Tragedia smoleńska

Kozioł ofiarny Agaty Bielik-Robson

Kozioł ofiarny Agaty Bielik-Robson

Andrzej Miszk

W opublikowanym w trzy dni po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem wywiadzie pt. „Polska żałoba. Między świętem a dajanizacją” pani Agata Bielik-Robson formułuje radykalnie krytyczne oceny wobec sposób przeżywania tragedii przez Polaków. Deklarując na wstępie analityczny chłód i bezemocjonalność, w wywiadzie pozwala sobie de facto na wyrażanie silnych emocji pogardy, wyższości, lekceważenia i niechęci wobec Polaków przeżywających żałobę. Następnie, posługując się insynuacją, intelektualną nierzetelnością i niedowiedzionymi założeniami, formułuje wątpliwe wnioski.

Przyznam, że z przerażaniem i niedowierzaniem czytałem wywiad z panią Agatą Bielik-Robson. Wcześniej z dużym zainteresowaniem i uznaniem, choć krytycznie, przeczytałem jej dwie ważne książki: „Na pustyni. Kryptoteologie późnej nowoczesności” (napisałem o niej recenzję) oraz „Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości”. Chętnie też czytałem jej różne teksty eseistyczne i publicystyczne, uważając ją za jedną z oryginalniejszych filozofów średniego pokolenia w Polsce. W niniejszym tekście spróbuję dowieść, że Agata Bielik-Robson wyrażonymi przez siebie w wywiadzie opiniami i analizami kompromituje siebie jako ekspert-filozof, człowiek i Polka.

Na początek próbka „analitycznych” i „bezemocjonalnych” określeń Autorki: „to, co się dzieję, wcale mi się nie podoba”, „Polaków ogarnęła histeria”, „regres do pierwotnej i rytualnej jedności, odróżnicowania, w którym wszyscy jednają się, płaczą i rzucają sobie w ramiona”, „zbiorowa histeria podszyta agresją (…) i szukania kozła ofiarnego”, „Polacy wykorzystują każdą okazję [żałobę narodową], żeby zrobić sobie święto”, „magiczne myślenie”, „nie mam wielkiego zaufania do racjonalności Polaków”, „media sprawią, że śmierć kompletnie oczyści Kaczyńskiego (…) z odpowiedzialności za te dziewięćdziesiąt pięć osób, które wraz z nim zginęły”.

Oczywiście, że mamy prawo, a niekiedy obowiązek używać wyrażeń nasyconych emocjami, co jest nieuniknione zwłaszcza w wyrażaniu ocen moralnych. Ale jest głęboko nieuczciwe udawanie, że to, co będzie się mówić, jest „bezemocjonalną analizą”, autoryzowaną przez eksperta (autorytet obiektywności).

W wywiadzie pani Agata Bielik-Robson dokonuje też świadomej dezinterpretacji swej kluczowej kategorii analitycznej, zapożyczonej od René Girarda, a mianowicie „kozła ofiarnego”. Użyta przez nią kategoria zakłada taką oto koncepcję: kryzys wspólnoty ujawnia naglącą potrzebę jedności wspólnoty, oczyszczenia się z winy, jaka doprowadziła do kryzysu i dlatego szuka się kozła ofiarnego („winnego”), czyli wewnętrznego wroga, którego trzeba faktycznie lub symbolicznie zabić, aby wspólnota wyszła z kryzysu zjednoczona i oczyszczona. Wspólnota dokonuje zbrodni na przypadkowej ofierze – indywidualnej lub zbiorowej – uznaje ją za winną, a sam mechanizm zbrodni zostaje ukryty w narracjach o micie założycielskim wspólnoty. W przypadku tragedii smoleńskiej kozłem ofiarnym na ołtarzu narodowej jedności mają być ci, którzy wcześniej krytykowali Prezydenta i ci, którzy wyłamują się z histerycznego przeżywania żałoby narodowej.

Natomiast autentyczna koncepcja René Girarda wychodzi poza ten pierwotny schemat i przedstawia jego radykalne zakwestionowania na gruncie chrześcijańskim. Według Girarda fundamentem chrześcijaństwa, jego anty-mitem jest ofiara Jezusa Chrystusa, która zostaje opowiedziana z punktu widzenia niewinnej ofiary. Zostaje ujawniony mechanizm zbrodni i jej faktyczni winowajcy. Przez ujawnienie kłamstwa schematu prześladowczego Ewangelie czynią bezsensownymi i nieetycznymi wszelkie ofiary z kozłów ofiarnych. Cywilizacja Zachodu jest pierwszą, w której mechanizm kozła ofiarnego zostaje uznany za etycznie niedopuszczalny i zbędny. Jedność wspólnoty tworzy się dzięki symbolicznemu zabiciu Jezusa Chrystusa przez grzechy wspólnoty, a następnie dzięki Jego zmartwychwstaniu wspólnocie i jej członkom zostają odpuszczone grzechy, zostaje przywrócona jedność sprzed kryzysu i otwarta szansa na zbawienie wieczne.

Pani Bielik-Robson jako ekspert-filozof dokonuje czynu profesjonalnie niedopuszczalnego i głęboko nieetycznego. Używa mianowicie tzw. argumentu z autorytetu (co jest dopuszczalne) światowej sławy uczonego (René Girarda), przedstawia jego koncepcję w sposób redukcjonistyczny i jednostronny, pozbawiając ją najistotniejszej prawdy, a jednocześnie dając do zrozumienia, że operuje koncepcją pełną i obiektywną. Autorka mogłaby tego od biedy dokonać, gdyby uczciwie zasygnalizowała „kulisy” tej umysłowej operacji: gdyby mianowicie pokazała, jaka jest pełną koncepcją „kozła ofiarnego” René Girarda, przyznała się do krytycznego dystansu wobec jego ujęcia radykalnej oryginalności ofiary Jezusa Chrystusa i powiedziała, że operuje jego przedchrześcijańską koncepcją „kozła ofiarnego”. Tak uczyniłby każdy uczciwy i kompetentny ekspert, nawet w wywiadzie o charakterze publicystycznym, zwłaszcza gdy deklarowałby „bezemocjonalny” charakter swych analiz. Dlaczego pani Bielik-Robson nie była zdolna do tej elementarnej uczciwości wobec czytelnika? Możemy się jedynie domyślać.

Moja hipoteza jest następująca: filozofka uważa, że chrześcijaństwo nie ma współcześnie żadnego znaczenia, dlatego – w domyśle – nie trzeba go brać pod uwagę, analizując rzeczywistość, choćby tak katolickich krajów jak Polska. Pisze o tym m.in. w książce „Na pustyni. Kryptoteologie późnej nowoczesności”: „W książce tej nie poświęcamy religii chrześcijańskiej wiele uwagi, ponieważ wbrew licznym próbom ożywienia jej ducha (…), uznajemy zmierzch chrześcijaństwa za fakt. A przynajmniej, by złagodzić tę tezę: za fakt w sferze filozofii.” Tezę tę Autorka wygłasza nieomal ex cathedra, nie podbudowując jej żadną próbą uzasadnienia (sic!). Uznając chrześcijaństwo za „nieważne”, może w swoim „profesjonalnym sumieniu” z tą samą nonszalancją i bez żadnych tłumaczeń wobec czytelników usunąć z przywoływanej przez siebie koncepcji „kozła ofiarnego” René Girarda wyraźny rys chrześcijański i operować jedynie koncepcją wypracowaną na „materiale z dziejów pogańskich”.

Według pani Bielik-Robson Polacy przeżywają swą narodową żałobę jako rytuał czysto pogański: jednoczą się wokół zmityzowanej ofiary założycielskiej, dysząc żądzą znalezienia i zabicia „kozła ofiarnego”. Przeżywają antyracjolną regresywną histerię, która znajdzie swoją konsekwencję w prymitywnej brutalizacji życia publicznego, kiedy to jedna z partii zdobędzie władzę, szantażując społeczeństwo majestatem żałoby i śmierci narodowych ofiar. Dla „udowodnienia” swoich z góry przyjętych tez filozofka używa selektywnych wypowiedzi niektórych polityków i publicystów. Jej ignorancja wobec jawnie chrześcijańskiego sposobu przeżywania ofiary tragedii smoleńskiej wśród Polaków, wyrażającego się choćby poprzez modlitwy, msze święte, formy definicji żałoby, zasadnicze wygaszenie konfliktów, skupienie ludzi, autentyczny żal i ból, który nie przeradza się w agresję, jest uderzająca. Autorka podnosi do rangi nieomal absolutu medialne doniesienia o skrajnych wypowiedziach czy protestach niewielkich grup, pogardliwie lekceważąc fakty o dużo większym znaczeniu i powszechności.

Z podobną nonszalancją wobec faktów stwierdza, że to Lech Kaczyński jest realnie winien katastrofy pod Smoleńskiem i śmierci 95 pozostałych pasażerów, bo już wcześniej naciskał na pilotów, by wykonywali manewry wbrew zasadom bezpieczeństwa lotniczego. Taka teza ma wyraźny charakter insynuacji, czyli próby negatywnego przedstawienia osoby i jej czynu w świetle wątpliwych i niedowiedzionych faktów.

Składając deklarację bezemocjonalnej analizy narodowej tragedii i żałoby milionów ludzi, pani Agata Bielik-Robson ujawnia skrajną naiwność metodologiczną w dziedzinie etyki i duchowości. To rodzaj pseudonaukowości, która myśli, że etykę i duchowość ludzi, zwłaszcza w sytuacjach granicznych, można badać „bez użycia emocji”, chłodnym okiem eksperta. W dodatku ta deklarowana metodologiczna „beznamiętność” – w domyśle bezstronność – okazuje się głębokim fałszem, bo wywiad z panią Bielik-Robson aż kipi pasją i negatywnymi emocjami. Tak głębokie redukcje, nierzetelności i brak obiektywizmu Autorki nie byłby możliwy bez głębokiego i niemal niekontrolowanego przeżycia emocjonalnego.

Na podstawie dwóch błędnych i niedowiedzionych założeń – fałszywie interpretowanej koncepcji „kozła ofiarnego” René Girarda oraz zakwestionowania chrześcijaństwa jako ważnego źródła życia duchowego Polaków i przeżywanej przez nich tragedii – pani Bielik-Robson wyciąga fałszywe wnioski: w żałobie narodowej dokonuje się sztuczne i regresywne pojednanie, pozornie znoszące konflikt i domagające się ofiary z „kozła ofiarnego”, a ów pogański rytuał pojednawczy pogłębi polskie nieszczęście, czyli politykę jako jatkę. Po prostu według Autorki tragedia smoleńska oraz żałoba narodowa prowadzą do nieszczęścia i zła, a nawet zbrodni, jeśli za taką uznamy represję wobec osób, które nie weszły w krąg narodowego pojednania, a także negatywne konsekwencje polityczne w postaci zdobycia władzy przez antyracjonalne i opresyjne ugrupowanie. Głęboko duchowe i etyczne doświadczenie Polaków związane z tragedię smoleńską i przeżyciem tragedii Autorka interpretuje w kluczu zasadniczo politycznym i psychoanalitycznym, a więc w kategoriach interpretacyjnie podrzędnych i pośrednio deprecjonujących wydarzenie i wspólnotowe przeżycie.

Na głębszym poziomie obsesja pogardy Autorki wobec żałoby narodowej Polaków, przeżywanej zasadniczo w duchu chrześcijańskim, wydaje się ujawniać jej głęboką niechęć wobec samego chrześcijaństwa. Niepozbawione przecież słabości przeżywanie tragedii przez zasadniczo chrześcijańskie społeczeństwo jest mocnym świadectwem żywotności polskiego katolicyzmu i obecności Boga, Jezusa Chrystusa w życiu Polaków i Polski. Dla pani Bielik-Robson, która uważa chrześcijaństwo za „skończone”, tak wyrazisty znak przeżywania tragedii w duchu chrześcijańskim jest bolesnym policzkiem i zakwestionowaniem jej filozoficznych uprzedzeń. I – jak przypuszczam – właśnie ta żywotność chrześcijaństwa i chrześcijańskiego Boga, Jezusa Chrystusa, jest najsilniejszym źródłem agresji i osobistą „tragedią” pani Agaty: stąd ten niesłychany zaślepiający narcyzm Autorki i zupełna nieczułość wobec rzeczywistej tragedii narodowej. Ale takich rzeczy zwykle się nie mówi. Lepiej z pogardą kłamać i nadużywać autorytetu nauki, niż spróbować zmierzyć się z prawdą, która boli, której się nie akceptuje i do której wstyd się przyznać.

Wywiad „Polska żałoba. Między świętem a dajanizacją” kompromituje Agatę Bielik-Robson jako eksperta-filozofa, człowieka i Polkę. Parafrazując Autorkę, można powiedzieć: ogarnięta histerią pani Agata Bielik-Robson projektuje agresywnie na społeczeństwo polskie – jej osobistego „kozła ofiarnego” – swoje głębokie lęki, używając insynuacji, kłamstwa i nadużywając własnego oraz cudzego autorytetu uczonych. Jako ekspert-filozof pani Agata Bielik-Robson kompromituje się skrajną nierzetelnością intelektualną i pochopnością w wygłaszaniu powierzchownych, błędnych ocen, tworzeniem sztucznych konstrukcji, w które nieudolnie próbuje wepchnąć nierozumianą przez siebie i nieakceptowaną rzeczywistość. Jako człowiek pani Agata kompromituje się pogardą i lekceważeniem dla swoich bliźnich, insynuacjami wobec tragicznie zmarłych, brakiem elementarnej wrażliwości i zaufania wobec cierpienia i duchowości innych osób. Jako Polka pani Agata kompromituje się żarliwą niechęcią wobec swojej Ojczyzny, jej tradycji, zwyczajów, historii i symboliczno-urzędowych autorytetów.

Pani Agata Bielik-Robson ma prawo wypowiadać dowolne opinie i świetnie, że to chętnie czyni. Natomiast każdy ma prawo dokonywać analizy tych opinii oraz oceniać je w świetle swojej najlepszej wiedzy i sumienia. Ponieważ pani Agata Bielik-Robson należy – w sposób zasłużony – do elity intelektualnej Polski i jest niezwykle aktywna opiniotwórczo, jej wypowiedzi i opinie – zwłaszcza w ważnych kwestiach, a taką niewątpliwie jest tragedia smoleńska i żałoba narodowa – powinny być poddane szczególnej analizie i ocenie.
Z bólem serca napisałem powyższy tekst, z głębokim współczuciem wobec cenionej i lubianej przeze mnie Autorki. Mam nadzieję, że mój tekst i krytyczne echo jej wywiadu u innych poruszy choćby intelektualne sumienie pani Agaty Bielik-Robson. Tak wielki talent szkoda marnować na wątpliwej jakości obsesje.

Andrzej Miszk

Podyskutuj na blogu

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code