Książki Wydawnictwa Mateusza

Droga Krzyżowa

Droga Krzyżowa

Dla tych, którzy szukają Uzdrowienia

Eugene Peter Koshenina i
O. Robert DeGrandis SSJ

Księgarnia Mateusza

Słowo wstępne

Wielu wielkich świętych twierdziło, że ich najlepsze medytacje brały się z rozmyślania nad cierpieniem i śmiercią Jezusa. Nawet dziś wielu ludzi poszukuje tego typu lektury w okresie Wielkiego Postu. Zawsze istnieje potrzeba nowego i świeżego ukazania tej fascynującej opowieści, najwspanialszej, jaka kiedykolwiek została opowiedziana.

Każdego tygodnia nowe powieści zalewają półki, sprzedawane są tysiącami i mają ogromny wpływ na czytelników. Kto nie słyszał na przykład o Johnie Greshamie. Psychologowie mówią nam, że stajemy się tacy, jak nasze myślenie. Osoba myśląca ekonomicznie zwykle staje się bogata, miłośnik pornografii – rozwiązły, entuzjasta zdrowia – zdrowy itd. Ci, którzy medytują nad Męką Jezusa, z upływem czasu będą upodabniać się do Jezusa. To uzasadnia tę nową książkę.

Jesteśmy świadomi wpływu słowa pisanego na czytelników. Zauważ, jak wielu przywódców i intelektualistów sięga po najnowsze bestsellery, a gospodarze programów telewizyjnych wypytują autorów o ich przesłanie. O ile więc bardziej powinni naśladowcy Jezusa czytać i rozważać Pismo i najnowsze książki chrześcijańskie, które dają głęboki wgląd w przesłanie i życie Jezusa. Eugene Koshenina ofiaruje nam swoje zrozumienie wydarzeń związanych z ukrzyżowaniem, na podstawie otrzymanych wizji i doświadczenia Bożej miłości.

Dlaczego tak ważne jest, aby wiedzieć o Chrystusie? Duszpasterze mówią obecnie o głodzie duchowości w ich parafiach, głodzie Jezusa. Co może lepiej zaspokoić tę potrzebę niż medytacyjna wędrówka z Jezusem w głąb Jego cierpienia, śmierci i zmartwychwstania? Wielu wielkich świętych wyraziło przekonanie, że w swoim duchowym życiu czerpali wiele motywacji i determinacji z rozważań nad śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa.

Mówi się, że każdy może napisać w swoim życiu przynajmniej jedną książkę. Wszyscy z nas mają w życiu pewne doświadczenia, które mogą być interesujące i pomocne dla innych. Myślę, że niektórzy są powołani, aby napisać masę książek, by pomagać ludziom żywić ich umysły i dusze. Dziękuję Eugeneowi, że właśnie to czyni. Modlę się, aby wszyscy, którzy przeczytają tę książkę, doświadczyli siły Bożej miłości w Jezusie.

Oby Twoje życie zostało głęboko dotknięte i uzdrowione przez tę potężną opowieść o naszym Zbawieniu.

O. Robert DeGrandis SSJ Waszyngton

Wprowadzenie

Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, na małej planecie zwanej Ziemią. Obecne stulecie, w którym widzimy niebywały postęp we wszystkich naukach, nazwaliśmy „wiekiem nowoczesności”. Ale wciąż łamiemy sobie głowę nad czymś, co wydarzyło się trochę ponad 2000 lat temu. Był to czas, kiedy Imperium Rzymskie znajdowało się u szczytu swej potęgi. Wtedy nastąpiło zagadkowe zdarzenie – narodziny dziecka, które podawało się za wcielonego Boga. Historia przekazuje, że to dziecko miało na imię Jezus i że dorastało w małym, żydowskim mieście Nazaret. Historyczne pisma Józefa Flawiusza i Tertuliana dowodzą, że ten niezwykły człowiek rzeczywiście żył i że poniósł śmierć przez ukrzyżowanie z rąk Rzymian. Józef, współczesny Jezusowi z Nazaretu, napisał odnośnie do Jezusa następujące słowa:

„W tym czasie pojawił się Jezus, człowiek mądry. Był on sprawcą zadziwiających rzeczy i nauczycielem ludzi, którzy z radością przyjmowali prawdę. Zyskał wielu naśladowców zarówno wśród Żydów, jak i Greków. A kiedy Piłat, z powodu oskarżenia, które wniosły najważniejsze spośród nas osoby, skazał go na śmierć, ci którzy wcześniej go miłowali, nie przestali tego czynić. A wspólnota chrześcijan, która wzięła od niego swą nazwę, trwa po dziś dzień”.

Współcześnie wielu wierzy w krótkie sprawozdania o Jezusie, napisane przez czterech autorów pism Nowego Testamentu, które bezsprzecznie relacjonują tylko wycinek Jego życia – w ewangelie Marka, Mateusza, Łukasza i Jana. Opisali oni tylko drobną część z ostatnich trzech lat życia Jezusa, z tego, co określa się jako jego „służbę publiczną”. Wielu z nas, którzy jesteśmy chrześcijanami, przyznaje, że mamy niski poziom świadomości i wiedzy, i że nie znamy wielu prawd ostatecznych, koniecznych, aby pojąć cud, jakim jest Jezus.

Inni przyznają, że Jezus żył, ale zaprzeczają Jego twierdzeniu, że jest Bogiem. Możliwość wcielenia się Boga wydaje się im rzeczą zbyt fantastyczną, o zbyt starożytnym pochodzeniu i nazbyt dyskusyjną, a przez to niewiarygodną. Ale dla narodu żydowskiego ta historia ma miejsce w czasie, kiedy oczekiwanie na Mesjasza, który wyzwoliłby ich od przygniatającej potęgi Rzymu, sięgało zenitu. Wielu wierzyło, że Mesjasz ma narodzić się w siedemdziesiątym siódmym pokoleniu od Adama i Ewy; a ten czas właśnie nadchodził. Jezus narodził się w zimnej, ciemnej, małej stajence w Betlejem.

Wierzę w historię Jezusa przekazaną w Piśmie, w dziełach Ojców Kościoła i w tradycji Kościoła pierwszych chrześcijan. Przedstawiam tę książkę jako narrację na temat małego fragmentu życia Jezusa, Jego ostatnich kilku dni, przed i po Jego śmierci. Według naocznych świadków Jezus widziany był bezsprzecznie żywy trzy dni po Swojej śmierci i później, przez wiele osób. Są również naoczne świadectwa cudów dokonywanych przez Jezusa w ciągu Jego życia, jak również Jego niezwykłego nowego wyglądu i cudownych zdolności po zmartwychwstaniu. Ale nie o tym jest ta historia.

Ta historia ma miejsce w Jerozolimie i okolicy. Opowiada o tym, co wydarzyło się w czasie strasznego okresu pojmania i skazania Jezusa, o Jego śmierci i o wielkim wydarzeniu trzy dni później. Jest to historia człowieka, który nauczał dobrej nowiny o miłości, pokoju i wzajemnej relacji Boga z klejnotem swego materialnego stworzenia – człowiekiem. Jest to historia zdrady przez jednego z Jego uczniów i niesprawiedliwej śmierci z rąk „rzymskiej sprawiedliwości”. Jest to historia skrajnej nienawiści i najgłębszej miłości.

Oby wszyscy, którzy przeczytają tę książkę, lepiej zrozumieli ludzi i władze, które rządziły ziemią tyle wieków temu. Obyśmy wszyscy zostali uzdrowieni, dążąc do lepszego zrozumienia niezwykłych wydarzeń, opisanych w tej książce. Ale co ważniejsze, oby każdy z nas lepiej zrozumiał i docenił Boga-Człowieka, Jezusa z Nazaretu. Niech Bóg Ojciec, Jego umiłowany Syn i Duch Święty błogosławi nas na wieki.

ROZDZIAŁ I

Udręka w Ogrodzie

Wieczór. Trawy uginają się od rosy i wszystko spowija mgła. Jezus powoli wspina się na Wzgórze Oliwne z Piotrem i Swoimi Apostołami. Jest pogrążony w zadumie, gdyż wie, że tej nocy zostanie wydany przez Judasza Iskariotę – Iscariot znaczy sztylet. Tak naprawdę umieranie Jezusa zaczęło się około roku wcześniej, kiedy niczym prasa winne grona, zgniótł go ciężar smutku.

W ciągu minionego roku Jezus dokładnie planował Swoje podróże, przyśpieszał kroku, zwiększał tempo i często modlił się po całych nocach do Swego Ojca, aby dopomógł mu zachować człowieczeństwo. Wychudł, zmizerniał z braku pożywienia i odpoczynku, a ostatnio stawał się coraz bardziej blady.

Ile to razy Jezus spoglądał z tej góry na Jerozolimę i modlił się za nią. Jak bardzo pragnął, aby ludzie odwrócili się od grzechu i szukali przebaczenia u Jego Niebieskiego Ojca. Pragnął wziąć ich pod swoje skrzydła, jak kura swoje pisklęta, jednak oni tego nie chcieli. Choć tłumy, zebrane w Jerozolimie dla świętowania Paschy, wiwatowały, gdy jechał na osiołku przez Jerozolimę, kładąc przed Nim palmowe liście – to niestety, Jezus wiedział, że ich serca były daleko od Niego. Wyraźnie odczuwał ich odstępstwo.

W minionym roku Jezus zaczął odczuwać, jak słowo, które przyszedł ocalić, powoli Go miażdży. Czuł to w swoich nerkach, żołądku, a zwłaszcza w sercu. Czuł wielki ciężar w Swojej piersi, którego po ludzku nie mógł Sam się pozbyć. Jezus był zasmucony tym, że nie udało mu się zmienić Judasza, ani kapłanów świątynnych o zatwardziałych sercach, Żydów i Rzymian. Ich kultura i pycha stanowiły ogromne przeszkody, których nie chcieli się wyzbyć. Jezus był przygnębiony i miał problemy ze snem. Nie potrafił znaleźć dogodnej pozycji, aby się położyć. W końcu zasypiał z całkowitego wyczerpania, zwykle przekręcając się na bok, tak aby mógł łatwiej oddychać. Za każdym razem kiedy zasnął, dręczyły go koszmary. Kiedy tylko przybywał do domu Maryi, zasypiał w jej ramionach, gdy gładziła wystające żyły na Jego rękach i budził się nagle, kiedy w Jego snach pojawiał się Judasz. W Swoich snach Jezus coraz częściej widział Swoje całkowite odrzucenie przez ludzi. Nie śnił już o radosnym dzieciństwie w małym domku, ogrodzie i kwiatach, a zwłaszcza o najpiękniejszym z wszystkich kwiatów, Swojej matce Maryi.

Jezus zdaje się teraz przytłoczony ogromnym ciężarem, który spoczywa na Jego mesjańskich barkach, kiedy rozmyśla o swoich ostatnich godzinach i o Judaszu. Uczniowie zawsze postrzegali Judasza jako wybranego przez Jezusa, ale prawdą jest to, że to Judasz błagał, aby zostać apostołem Jezusa, a Jezus jedynie niechętnie na to przystał. Jakże ciężko pracowali Jezus i Jego matka nad Judaszem. Zostawiał czasami Judasza na całe dnie ze Swoją matką, aby uleczyć jego ducha. Jednak Judasz pragnął zawsze czegoś innego, czegoś więcej.

Powab zmysłowych rozkoszy, pozycji, władzy, pieniędzy; szacunku oraz podziwu kapłanów świątynnych i skrybów, starszyzny, faryzeuszy, saduceuszy – te rzeczy owładnęły nim i nie pozwalały się wyzwolić, ponieważ Judasz Iskariota naprawdę to ich pragnął najbardziej. Jezus boleje nad tym, że nie udało się im zawrócić Judasza z jego złych skłonności. Ale człowiek ma wolną wolę i nikt nie szanuje jej bardziej niż Sam Pan! Dlatego też Judasz miał zawsze wolność do podążania swoją własną zdradziecką ścieżką wyniosłości, cudzołóstwa i złodziejstwa.

Judasz nieustannie nalegał na podział pieniędzy z darów i ofiar. Jezus wiedział, że Judasz regularnie kradł pieniądze z kufra trzymanego na piętrze jednego z domów, z których korzystał, kiedy znajdował się w okolicy. Kiedyś nakrył Judasza w pokoju na górze, gdzie trzymano skrzynię. Nieprzypadkowo tylko ukochany uczeń Jezusa, Jan, był z nim, aby być świadkiem, jak Judasz kradnie większą sumę pieniędzy… Jezus natychmiast odesłał zagniewanego, bladego Jana, przykazując mu, aby nikomu o tym nie mówił. Następnie stanął sam na sam ze złapanym na gorącym uczynku Judaszem. Zaczerwieniony apostoł był bezczelny i kłótliwy. O ironio, to właśnie on – w przeszłości, jako jedyny z apostołów – zganił Jezusa za włączenie do owczarni poborcy podatkowego, Mateusza.

Judasz, hipokryta, nazwał Mateusza „złodziejem”. Jaką ironią było również to, że jedynie Judasz ostro krytykował Jezusa za to, że pozwolił Marii Magdalenie wylać cenny olejek na Jego stopy. Pragnął pieniędzy, które można by uzyskać z jego sprzedaży, aby wspierać finansowo swój „ukryty”, rozrzutny, lubieżny styl życia. Jezus wiedział, że ostatnio Judasz jeszcze bardziej lekceważy Jego osobę i Jego nauki, że pogardza nim – szczególnie za to, że nie chce czynić cudów dla zyskania ziemskiej władzy.

Od dawna wyobrażał sobie siebie na wspaniałej pozycji w imperium Jezusa, na pozycji, w której korzystałby z władzy i bogactwa. Gdy widział, jak Jezus odmawia jemu i ciągle rozdaje ofiarowane dary biednym, był coraz bardziej zmęczony Nim i Jego stylem życia. Nie cierpiał trudnych podróży z Jezusem i coraz bardziej tęsknił za codziennymi wygodami i niezdrowymi przyjemnościami miasta. Zaciekle przekonywał Jezusa, aby zmienił Swoją Drogę, ale bezskutecznie.

Jezus wiedział, że Judasz chce teraz zmusić Go do działania i że zyskał „przyjaciół” pośród wpływowych ludzi świątyni, którzy są zdecydowani zabić Go. Zaledwie wczoraj Judasz rzekł do nich: „Jezus musi być zabrany teraz. Nie przejmujcie się Jego apostołami. To tchórze. Jeśli dostanie więcej czasu, zbierze armię ochotników i doprowadzi naród żydowski do zagłady”. Dumni ludzie świątyni nie potrafili ukryć swojej pogardy wobec Judasza. Niechętnie znosili samą jego obecność. Ale przyjęli jego radę. Tak jak w przypadku wszystkich zdrajców, przyjaciele Judasza skorzystaliby z wszystkiego, co odpowiadało ich diabelskim celom.

Jezus wiedział, że Judasz nigdy nie zdawał sobie w pełni sprawy z ostatecznych konsekwencji swoich działań. Judasz zawsze myślał, że można Jezusa zmusić do użycia Jego potęgi i że on zyskałby wtedy swoją wysoką pozycję. Judasz nie przewidywał śmierci Jezusa w wyniku swojej zdrady, ale troszczył się dużo bardziej o swoją własną przyszłość niż o Jezusa. Nauczyciel wielokrotnie przestrzegał Judasza, aby zmienił swoje serce. Jezus nie raz myślał sobie, że lepiej byłoby dla niego, gdyby ten nigdy się nie narodził, a raz nawet tak powiedział!

Jezus często nauczał w świątyni i na ulicach oraz objaśniał prawdziwe znaczenie Pisma kapłanom i osobom świeckim, lecz prawdziwe owoce Jego trudów wydawały się tak nieliczne i rozproszone. Jednak jego słowa naprawdę trafiały do niektórych uszu. Zdawały się najpierw dosięgać serc biednych, ubogich i chorych, także kilku żon znaczących polityków i wojskowych, w miarę jak zdumiewały się nad Jego słowami o sprawiedliwości i miłości dla wszystkich. Niektóre bogate Rzymianki, w tajemnicy nawet przed swoimi mężami, przekazywały pieniądze Jezusowi.

Jezus pogrąża się teraz w smutku, gdyż zaczyna widzieć i odczuwać cierpienia, jakie ze względu na Niego zniesie Jego matka, uczniowie i przyjaciele. Jednak teraz odczuwa jeszcze głębiej skrajne odrzucenie przez ludzi. W swoim człowieczeństwie przypatruje się także Swojej przeszłości. Czy uczynił cokolwiek złego? Czy uczynił wszystko, czego oczekiwał od niego Jego Ojciec? Czy było coś, co jeszcze mógłby uczynić, aby zbawić człowieka? Tej właśnie nocy Jezus ustanowił Eucharystię, największy z sakramentów. Nauczył również uczniów dogłębnego, pełnego znaczenia Dekalogu, Dziesięciu Przykazań. Powiedział im, że trzy pierwsze i najważniejsze przykazania odnoszą się bezpośrednio do Boga, czwarte odnosi się zarówno do Boga, jak i człowieka, ponieważ nasi rodzice mają być traktowani w większości spraw jak Bóg, a pozostałych sześć przykazań służy bezpośrednio rodzajowi ludzkiemu.

Jezus prowadzi apostołów, z których obecni są wszyscy z wyjątkiem Judasza, w stronę Góry Oliwnej. Właśnie zapadł zmrok. Księżyc jest prawie w pełni, ale jak na razie daje niewiele światła. Mistrz poprosił uczniów, aby modlili się za Niego tam, gdzie robili to zazwyczaj. Idzie przodem ze swoimi uczniami do Ogrodu Oliwnego. Prosi ich, aby pozostali i modlili się. Zabiera Piotra, Jakuba i Jana z sobą, idąc dalej. Jan pyta Jezusa: „Jak Ty, który zawsze nas pocieszasz, możesz być tak niepocieszony?”. Jezus odpowiada: „Moja dusza jest smutna aż do śmierci!”. Ponieważ widział już zwidy w formie chmur, przypominających straszliwe bestie na ciemnym niebie. Jezus przykazuje im, aby czuwali, ponieważ zbliża się czas, w którym zostanie zdradzony. Błaga ich: „Zostańcie tu i czuwajcie ze mną. Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Albowiem duch jest ochoczy, ale ciało słabe!”.

Kiedy ich zostawił, uczniowie ponarzekali, jak nieprzyjemny jest wieczór, szybko nazbierali drewna i zrobili ognisko – aby chronić się przed zimną, wilgotną nocą. Jezus poszedł niedaleko, do płytkiej groty, dobrze ukrytej w zboczu, aby modlić się do Swego Ojca, jak to często czynił. Przygasił Swoją boskość, pragnąc w pełni cierpieć jako człowiek, bez pocieszenia Swego Oj ca i Ducha. Jezus chciałby podejść bliżej do miejsca, w którym modlił się zazwyczaj, lecz jest w najgłębszej udręce i nie może uczynić następnego kroku. Jego serce jest ciężkie, nogi jak z ołowiu. Spływa zimnym potem, gdy spogląda w dół, w stronę Jerozolimy.

Chociaż jest zimno, słychać hałas pospolitych nocnych owadów. W pobliskim gnieździe słychać skowronka, a z oddali pohukiwania sowy. Poniżej w jasnym świetle księżyca wyraźnie widać migoczące światełka Jerozolimy. Ale Jezus odwraca się plecami do miasta i pada na ziemię, modląc się. Po chwili wstaje, znajduje dużą skałę, klęka i instynktownie podnosi Swoje ramiona pionowo w górę, w Swoim zwykłym sposobie modlitwy, zginając ręce w łokciach. Modli się głęboką, żarliwą modlitwą do Swojego Ojca. Modli się, aby człowiek mógł być zbawiony od grzechu, od słabości, od braku miłości.

Szatan, oskarżyciel, nie traci czasu i zaczyna dręczyć Jezusa, wyliczając wszystkie grzechy, jakie On – Jezus miał popełnić. Twierdzi między innymi, że Jezus marnotrawił pieniądze, nie uzdrawiał każdego, kto do Niego przychodził i nauczał bezużytecznych rzeczy. Zgnębiony tymi oskarżeniami, myśli o strasznym cierpieniu, które będzie znosić Jego matka i o całej sytuacji. Spogląda w górę i prosi rozpaczliwie: „Ojcze Mój, jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich goryczy. Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe”. Jezus wzdycha: „Jednak nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”.

Nie przychodzi żadna odpowiedź od Jego Niebieskiego Ojca, którą Jezus, w swoim człowieczeństwie, mógłby rozpoznać. Teraz zaczyna spostrzegać w ogrodzie, dookoła siebie, różne rzeczy – coraz więcej przywidzeń. Zaczyna płakać mocno wzburzony. Rozkłada ręce, po Jego twarzy spływają łzy. Modli się. Jest w strasznej rozpaczy. Modli się za Swoją matkę i apostołów, aby pozostali silni i oddani woli Jego Ojca. Modli się nawet o przebaczenie cierpień, które z Jego przyczyny będą musieli przejść. Modli się za ludzi wszystkich czasów, szczególnie za tych, którzy najbardziej potrzebują Jego miłosierdzia. Wydaje Mu się, że Jego modlitwa trwa wiele godzin, a mija tylko jedna, Jezus chwyta swój płaszcz, ściera łzy i idzie w górę do Piotra. Ale Piotr i jego towarzysze rozpalili ogień i wygrzewają się przy jego bijącym cieple. Przycupnęli z głowami na kolanach, nie śpią, ale otępiło ich zmęczenie, posiłek i Szatan! Zasmucony ich słabością, staje przed nimi. W świetle księżyca to niesamowity widok. Włosy Jezusa są w nieładzie, a jego twarz zdradza, że płakał obficie. Jego szaty są przesiąknięte łzami i potem. Obecność Jezusa zaskakuje trzech apostołów. Spoglądają zaniepokojeni, widzą, jak strasznie wygląda i natychmiast odczuwają współczucie, biegną do Niego, aby go pocieszyć. On łagodnie pyta: „Odpoczywacie?”. Mamroczą wszelkiego rodzaju usprawiedliwienia. Jezus zostaje z nimi przez krótki czas, zachęcając, aby modlili się za Niego. Ponownie błaga ich, aby nie zasypiali i czuwali, ze względu na własne, jak i Jego dobro. Uczniowie gorąco przyrzekają, że tak uczynią.

Potem oddala się znowu, aby modlić się i rozmyślać. Jakub i Jan odprowadzają go do groty, następnie wycofują się ze względu na Jego prywatność, zostawiając go samego raz jeszcze. Jezus myśli o Swojej matce i natychmiast z Jego oczu tryskają łzy. Wstaje, gestykuluje, zwraca się do nieznanych widziadeł, chodzi tam i z powrotem w najgłębszym poruszeniu. Piotr podchodzi i sprawdza, co się z Nim dzieje. Widzi Jego poruszenie i z szacunkiem pozostawia go samego. Jezus poci się, Jego twarz i szaty są przemoczone. Zdejmuje swoją szatę, aby otrzeć twarz, ale patrząc na płaszcz, znów przypomina sobie o Swojej drogiej matce. Ze złamanym sercem, raz jeszcze prosi Swoją matkę o przebaczenie za cały smutek i ból, który dotknie ją z Jego przyczyny. Wciąż tak smutny, wkłada z powrotem płaszcz, długo prosząc Swoją matkę o przebaczenie.

Bardzo poruszony i widocznie wstrząśnięty tym, co czuł, widział i co usłyszał od Szatana, Jezus niespokojnie woła Piotra, Jakuba i Jana, prosząc ich, aby przyszli. Ale oni nie nadchodzą. Biegnie, jak oszalały, w górę, aby ich spotkać, ale oni nie wychodzą na spotkanie. Dociera do miejsca, w którym mają się modlić. Nie słychać nic prócz trzaskania ognia. Nie ma z nich żadnej pomocy; faktycznie zapadli w głęboki sen. Jezus bardzo zasmucony, budzi ich. W desperacji, ale z niezmierną cierpliwością, klęka obok nich i znowu prosi, aby nie zasypiali, czuwali i modlili się z Nim. Podają marne wymówki i zapewniają, że będą czuwać i już nie zasną!

Głęboko zasmucony, odchodzi, aby modlić się po raz trzeci. Klęczy. Demon już opanował Judasza, a teraz jest w całej swej potędze, z wszystkimi swymi pokusami obok Jezusa. Odczuwał on ogromne odrzucenie za każdym razem, kiedy był z Jezusem, ale nie sądził, że Jezus może być Mesjaszem, ponieważ uważał Go za syna pary małżeńskiej, co było ściśle wykluczone przez Pismo. Nie wiedział, że Józef i Maryja byli zaręczeni, ale nigdy ze sobą nie współżyli. Nie wiedział, że Maryja poświęciła się duszą i ciałem Bogu, i że Józef heroicznie to zaakceptował. Demon widział również skromny dom Jezusa i sądził, że Bóg nie mógłby narodzić się w tak zwykłym domostwie.

Jezus był zawsze tak pokorny, że Lucyfer nie pojmował, w jaki sposób ten zwykły, niewykształcony cieśla mógłby być wielkim Synem Bożym, któremu tak dawno odmówił oddawania czci. Lucyfer czuł, że oddawanie czci Bogu-Człowiekowi, w jego człowieczeństwie, byłoby zbyt znieważające dla niego, a do tego nie mógł przecież dopuścić. Ale i to nie zdawało mu się nawet w przybliżeniu tak złe, jak uznanie i zaakceptowanie Maryi jako swojej królowej. Dla Lucyfera było to absolutnie upokarzające, całkowicie i nieodwołalnie poza dyskusją. Ponieważ Lucyfer odmówił skruchy i oddawania czci Jezusowi, i odmawia tego jeszcze bardziej stanowczo po dziś dzień, to jego grzech trwa, a jego nienawiść do Boga wzrasta coraz bardziej z każdym dniem.

Po trzech daremnych próbach na pustyni, które nastąpiły po chrzcie Jezusa w rzece Jordan, Szatan już wie, czym nie skusi Jezusa, zatem próbuje zmienić taktykę. W uderzająco realistycznych wizjach pokazuje Jezusowi przeszywające cierpienie, którego już doznaje Jego matka i jakiego będzie dalej doznawać, jeśli będzie On postępował zgodnie ze Swoim planem. Mówi Jezusowi, że Jego cierpienia i tak nie zbawią wielu ludzi, że mógłby zbawić ich więcej, gdyby uciekł z tego miejsca i nawracał dusze ludzi, których mógłby poznać w czasie Swego życia, gdyby prowadził normalne życie. Szatan przypochlebia się Jezusowi, aby postępował zgodnie z jego planem. Ale Jezus odrzuca Szatana, powtarzając raz po raz: „Należę do Boga”. Dręczony niemal ponad wytrzymałość, Jezus prosi Ojca, aby zabrał ten kielich, ale modlitwy zostają głuche, bez echa.

Nie prosił o to Ojca przez wzgląd na Siebie Samego, ale przez wzgląd na Swoją matkę i uczniów. Ale tej nocy nawet niebo jest zamknięte dla Niego.
Potem przychodzą do Jezusa anioły i pokazują mu grzechy świata od Adama, dalej przez pokolenia, za które musi zadośćuczynić. Pokazują Jezusowi w najdrobniejszych szczegółach każde zdarzenie, każdą zniewagę, każde cierpienie, które go spotka. Potem pokazują Jezusowi wszystkie przyszłe powstania i morderstwa, imperia i wojny, zniszczenie, śmierć i zagładę. Wreszcie, anioły pokazują Mu herezje, zgorszenia, schizmy i straszliwe profanacje Eucharystii przez osoby świeckie, akolitów i wyświęcony kler. To zaskakuje i przeraża

Jezusa, wtedy pojawia się krwawy pot. Anioły spostrzegają załamanie Jezusa i rozdarcie pomiędzy sprawiedliwością a miłosierdziem, próbują go zatem pocieszyć doniosłością Jego ofiary. Pokazują mu męczenników, świeżo narodzony Kościół, ogromną liczbę wiernych i pojawienie się wielkich Doktorów Kościoła i obrońców wiary. Jezus staje się jeszcze bardziej zdecydowany, aby wykupić grzechy człowieka. Potem anioły znikają, a Szatan rozpoczyna nowy atak na osobę naszego Pana.

Mija trochę czasu. Pojawia się światło, spoczywając chwilę nad głową Jezusa. Staje się coraz jaśniejsze, a Szatan ucieka. To archanioł Michał. Przyszedł pocieszyć Jezusa. Podaje Jezusowi jedzenie i picie, wzmacniając go. Potem anioł nazywa i pokazuje Jezusowi, po kolei, każdą osobę, którą zbawi przez Swoją mękę i śmierć – z minionych wieków, teraźniejszości i aż do skończenia świata. Jest to wielką pociechą dla Naszego Pana, ponieważ to zawsze pozostawało celem jego misji. Widok jest majestatyczny – Król Miłości skąpany w anielskim świetle, pocieszany przez to piękne, anielskie stworzenie. Po tym jego dzieło jest zakończone, światło anioła powoli znika.

Jezus już doświadczył największego cierpienia, jakie kiedykolwiek poznał człowiek. Świadczy o tym krew, która sączyła się z jego ciała, zebrana na Jego twarzy, płaszczu i grzbiecie tuniki. Wstaje i ociera twarz płaszczem. Kiedy to czyni, spostrzega, że Jego szata pokryta jest krwią – tak zakrwawiona, że nie może założyć jej z powrotem. Zatem delikatnie, szybko i ze smutkiem zwija płaszcz i kładzie na dużej skale. Zostawia go dla kogokolwiek, kto może przechodzić tą drogą. Jezus już nie widzi kolorów. W najcięższym smutku i cierpieniu widzi tylko czarne, szare i białe kolory. Odczuwa ból serca wykraczający poza ludzkie doświadczenie. Jego żołądek i pierś są jak z ołowiu, a Jego serce fizycznie boli i ból ten będzie trwał. Jego oddech jest szybki i płytki, a tętno wysokie. Mimo to, Jezus jest teraz bardziej opanowany. Spokojnie wstaje. Wolno, ale pewnie zmierza z powrotem w górę, w kierunku trzech apostołów.

Jezus idzie prosto do Piotra i mówi głośno i władczo: „Wciąż śpisz i odpoczywasz? Spójrz, godzina jest bliska, kiedy Syn Człowieczy zostanie wydany w ręce grzeszników. Powstań, chodźmy!”. Surowo upomina Piotra i dwu pozostałych: „Szatan nigdy nie śpi”. Oświadcza zdecydowanie: „Mój czas nadszedł”. Uczniowie wstali i pośpiesznie udali się do innych apostołów, zebrali ich i poszli w dół góry w kierunku miejsca modlitwy pozostałych uczniów. Szli w ich kierunku, z Jezusem na przedzie, tuż za nim szedł Piotr, prowadząc pozostałych uczniów, z mieczemuboku. Nagle ujrzeli zbliżające się światło, kołyszące się z jednej strony na drugą. Zatrzymali się na drodze, kiedy usłyszeli szczęk broni. Apostołowie zastanawiali się trwożnie, kto to może być o tej nocnej godzinie i co tu może robić. Jezus wyjawia i stanowczo stwierdza: „Oto nadchodzi mój zdrajca!”.

Cała ta dzika i wielka zgraja, złożona z żydowskich strażników świątynnych, kilku najętych pogan, faryzeuszy, saduceuszy i starszyzny, rzuca im wyzwanie na otwartej drodze, z pochodniami, z powrozami, sznurami i pałkami, wyglądając bardziej jak horda demonów niż ludzie. Uśmiechają się szeroko jak szakale, przepełnieni złem, ich zęby lśnią jasno w blasku księżyca i świetle pochodni. Widok jest przerażający. Prowadzi ich Judasz Iskariota. Uśmiechając się, wygląda teraz jak Szatan. Śmiało idzie wprost do Jezusa, bezwstydnie całuje go
w policzek, mówiąc obłudnie: „Witaj Rabbi”. Potem, w nagłym przypływie intuicji mówi: „Niech Bóg Cię ocali!”. Jezus pyta Judasza Iskariotę: „Po co przyszedłeś po mnie. Czy zdradzasz mnie pocałunkiem?”. Nie widząc wyraźnych oznak obrony, tłum złożony ze straży świątynnej i rzezimieszków przesuwa się do przodu, aby otoczyć Jezusa, w swoim szale wykrzykując przekleństwa. Jeden z nich, Malachiasz, podnosi sznur, aby związać nadgarstki Jezusa.

Ale Jezus zatrzymuje ich na ich ścieżce, łagodnie pyta: „Kogo szukacie?”. Odpowiadają: „Jezusa Nazarejczyka”. Jezus woła donośnie: „Ja Nim jestem”. Nic nie mogłoby bardziej zszokować opryszków. Padli na ziemię wszyscy oprócz Judasza, apostołów i uczniów. Judasz wygląda i zachowuje się tak, jak dopiero co schwytane dzikie zwierzę! Jezus zwraca się do Judasza i ostrzega go: „Byłoby lepiej, gdybyś się nie narodził”. Ten dramatyczny zwrot wydarzeń bardzo zaskakuje apostołów. Dodaje im odwagi, sprawia, że szybko ruszają na Judasza, grożąc mu. Ci, którzy stoją z tyłu, w swym gniewie rzucają kije i kamienie w Judasza. Wtedy Judasz traci swój udawany, zuchwały spokój. Odwraca się i gna w dół wzgórza w przerażeniu, pod gradem kamieni i kijów. Jest tchórzem, jak zawsze.

Jezus rozkazuje wstać żołnierzom, którzy leżeli przez chwilę nieświadomi, jakby w letargu. Powoli wstają i odzyskują zmysły. Jeszcze raz łagodnie pyta: „Po kogo przyszliście?” Świątynny tłum krzyczy: „Po Jezusa Nazarejczyka”. Jezus odpowiada tym samym łagodnym tonem: „Ja nim jestem. Czy wzniecam bunt, że wyszliście z mieczami i pałkami, aby Mnie pochwycić? Odłóżcie swoje miecze i pałki. Nie jestem zagrożeniem. Zawsze byłem z wami. Wiecie, że nauczałem publicznie w świątyni. Czemu nie pojmaliście mnie wtedy, czemu czekaliście aż dotąd? Ale to wszystko dzieje się, by mogły wypełnić się słowa proroków. To jest godzina Szatana i wasza”.

Malachiasz, zaufany sługa najwyższych kapłanów, znowu wyciąga sznur, aby związać ręce Jezusa. Piotr jednak, który zrozumiał słowa Jezusa jako jawny opór, odważnie błyska mieczem i wściekle nim wymachuje. Malachiasz szybko uskakuje na bok, ledwie unikając poważnego zranienia. Ale wściekły zamach Piotrowego miecza odcina mu jedno ucho. Tak Piotr potraktował najbardziej agresywnego spośród tego motłochu. Ale ku zaskoczeniu i zmieszaniu Piotra, Jezus gani go za ten całkowity brak zrozumienia i przyjęcia woli Jego Ojca. Mówi do Piotra: „Gdybym zechciał, legion pięciu tysięcy aniołów byłby tutaj, aby mnie bronić”.

W tej chwili apostołowie są wściekli, są źli na Jezusa. Kompletnie stracili panowanie nad sobą, sfrustrowani Jego słowami. Niektórzy krzyczą na Jezusa: „Jesteś szalony. Zdradziłeś nas”. Inni wrzeszczą: „Kto może jeszcze Tobie uwierzyć!”. Następnie większość apostołów i uczniów odwraca się – i ucieka w totalnym zamieszaniu i nieładzie! Jezus jednak, w całym Swoim majestacie, zwraca się do rannego sługi i uzdrawia go, najpierw na duszy. Potem podnosi jego ucho i przywraca je z powrotem na właściwe miejsce. Reszta opryszków nie tylko jest obojętna i pozbawiona współczucia, ale krzyczy: „To sztuczka, on posługuje się magią i Belzebubem!”. Brutale rozumieją tylko brutalną siłę, a ten Galilejczyk Jezus, nie szuka żadnego rodzaju odwetu!

Zdaje się bezradny! Zachęca to strażników świątynnych; szybko ruszają do przodu
przeciw Jezusowi. Pewien młody człowiek, który wcześniej był z uczniami, ubrany tylko w prześcieradło, przyglądał się temu z bliskiej odległości. Na znak walki zaczyna uciekać. Najbliższy strażnik biegnie za nim i chwyta go, ale w jego dłoni pozostaje tylko prześcieradło. Tak uczeń zdołał uciec, choć pobiegł nagi.
Podczas bijatyki uczniowie uciekają niezauważeni. Rozpraszają się w różnych kierunkach, wszyscy z wyjątkiem Piotra i Jana, którzy wycofując się, obserwują wszystko z bezpiecznej odległości. Niektórzy z apostołów kierują się do jaskiń, inni do podobnych miejsc schronienia, gdzie rzewnie płaczą. Bardzo kochają Jezusa, ale są zdezorientowani i przerażeni ostatnimi wydarzeniami. Są pewni, że pojmany Jezus będzie sądzony i skazany przez skorumpowanych kapłanów świątynnych, że zostanie poddany różnego rodzaju torturom. Wiedzą zbyt dobrze, że tak się tutaj, w Jerozolimie, sądzi i karze. Bardzo boją się, że oni również mogą być pojmani i torturowani.

Taka była noc, kiedy Judasz Iskariota zdradził Jezusa za ledwie trzydzieści kawałków srebra. Tak potraktował Judasz swojego przyjaciela i towarzysza ostatnich trzech lat, Samego potężnego Stwórcę Życia. Jezus łagodnie wyciąga Swoje ręce do motłochu, aby dać się związać – ci pętają go ciężkim, żelaznym łańcuchem wokół pasa i szyi, potem wyginają Jego ręce za plecy i mocują łańcuch do kajdan, które założyli na Jego nadgarstki. Potem Jezus jest wiązany sznurem wokół szyi, który zwisa z tyłu. Inny sznur owinięty Jest dookoła jego pasa i przywiązany do Jego ramion, a końce zwisają luźno prawie nad ziemią. Kapłani świątynni pouczają: „Zwiążcie Go dobrze, bo to potężny czarodziej”. Tak rozpoczyna się Jego Droga.

Jezus jest całkiem sam.

MODLITWA

Panie Jezu, cierpiałeś strasznie za mnie w ogrodzie.
Przeszedłeś niewiarygodną mękę dla mojego zbawienia.
Proszę, daj mi siłę, abym znosił moje „męki”. Szczególnie
powierzam Tobie jeden problem, który sprawia mi
najwięcej bólu i ciąży na moim sercu. Obdarz mnie
swoją cierpliwą wytrwałością, tak abym mógł być
Twoim podobieństwem i błogosławieństwem dla mojej
rodziny i przyjaciół.

Dodatek

Poświęcony w najwyższej miłości i czci męce,
śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.

LITANIA

„Jezus, Więzień Miłości”

Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu grzeszników,
Przebacz nam nasze grzechy.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu niewierzących,
Przebacz nam nasz brak wiary.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu za dusze,
Ocal nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu przez wzgląd
na odkupienie,
Odkup nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu udręczony,
Pomóż nam w cierpieniu.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu wyszydzony,
Błogosław tych, którzy nas wyszydzają.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu świątyni,
Módl się za nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu Piłata,
Zmiłuj się nad sędziami.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu Heroda,
Miej litość nad rządzącymi.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu ubiczowania
Miej litość nad tymi,
którzy w nas uderzają.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu cierni,
Miej litość dla tych, którzy
rozdzierają nasze serca.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu gwoździ,
Miej litość dla tych,
którzy ranią nasze dusze.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu krzyża,
Miej litość dla tych,
którzy nas dręczą.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu bezlitosnych,
Zlituj się nad miłosiernymi.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu nieprzebaczenia,
Przebacz nasze grzechy.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu bólu,
Uzdrawiaj nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu niepocieszony,
Pocieszaj nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu smutku,
Pokrzepiaj nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu przez wzgląd na miłość,
Pomagaj nam kochać.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu serca Swej matki,
Obdarz nas miłością Swej matki.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu
w Przenajświętszym Sakramencie,
Prowadź nas do życia wiecznego.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu w Najświętszym
Tabernakulum,
Daj nam Swoje schronienie.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu w Monstrancji,
Przyjmij nasze modlitwy.
Błogosławiony bądź Jezu, Więźniu naszych serc,
Mieszkaj w nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Słowo Boga,
Oświecaj nas.
Błogosławiony bądź Jezu, Synu Naszego Ojca,
Uczyń nas dziedzicami nieba.
Błogosławiony bądź Jezu, Miłości Ducha,
Pokaż nam Twoje Święte Serce.
Jezu, Błogosławiony w Trójcy,
Jednocz nasze serca z Twoim.
Jezu, Panie, miej litość nad nami,
Jezu, Chryste, miej litość nad nami.
Jezu, Panie, miej litość nad nami
i nad całym światem.
Jezu, Panie, miej litość nad nami
i nad całym światem.

Eugene Peter Koshenina i

O. Robert DeGrandis SSJ

Księgarnia Mateusza

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code