klasztornym”, a faktycznie w więzieniu. Od pierwszej chwili pozbawiony był jakiegokolwiek kontaktu z otoczeniem zewnętrznym, nawet z własnym ojcem staruszkiem.

W dniu 8 grudnia 1953 roku w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych opracowano „Plan wstępnego śledztwa przeciwko Stefanowi Wyszyńskiemu”, zatwierdzony przez Stanisława Radkiewicza, ministra Bezpieczeństwa Publicznego. Oto ważniejsze cytaty z tego pisma: „Cel wstępnego śledztwa: a) doprowadzić, by Wyszyński zrozumiał, że władze dysponują przeciwko niemu poważnymi materiałami obciążającymi, że musi się z tym liczyć i przyjąć odpowiednią postawę – jeśli nie chce być potraktowany jako zwykły przestępca, pozostający na obcych usługach; […] b) Czy wobec tego głoszenie przez was, że wrogami Narodu Polskiego są Związek Radziecki i kierownicy Państwa Polskiego, którzy prowadzą politykę przyjaźni ze Związkiem Radzieckim – jest oszczerstwem przeciwko państwu? (Może tu odpowiedzieć tylko twierdząco, albo odpowiedzieć, że podtrzymuje wypowiedziane wówczas twierdzenie. I w jednym, i w drugim wypadku odpowiedź na to pytanie będzie dla niego bardzo niekorzystna)”.

5

Sytuacja Kościoła katolickiego po 1956 roku

Wprawdzie po 1956 roku doradcy radzieccy teoretycznie opuścili Polskę, jednak utrwalony system represji według modelu radzieckiego trwał nadal. Wyraził się on w restrykcjach, które spadły na Kościół w okresie rządów Gomułki, a szczególnie w latach 1958-1966. Represje świadczyły o świadomej polityce władz, sięgających po doświadczenia, instrumenty nacisku i terroru sprzed 1956 roku.

Z biegiem czasu rozbudowywano komórki Służby Bezpieczeństwa do walki z Kościołem. 15 czerwca 1962 utworzono Departament IV, przeznaczony do walki z Kościołem, jako jednostkę samodzielną. Miał on następujące wydziały: I – kler świecki i zakony, II – stowarzyszenia katolickie, III – Kościoły i związki wyznaniowe nierzymskokatolickie. Następnie w 1963 roku powołano Wydział IV, zajmujący się analizą i informacją kościelną. W 1971 roku powstał Wydział V któremu podlegały wyłącznie zakony. Wszystkie wydziały miały szczegółowo opracowane regulaminy. Jeden z punktów brzmiał: „Działalność hierarchii kościelnej rzymskokatolickiej, kleru, zakonów i świeckich stowarzyszeń katolickich ma charakter polityczno-ideologiczny i społeczny. Niektóre przejawy tej działalności są wrogie i sprzeczne z obowiązującym prawem PRL. Działalność hierarchii kościelnej powoduje wytwarzanie nastrojów zaognienia, a nawet naruszania porządku i bezpieczeństwa publicznego”.

Na pierwszym miejscu stawiano tzw. osobowe źródła informacji (agenci), nazywane oficjalnie tajnymi współpracownikami, werbowanymi wśród duchowieństwa i działaczy świeckich stowarzyszeń katolickich. Według regulaminu agenci SB winni się znaleźć we wszystkich ważniejszych ogniwach koncepcyjno-organizacyjnych i wykonawczych Kościoła, zakonów i stowarzyszeń świeckich. Ich zadaniem było wyprzedzające i bieżące dostarczanie wiadomości.

Na drugim miejscu stawiano techniczne środki operacyjne, czyli podsłuchy (pokojowe i telefoniczne), podglądy oraz kontrolę korespondencji. Technikę operacyjną stosowano na obiektach stałych w stosunku do osób spełniających funkcje kierownicze (Prymas Polski, dom Nuncjatury Apostolskiej, biskupi, prowincjałowie i inne ważniejsze osoby). W zasadzie wszystkie telefony osób duchownych krócej lub dłużej (a niektóre na stałe, np. w kuriach biskupich) były na podsłuchu SB.

Trzecim źródłem informacji były tzw. kontakty obywatelskie, uzyskiwane w drodze rozmów funkcjonariuszy SB z pracownikami różnych instytucji, zwłaszcza osobami sprawującymi kierownicze funkcje.

W latach 1970-1976 liczba agentury systematycznie rosła. Według wstępnych danych w 1972 roku Biuro „C” MSW zarejestrowało 18 tysięcy tajnych współpracowników (TW), a w 1974 roku było ich 22 tysiące. W 1977 roku liczba TW wzrosła do 30 tysięcy.

Mimo oficjalnych oświadczeń czynników rządowych i partyjnych o woli „pełnego porozumienia” z Kościołem katolickim po powstaniu ruchu „Solidarności”, władze nie rezygnowały z jego dalszego rozpracowywania. Minister Spraw Wewnętrznych, gen. Czesław Kiszczak, 30 listopada 1984 roku wydał zarządzenie ściśle tajne, wprowadzające unowocześnione metody działania Departamentu IV, którego zadaniem, tak w centrali, jak i w terenie było: „Rozpracowanie, przeciwdziałanie i zwalczanie wrogiej i szkodliwej antypaństwowej działalności politycznej, społeczno-ideologicznej, podejmowanej bądź inspirowanej przez hierarchię i kler Kościoła rzymsko-katolickiego, Kościoła i związki wyznaniowe nie rzymsko-katolickie oraz członków i działaczy stowarzyszeń katolików świeckich”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego, ateistyczny system komunistyczny nie osłabł, ale przybierał różne – zależne od sytuacji – formy. Wystarczy przytoczyć tu dwie wypowiedzi gen. W. Jaruzelskiego podczas przemówienia do Komitetu Centralnego PZPR w październiku 1986 roku: „Zwracam waszą uwagę z całą konsekwencją, by udoskonalać metody działania: karać i nagradzać, aby jasno pokazywać to, co Kościołowi wypada, a co nie wypada”. Natomiast w kwietniu 1987 roku podczas posiedzenia Sekretariatu KC PZPR dodał: „Towarzysze, nasza partia straciła animusz (spakowała manatki) nie tylko z racji kryzysu, ale z racji religijnych (…). Nie można być komunistą i jednocześnie wygrzewać ławki w kościele. Ale sprawy tak wyglądają, że należy wziąć sobie do serca pokój, czynić wszystko, co możliwe, aby dokonać zmian, ale jest to proces długi i trudny”.

Taki był kontekst, w którym Sł. Boży żył i wypełniał swoją posługę duszpasterską.

6.

Prześladowanie księdza Jerzego

Działalność duszpasterską ks. Jerzego władze komunistyczne systematycznie śledziły, a kazania podsłuchiwały i nagrywały. Potem je przepisywano i studiowano. Ich treści bezpodstawnie uznano za antyrządowe i burzące ustalony porządek socjalistyczny. Pociągnęło to za sobą szereg pism Urzędu do Spraw Wyznań kierowanych do Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, by ograniczono aktywność duszpasterską ks. Jerzego. Zarzucano mu organizowanie manifestacji politycznych, które rzekomo miały zagrażać ładowi i bezpieczeństwu społecznemu. Od 13 listopada 1982 rozpoczęto systematyczne nękanie ks. Jerzego w najrozmaitszy sposób. Jedną z form było wysyłanie w drogę agentów, którzy śledzili wyjazdy ks. Jerzego. Dokonywano dokuczliwych kontroli drogowych, godzinami przetrzymywano na trasie. Agenci służbowo czekali na jego powrót. W Zapiskach czytamy: „Z Kielc wracałem pod opieką 3 panów i 1 pani w brązowym fiacie. Czynili to w sposób prymitywny. Po powrocie do Warszawy dowiedziałem się, że miałem wezwanie na prokuraturę, ale siostry nie przyjęły”. Inne świadectwo: „30 VIII 1983 jechałem wygłosić kazanie w Gdyni u ks. Jastaka na prośbę Ani Walentynowicz. Jechałem w towarzystwie ks. Bogdana (Liniewskiego), który wrócił z Afryki i Waldka Ch(rostowskiego), który wiele mi pomaga i ochrania. Przed Łomiankami zatrzymały nas 3 radiowozy MO i 2 SBeckie. Oczywiście chodziło o mnie. Trzymali 8 godzin, a Waldka na Żytniej 50 godzin”.

Urząd do Spraw Wyznań, oprócz Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, ciągle atakował Sekretariat Konferencji Episkopatu, by ograniczył działalność ks. Jerzego. W dniu 22 września 1983 wiceprokurator Anna Jackowska postanowiła wszcząć śledztwo w sprawie „nadużywania wolności sumienia i wyznania na szkodę PRL” przez ks. Jerzego Popiełuszkę. Rozpoczęły się jego nękania wezwaniami na przesłuchania. Pierwsze odbyło się 12 grudnia 1983 roku – odczytano też wtedy ks. Jerzemu decyzję o wszczęciu śledztwa. W zakończeniu uzasadnienia napisano: „Długotrwałość przestępczego działania, w świetle przytoczonych wyżej, ustalonych niewątpliwie faktów, pozwala stwierdzić, iż Popiełuszko nadużywając wolności sumienia i wyznania oraz swobody działania Kościoła rzymsko-katolickiego w Polsce, uczynił z obiektu kultu religijnego miejsce szkodliwej dla interesów PRL propagandy antypaństwowej”.

Po trzech godzinach przesłuchania, pani prokurator zarządziła rewizję w mieszkaniu ks. Jerzego, o czym on sam tak pisze: „Nie ulega wątpliwości, że w czasie przesłuchania panowie z SB weszli do mieszkania i wnieśli tam obciążające mnie materiały. Na rewizję jechałem spokojny, bo nie miałem tam nawet ulotki sprzed stanu wojennego. Jakież było zaskoczenie, gdy jeden z 4 oficerów śledczych (w obecności prokuratora, Waldka i mojej) przez 3 minuty nawyciągał stos obciążających materiałów. Było tam ponad 15 tysięcy egzemplarzy nielegalnych pism. Gryps w języku francuskim, 60 egzemplarzy 14-stronicowego sprawozdania ks. Małkowskiego ze spotkania z ks. Prymasem, rzekomo wysłane do mnie z listem od Giedroycia z Paryża, 36 naboi do pistoletu maszynowego, trotyl, dynamit z zapalnikiem i przewodem elektrycznym do detonacji, 4 duże gazy łzawiące, 60 matryc zagranicznych, 5 tub farby drukarskiej. Pan jednak dał siłę. Przyjąłem to spokojnie. Zacząłem się śmiać i powiedziałem «Panowie, przesadziliście». Do protokołu, który pisał por. Chyłkiewicz, dałem adnotację: «Zwracam uwagę na fakt, że jeden z oficerów po wejściu do mieszkania kierował kroki bezpośrednio w miejsc, z których wyciągał obciążające mnie materiały, jakby wiedział, że one tam są». Trzej inni oficerowie przeglądali delikatnie książki. Widać było, że tylko jeden był wtajemniczony. Później dowiedziałem się, że naprzeciwko, od paru miesięcy, zamieszkał esbek z dziennika TV. To wszystko musiało być u niego przygotowane. Innej możliwości nie widzę. Przyjechała telewizja, pootwierano wszystkie szafki i lodówkę, aby sfilmować”.

Na tym sprawa się nie skończyła. Ksiądz Jerzy został aresztowany, gdzie przeszedł upokorzenia, o czym dalej pisze w Zapiskach: „O godz. 20.00 byłem w pałacu Mostowskich. W celi nr 6 kazano mi rozebrać się do naga. Milicjant przeprowadzający rewizję (nie miał więcej jak 20 lat), złapał się za głowę i powiedział: «że też to na mnie musiało przypaść». Następnie zaprowadzono mnie do celi nr 23. Tam było 5 ludzi (podejrzanych o zabójstwo żony i wrzucenie do Wisły, współudział w morderstwie w Grodzisku Mazowieckim, zabicie 4 ludzi lokomotywą, nadużycia gospodarcze i jeden konfident). Dostałem materac i 2 liche koce i położyłem się na podłodze. Współtowarzysze celi odnosili się do mnie z życzliwością, obsługa mundurowych MO również. […] 13 XII o godz. 14.00 zrobiono mi fotografię w trzech pozycjach. O 18.00 wezwano do prokuratora. W dużej sali konferencyjnej zastałem prokuratora (z przeszukania), mec. Wende i 2 śledczych. Przedstawiono mi zarzuty po przeszukaniu. Artykuły opiewające w sumie na 21 lat pozbawienia wolności + 10 lat z art. 194. Do aktu oskarżenia dodałem swoje oświadczenie: «Fakt znalezienia się w moim mieszkaniu, w niewiadomy mi sposób, materiałów obciążających, uważam za prowokację w stosunku do społeczeństwa w celu wzniecenia niepokoju społecznego, wykorzystując w tym celu moją osobę, która od pewnego czasu przestała być osobą prywatną». […] O 21.45 byłem wolny. Czy wolny?!!”. Od 12 grudnia 1983 roku do 26 czerwca 1984 roku ks. Jerzy był wzywany aż 16 razy na przesłuchanie przez milicję i Służbę Bezpieczeństwa.

W dniu 12 lipca 1984 roku prokurator mgr Anna Jackowska wniosła akt oskarżenia przeciwko ks. Jerzemu Popiełuszce. Na podstawie zebranych w śledztwie dowodów określono, że przestępstwa dopuścił się w okresie od 1982 roku do końca czerwca 1984 roku w Warszawie, Gdańsku, Częstochowie i innych jeszcze miejscowościach. Stwierdziła, że w wygłaszanych publicznie kazaniach na terenie Warszawy, Gdańska i Częstochowy w okresie od 29 sierpnia 1982 roku do 13 września 1983 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko kształtował w słuchających go wiernych prze­konanie, że władze państwowe są antydemokratyczne, dławią wszelkie wolnościowe dążenia, których wyrazicielem była NSZZ „Solidarność” i jej czołowi działacze, a także kwestionował suwerenność Polski i propagował antyradzieckie postawy polityczne. Przygotowywano więc formalny proces. Jednak w dniu 24 sierpnia 1984 roku Sąd Rejonowy w Warszawie umorzył postępowanie karne wobec Jerzego Popiełuszki na podstawie art. 2 ustawy o amnestii z dnia 21 lipca 1984 roku.

Główną rolę w próbie zniesławienia w oczach społeczeństwa miał odegrać artykuł pod tytułem Garsoniera obywatela Popiełuszki podpisany nazwiskiem Michała Ostrowskiego i opublikowany w „Exspressie Wieczornym” 27 grudnia 1983 roku, a następnie przedrukowany przez gazety terenowe i odczytany w Polskim Radio. Autor kpił z osoby bohatera swego artykułu, jak i z tych, którzy ufają jego prawdomówności. Starał się dowieść, że jest to postać tajemnicza, uwikłana w krętactwa, uprawiane nie tylko wobec władz państwowych, lecz także kościelnych przełożonych. Ks. Popiełuszko zaprotestował w liście z 2 stycznia 1984 roku, skierowanym do Sekretarza Episkopatu, abp. Bronisława Dąbrowskiego.

We wrześniu 1984 roku ks. Jerzy Popiełuszko zaatakowany został nawet w radzieckim dzienniku „Izwiestia”. Jego warszawski korespondent pisał o prowokacjach antyradzieckich i o tym, że ks. Popiełuszko ściśle współpracuje z zajadłymi kontrrewolucjonistami.

W akcje prześladowania ks. Jerzego włączył się rzecznik rządu, Jerzy Urban, który wielokrotnie zniesławiał go podczas konferencji prasowych, nadawanych przez telewizję w godzinach największej oglądalności. Włożył on wiele wysiłku w to, by wokół ks. Jerzego stworzyć atmosferę nienawiści. W miesiąc przed śmiercią ks. Popiełuszki, Jerzy Urban opublikował szeroko rozpowszechniony artykuł pt. Seanse nienawiści. Nie oszczędzał ks. Jerzemu epitetów, nazywając go „natchnionym politycznie fanatykiem, Savonarolą antykomunizmu, organizatorem sesji politycznej wścieklizny i magikiem politycznym”.

We wrześniu 1984 roku podczas narady w Stołecznym Urzędzie Spraw Wewnętrznych, w której uczestniczyli: Leszek Wolski, Grzegorz Piotrowski i Adam Pietruszka, uznano, że należy podjąć „zdecydowane działania” wobec szczególnie aktywnych kapłanów. Z inicjatywy G. Piotrowskiego, na pierwszym miejscu umieszczono ks. Popiełuszkę. Rozważano m.in. możliwość wyrzucenia go z pociągu i – od tego czasu systematyczne – ks. Jerzego śledzono. G. Piotrowski do akcji zwerbował por. Waldemara Chmielewskiego i por. Leszka Pękalę. W dniu 13 października 1984 roku wymienieni funkcjonariusze udali się za ks. Popiełuszko do Gdańska, gdzie w kościele św. Brygidy spełniał posługę duszpasterską. Zabrali ze sobą przedmioty mogące pomóc w popełnieniu zbrodni. W drodze powrotnej ks. Popiełuszki, w miejscowości Olsztynek, Grzegorz Piotrowski zamierzał rzucić kamieniem w szybę jego wozu, by spowodować wypadek. Gdyby pasażerowie samochodu doznali obrażeń lub ponieśli śmierć, samochód zostałby oblany benzyną i podpalony. Jeśliby ocaleli uprowadzono by ich, zabito, a zwłoki zakopano. Dzięki przytomności kierowcy, Waldemara Chrostowskiego, zamach się nie udał. Fakt ten zamieszczono w akcie oskarżenia w procesie toruńskim. Prokurator uznał, że był to formalny zamach na życie ks. Jerzego.

7.

Śmierć księdza Jerzego Popiełuszki

Niepowodzenie pierwszego przedsięwzięcia względem ks. Jerzego Popiełuszki skłoniło G. Piotrowskiego, W. Chmielewskiego i L. Pękalę do kolejnego zamachu, który przygotowali bardzo precyzyjnie. Mówią o tym narzędzia i sprzęty, jakie zgromadzili, wybierając się do Bydgoszczy 19 października 1984 roku.

Na podstawie akt procesu toruńskiego udało się ustalić ich listę. Były to:

1) Alkohol potrzebny do ewentualnej kompromitacji ks. Jerzego.

2) Benzyna (20 litrów na zamach pod Gdańskiem, 5 litrów na 19 października), by ewentualnie oblać ofiarę.

3) Broń służbowa w postaci pistoletów P-64, użyta dla zastraszenia Chrostowskiego i księdza Jerzego, aby się nie opierali wejść do samochodu porywaczy.

4) Czapki „kominiarki” maskujące twarze, użyte podczas nieudanego zamachu 13 października (mieli je ze sobą także 19 października, ale nie użyli ze względu na inną taktykę działania).

5) Dokumenty urlopowe, które gwarantowały zabójcom urlop na okres przygotowania zamachu; legitymacja funkcjonariusza policji wystawiona przez Zarząd Centralny na nazwisko Grzegorza Piotrowskiego.

6) Przepustka typu „W” umożliwiająca uniknięcie kontroli drogowej (sprawcy traktowali ją jako konieczny środek realizacji przestępstwa).

7) Zezwolenie na wyjazd – dokument, na podstawie którego pobiera się benzynę i karnistry (Wypełnił Grzegorz Piotrowski – zamiast miejsca wyjazdu wpisał „teren kraju”. Zezwolenie podpisał pod swoją pieczątką Adam Pietruszka. Po uprowadzeniu i morderstwie ks. Jerzego, dokument ten został sfałszowany. Okoliczności fałszerstwa nie zostały dokładnie wyjaśnione).

8) Eter, który miał 13 października pomóc wprowadzić ofiarę do samochodu. Do Bydgoszczy eteru nie zabrano.

9) Nóż harcerski.

10) Ręcznik, z którego miał być przygotowany knebel czy kneble dla ks. Jerzego.

11) Gaza do kneblowania ust ofiary.

12) Dwa worki z juty, które miały służyć do włożenia ofiary, jak też sznurek do zawiązania.

13) Kamienie w torbie, ok. 50 kilogramów. Jednego z nich użył G. Piotrowski podczas zamachu 13 października pod Olsztynkiem. Część pozostałych posłużyła zabójcom do obciążenia ciała ks. Jerzego przed wrzuceniem do Wisły.

14) Kajdanki, którymi został skuty Waldemar Chrostowski (było ich chyba kilka sztuk).

15) Pałki przygotowane już na 13 października – 3 sztuki długości 120 cm, szerokości 3-5 cm. Na akcję 19 października przygotowano dwie inne, długości 55 cm, których funkcjonariusze zamierzali użyć do bicia i ogłuszenia ks. Jerzego. Wcześniej zostały owinięte w szmaty i owiązane sznurkiem.

16) Klej – służył do przyklejania liter i cyfr ba tablicach rejestracyjnych samochodu.

17) Kłódka z kluczem i drut po umieszczeniu ks. Jerzego w bunkrze w Kazuniu Polskim. Potem okazało się, że kłódka jest zbędna.

18) Latarki, zakupione dla każdego zabójcy, którymi posługiwano się w czasie akcji oraz czwarta – z czerwoną przesłoną, zabrana z domu.

19) Sznurki dla unieszkodliwienia ofiary.

20) Lizak policyjny do zatrzymania samochodu ks. Jerzego.

21) Lornetka do obserwacji.

22) Dwie łopatki do ewentualnego zakopania ciał.

23) Magnetofon – miał służyć nagraniu informacji „wydobytych” od ks. Popiełuszki w bunkrze w Kazuniu.

24) Pieniądze na zakup przedmiotów, które były wykładane z funduszy służbowych, do rozliczenia.

25) Pętla samodławiąca przy poruszeniu nóg.

26) Nadajniki: jeden do porozumiewania się na krótki dystans w czasie zamachu 13 października i dwa inne – na dłuższy dystans, na 19 października.

27) Trzy pary rękawic – by nie zostawiać śladów linii papilarnych.

28) Samochody typu Fiat 125p, należące do Ministerstwa, z tablicami zmienianymi w zależności od sytuacji.

29) Skarpetki wypełnione piaskiem – miały służyć do ogłuszenia księdza i kierowcy.

30) Tablice rejestracyjne, ukradzione w nocy 13 października 1984 w Warszawie z samochodu osobowego marki Fiat 126p, numer rejestracyjny „CZK 3240”, należącego do Marka Matusiaka, ale używanego przez kogo innego (tablicami rejestracyjnymi samochodu manipulowano zarówno 13 października 1984 roku, jak i 19 października 1984 roku.

31) Ubrania na zmianę dla agentów, by uniknąć rozpoznania.

32) Dwa wielkie worki turystyczne. Jeden wypełniony kamieniami, wyłowionymi wraz z ks. Popiełuszką z Zalewu Wiślanego; drugi, wydobyty z Jeziorka Czerniakowskiego, też obciążony kamieniami i wypełniony narzędziami przestępstwa oraz osobistą garderobą sprawców, która mogła naprowadzić na ich ślad.

33) Pieniądze z Ministerstwa na wydatki nieokreślone, bez obowiązku rozliczania się. Służyły do nabycia potrzebnych do zamachu materiałów i pokrycia kosztów podróży (ale też, 13 października, luksusowego obiadu w gdańskim „Grand Hotelu”). Według kalkulacji przeprowadzonej podczas procesu w Toruniu, wydatki wszystkich porywaczy – w ciągu dwóch dni akcji – wyliczone zostały na 25 tys. zł, co odpowiadało dwumiesięcznej pensji wysokiego urzędnika państwowego w Polsce.

W dniu 19 października 1984 roku w godzinach wieczornych ks. Jerzy Popiełuszko w kościele Pięciu Braci Męczenników w Bydgoszczy odmówił Różaniec i odprawił Mszę świętą. Podczas drogi powrotnej do Warszawy, pod pozorem kontroli drogowej, został zatrzymany, porwany i zamordowany, a ciało wrzucono do Wisły.

Prześledźmy losy ks. Jerzego w ciągu kilku kolejnych godzin, poprzedzających zbrodnię, aby bliżej zapoznać się z jego męczeństwem. Ostatnie chwile jego życia poznać możemy jedynie na podstawie akt procesu toruńskiego, zwłaszcza aktu prokuratorskiego oskarżenia i wyroku skazującego morderców na wysokie kary.

„Po godz. 21-ej do samochodu wsiadł ks. J. Popiełuszko z kierowcą Waldemarem Chrostowskim. Wówczas postanowili (grupa G. Piotrowskiego – red.) zatrzymać samochód pod pozorem kontroli drogowej. (…) Po obezwładnieniu Chrostowskiego (…), G. Piotrowski, zabierając ze sobą jedną z drewnianych pałek obwiązanych częścią koszuli, wysiadł oraz polecił ks. J. Popiełuszce wysiąść (…) i polecił, aby zajął miejsce na tylnym siedzeniu. Wobec kategorycznej odmowy, G. Piotrowski szarpnął silnie J. Popiełuszkę, który zatoczył się i wtedy uderzył go kilkakrotnie trzymaną w reku pałką w okolice głowy i karku, czym spowodował upadek ks. J. Popiełuszki na asfalt szosy i utratę przez niego przytomności. Następnie G. Piotrowski i W. Chmielewski zakneblowali J. Popiełuszce usta gazą i skrępowali sznurkiem ręce. (…) L. Pękala z wnętrza samochodu specjalną dźwignią otworzył bagażnik, do którego szybko włożyli nieprzytomnego J. Popiełuszkę i zamknęli pokrywę, (…) a L. Pękala szybko ruszył w kierunku Torunia. (…) W czasie dalszej drogi L. Pękala nadal stwierdził, że samochód nie jest w pełni sprawny, a równocześnie G. Piotrowski i W. Chmielewski, siedzący na tylnym siedzeniu zaobserwowali, że pokrywa bagażnika jest wyginana przez ks. Popiełuszkę, który odzyskał przytomność i chciał się uwolnić. W tej sytuacji w Toruniu L. Pękala, na polecenie G. Piotrowskiego, zjechał z trasy na asfaltowy parking w pobliżu hotelu „Kosmos”. W czasie postoju zamierzali także dokonać zmiany tablic rejestracyjnych. W tym celu L. Pękala otworzył dźwignią bagażnik i wtedy ks. J. Popiełuszko, który w drodze oswobodził się z więzów i knebla, wyskoczył z bagażnika i zaczął uciekać, wzywając pomocy. Pobiegł za nim G. Piotrowski, dogonił, zaczął bić pałką i pięściami po głowie i karku, by doprowadzić go ponownie do stanu nieprzytomności. Wtedy L. Pękala zakneblował ks. J. Popiełuszce usta, a następnie skrępował mu sznurem ręce i nogi. Ręce związał mu z tyłu w nadgarstkach. W tym czasie Chmielewski wymienił tablice rejestracyjne samochodu na nr 60-31 oraz wlew oleju, z którego wypadł korek, zatkał szmatą. Ponownie G. Piotrowski i L. Pękala umieścili nieprzytomnego J. Popiełuszkę w bagażniku, zamknęli pokrywę i ruszyli w dalszą drogę. W Toruniu przejechali most na Wiśle i skierowali się w stronę Włocławka. Wyjeżdżając z Torunia, zatrzymali się w odległości ok. 80 m od stacji benzynowej, gdzie Piotrowski zakupił olej u pracownika stacji benzynowej.

Ponieważ w tym czasie J. Popiełuszko ponownie odzyskał przytomność i próbował uwolnić się, W. Chmielewski L. Pękala siadali na pokrywie bagażnika, aby uniemożliwić jej wyważenie. Po powrocie G. Piotrowskiego i uzupełnieniu oleju, ruszyli dalej w kierunku Włocławka. Po odjechaniu kilkuset metrów od stacji benzynowej, zajechali w przydrożne krzaki i po otwarciu bagażnika G. Piotrowski wyciągnął Popiełuszkę, położył na rozłożonej na trawie przez L. Pękalę narzucie oraz bił go pałką drewnianą. Następnie L. Pękala i W. Chmielewski włożyli J. Popiełuszce do ust knebel z kawałka ręcznika, który przewiązali sznurkiem, poprawili więzy i ponownie włożyli nieprzytomnego J. Popiełuszkę do bagażnika, przykrywając narzutą. Dodać należy, że przed pozbawieniem J. Popiełuszki przytomności, G. Piotrowski groził mu, że jeżeli nie będzie leżał spokojnie, to zastrzeli go z pistoletu.

Jadąc dalej w kierunku Włocławka zauważyli, że J. Popiełuszko znowu wygina pokrywę bagażnika, usiłując wydostać się. Na polecenie G. Piotrowskiego, L. Pękala skręcił w boczną leśną drogę i zatrzymał się w miejscu oddalonym od szosy oraz niewidocznym. Wspólnie wyjęli J, Popiełuszkę z bagażnika i położyli na ziemi, po czym G. Piotrowski kilkakrotnie uderzył go pałką po głowie. Następnie L. Pękala i W. Chmielewski na knebel w ustach założyli gazę, przy czym L. Pękala plastrem o szerokości 5 cm zakleił usta, owijając ten plaster dwukrotnie dookoła głowy. Poprawili J. Popiełuszce więzy na rękach. Sznurem przywiązali mu do nóg worek z kamieniami wagi 10,6 kg. Nogi podkurczyli do tyłu i założyli na szyję pętlę ze sznura, której końce przywiązali do nóg. Taki sposób założenia pętli powodował, że przy próbie wyprostowania nóg pętla zaciskała się na szyi i ofiara się dusiła. Po włożeniu ks. J. Popiełuszki do bagażnika, ofiara była trwale unieruchomiona. W czasie jazdy uzgadniano sposób dalszego postępowania, albowiem ucieczka W. Chrostowskiego była nieprzewidzianą przez sprawców okolicznością. (…) Dojechali mniej więcej do połowy tamy i zatrzymali się. Wszyscy trzej wyjęli J. Popiełuszkę z bagażnika i wrzucili go przez barierę do wody między 4 i 5 filarem zapory. W tym miejscu głębokość wody wynosi 4,18 m, a odległość od korony tamy do lustra wody – 16,5 m”.

Taki był finał, według oficjalnych akt procesu, życia i aktywnej posługi religijnej i patriotycznej ks. Jerzego Popiełuszki. Niewyjaśnioną do końca sprawą jest bezpośrednia przyczyna jego śmierci. Specjaliści z zakresu medycyny sądowej podczas Procesu Toruńskiego stwierdzili bowiem w swojej opinii, że jednoznacznie „…biegli nadal nie mogą się wypowiedzieć, czy ks. J. Popiełuszko przeżył stan głębokiego niedotlenienia w drodze do tamy we Włocławku i na granicy życia i śmierci został wrzucony do wody, czy też śmierć nastąpiła już w drodze, a do wody wrzucono zwłoki. Biegli nie mają żadnej podstawy do przyjęcia, ażeby śmierć ks. J. Popiełuszki nastąpiła z powodu utopienia”.

Podobnie w sentencji wyroku I Instancji w Toruniu z 7 lutego 1985 roku czytamy: „Z całym naciskiem należy podkreślić, że w momencie, gdy zapadła decyzja o wrzuceniu księdza Popiełuszki do Wisły, żył on jeszcze, a więc oskarżony G. Piotrowski w tym momencie wydał na niego wyrok śmierci, który następnie wszyscy oskarżeni wykonali wspólnymi siłami”.

Męczeńska śmierć nadeszła po wielu miesiącach udręczenia przez oficjalnych przedstawicieli władzy za bezkompromisową posługę kapłańską.

Wyżej cytowany wyrok, oceniając zabójców, mówi: „Wszystkie te okoliczności dowodzą, że śmierć księdza Jerzego Popiełuszki została przez oskarżonych zaplanowana jeszcze przed 13 października 1984 r., a w dniu 13 października przystąpiono do wykonania podjętego zamiaru zabójstwa. Ten sam zamiar zrealizowali oni wobec księdza Jerzego Popiełuszki w dniu 19 października 1984 r., gdyby jednak i w tym dniu nie powiodła się jego realizacja, już w dniu 21 października 1984 r. ponownie przystąpiliby oni do realizacji swojego planu, to jest dokonania zabójstwa”. Idąc za tokiem powyższego wywodu w tym momencie można uczuć refleksję. Jak wielkie cierpienia fizyczne i duchowe przeżywał porwany ks. Jerzy, świadczy fakt, że raz po raz odzyskiwał świadomość i próbował się uwolnić. Jednocześnie należy uświadomić sobie, jak wielką nienawiścią pałali zabójcy do swej ofiary, i w imię czego? Odpowiedź jest prosta. Byli oni produktem komunistycznego systemu ateistycznego, pozbawieni zwykłej ludzkiej wrażliwości. Dla obrony ideologii i systemu komunistycznego, z nienawiści do kapłana, który odważnie reprezentował wartości chrześcijańskie, posunęli się do jego niecnego zabójstwa.

9.

Zakończenie

Udokumentowane męczeństwo w Positio super martyrio, przygotowane przez postulatora sprawy ks. dr. Tomasza Kaczmarka, obejmuje 1157 stron druku. Cały proces i jego wymieniona dokumentacja miała dać odpowiedź na postawioną wątpliwość: Czy pewną jest rzeczą że, jak się twierdzi, ks. Jerzy Popiełuszko poniósł śmierć męczeńską za wiarę?

Księga ta stała się podstawą studiów 8 konsultorów teologów i generalnego promotora wiary. Każdy konsultor przygotował pisemną opinię, wyrażając swoje zdanie, czy jest za czy przeciw orzeczeniu męczeństwa.

Pozwolę sobie przytoczyć opinię ósmego konsultora, która brzmi: „Lektura i studium Positio oraz wszystkich dokumentów dogłębnie mnie poruszyły. Bogu, Sprawcy przedziwnych dzieł w swoich Świętych, mówię wielkie dzięki. Szczerze i z poczuciem pełnej odpowiedzialności wyrażam moją ocenę pozytywną o prawdziwości Męczeństwa Sługi Bożego Ks. Jerzego Popiełuszki”.

Podczas wspólnego posiedzenia w dniu 20 stycznia 2009 roku, po dogłębnej dyskusji wszystkich obecnych dziewięciu członków, w protokole zapisano: „Na zakończenie tej debaty wszyscy Konsultorzy wyrazili swoją opinię twierdzącą (9 na 9), wyrażając przekonanie, że ten heroiczny kapłan Kościoła w Polsce mógłby być szybko ogłoszony męczennikiem Chrystusa, o ile taka będzie wola Ojca Świętego”.

O. Gabriel Bartoszewski OFMCap

Tekst pochodzi z Wiadomości KAI

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code