Małżeństwo i Rodzina

Stanięcie w prawdzie

Stanięcie w prawdzie

Estera

Rodzina: to słowo budzi we mnie przede wszystkim wyobrażenie o wspólnocie trzyosobowej, czyli takiej, w jakiej sama dorastałam. Składały się na nią: tata, mama i ja. Rodzice + dziecko. Zatem jestem jedynaczką, co wielu uważa wręcz za kalectwo. Ach, ci jedynacy…Powiem Wam, że nie wyrosłam chyba na tak wielką egoistkę i egocentryczkę. Owszem, jest ze mnie niezłe ziółko, ale żeby aż tak źle?

Dorastałam w bardzo kochającej się rodzinie, bo moi rodzice tworzą naprawdę dobraną parę i zawsze czułam się z tego powodu jakimś wyjątkowym dzieckiem. Dzieckiem miłości. Zdaję sobie sprawę, że życie układało się moim rodzicom różnie i nie zawsze kolorowo. Jednak potrafili odnaleźć się razem w każdej sytuacji i do dzisiaj stają za sobą murem. Kiedy rozpadały się małżeństwa naszych znajomych, oni nadal ze sobą byli i nigdy nie zanosiło się na wielkie kłótnie, rozterki. Właściwie zostałam wychowana w takim pokoju i takiej błogości, że reaguje źle choćby na lekko podniesiony głos i małe dawki agresji. Wydają mi się one od razu stanem niezdrowym i niepożądanym, „coś tu jest nie tak” – mówi moja podświadomość.

Ja sama mam też ideały rodziny, które pewnie w jakimś stopniu odpowiadają wzorcowi, jaki otrzymałam w domu rodzinnym. Zawsze marzę o ciszy, spokoju, zrozumieniu. Wiem jednak, że osiągnięcie choćby tych rozwiązań nie jest takie łatwe w życiu, w „Realu”. Codzienność bywa często brutalna i depcze nasze ideały, nasze chęci kompromisu, porozumienia i otwarcia na drugiego człowieka.

Moje dość ubogie doświadczenia budowania związków dają mi poczucie ogromnego ryzyka, które jednak powinno się ponieść, aby móc przyjąć drugiego człowieka. Ogromnie ciężko jest właśnie wydobyć siebie, stanąć nagim przed drugą osobą, przestać przystrajać się w cudze piórka. Bycie sobą do głębi sporo kosztuje i zdecydowanie wymaga dojrzałości, której chyba jeszcze nie osiągnęłam, skoro tak mi ciężko zaufać drugiemu człowiekowi w takim stopniu. Tym byłoby dla mnie na przykład udane małżeństwo i takim są moi rodzice. Oznaczałoby ono życie w szczerości.

To szerokie pojęcie szczerości należy rozwinąć o elementarne zagadnienie miłości, bez którego zupełnie nie wyobrażam sobie życia w małżeństwie. Można długo żyć z jednym człowiekiem, ale jeśli nie ma w tej relacji dwojga ludzi miłości, to związek ten nie ma szans na pełnię i wieczność.

Przez ostatnie trzy lata jestem w stanie wyobrazić sobie siebie jako matkę, ale nie jako żonę. Może to naturalny stan dla kobiety w moim wieku, a może tylko się łudzę? Ciężko mi w tej chwili mówić o mojej wizji małżeństwa w szczegółach. Mam o tym mgliste pojęcie. Mężczyźni, których znałam i kochałam zupełnie nie nadawali się do roli odpowiedzialnych ojców i mężów. Ja chcę być mądrą i dobrą żoną, lecz minie jeszcze trochę czasu zanim nauczę się odnajdywać w sobie te cechy, zanim przyszłość wyprze przeszłość. Muszę zaczekać.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code