Simone Weil

Nowe dane dotyczące problemu koloni we Francuskim Imperium

NOWE DANE DOTYCZACE PROBLEMU KOLONII WE FRANCUSKIM IMPERIUM

1938

Simone Weil

Essais et Combats, nr 2 – 3, grudzień 1938, przedruk w: Écrits historiques et politiques, cz. III, s. 145 – 151, w: Œuvres complètes, t. II, Gallimard, 1989.

Od czasu tragicznych indochińskich wydarzeń z lat 1930 – 1931 Simone Weil interesuje się położeniem tubylców we francuskich koloniach. W 1930 roku towarzyszące powstaniu w garnizonie Yen Bay zamieszki rozszerzają się na cały Wietnam. Simone Weil jest zaszokowana okrucieństwem represji wobec nacjonalistycznego w istocie ruchu: 150 wyroków śmierci, tysiące rozstrzelanych w trybie doraźnym i tysiące wyroków ciężkiego więzienia.

W metropolii tylko nieliczni określają te represje jako okrutne. Jej przyjaciele z La Révolution prolétarienne – szczególnie doktor Louis Bercher, zwany J. Péra – prowadzą kampanię na rzecz ułaskawienia żyjących jeszcze skazanych. Od tego czasu Simone Weil sympatyzuje z antykolonialistycznymi działaczami, a następnie spotyka Messalego Hadża, który założył Gwiazdę Półnpocnoafrykańską i po jej delegalizacji Partię Algierskiego Ludu. Zamierza ona udać się nawet do Indochin pod koniec 1938 roku.

Ten artykuł został opublikowany w grudniu 1938 roku w Essais et Combats, organie Krajowej Federacji Socjalistycznych Studentów, w której jedno z odpowiedzialnych stanowisk zajmował Jean Rabaut, najstarszy z Demokratycznego Kręgu Komunistów. Poruszając „problem kolonii”, Simone Weil nie tylko protestuje przeciw krwawym represjom, lecz ponadto analizuje samą istotę sprawy kolonii, „zastosowanie siły w czystej postaci”.

Problemy kolonizacji wyrażają się przede wszystkim w stosunkach siły. Kolonizacja zaczyna się prawie zawsze od zastosowania siły w czystej postaci, czyli od podboju. Ujarzmiony przez wojsko lud doświadcza nagle przywództwa cudzoziemców, którzy mają inny kolor, inny język, zupełnie inną kulturę i są przekonani o swojej wyższości. Następnie, skoro trzeba żyć, i to żyć wspólnie, wytwarza się pewna równowaga, oparta na kompromisie między przymusem i współpracą. Każde społeczne życie jest wprawdzie oparte na takim kompromisie, ale proporcje przymusu i współpracy różnią się, a w koloniach udział przymusu jest na ogół o wiele większy niż gdzie indziej. Nie byłoby trudno znaleźć kolonię należącą do demokratycznego państwa, w której przymus jest pod wieloma względami gorszy niż w najgorszym totalitarnym państwie Europy.

Współistnienie dwóch ras, nawet jeżeli jedna przewodzi, samo przez się nie pociąga za sobą tak wielkiego przymusu. Można by znaleźć podstawy współpracy wystarczającej, aby ograniczyć przymus do minimum. Europejczycy, którzy wyruszają na inne kontynenty, mogliby przede wszystkim nie czuć się wyobcowani wśród istot uważanych za podrzędne, gdyby poznali lepiej własną kulturę i jej historię. Nie sądziliby wówczas, że kultura i historia innych są całkowicie zmyślone.

I odwrotnie, przyozdobiona własnymi urokami oraz urokami zwycięstwa europejska kultura potrafi zawsze przyciągnąć część młodzieży w kolonialnych krajach. Technika, wstrząsnąwszy wieloma zwyczajami, zadziwia i uwodzi swoją mocą. Podbite społeczności chcą tylko, przynajmniej częściowo, zasymilować tę kulturę i tę technikę i jeżeli to pragnienie nie pojawi się natychmiast, prawie nieuchronnie przyniesie je czas. Toteż serdeczna współpraca byłaby możliwa mimo podporządkowania jednej rasy innej rasie, gdyby każdy prowadzący do asymilacji etap wydawał się ujarzmionym ludziom etapem na drodze do gospodarczej i politycznej niezależności. W przeciwnym wypadku asymilacja zaostrza konflikty. Wychowana w kulturze zwycięzców młodzież jedynie pod przymusem znosi lekceważące traktowanie ze strony ludzi, wobec których czuje się podobna i równa. Jeżeli nędza mas rośnie albo tylko utrzymuje się, albo nawet maleje, ale nie w tempie, które odpowiada dowartościowaniu kraju, technika wydaje się zmonopolizowanym przez cudzoziemców dobrem, którym chciałoby się zawładnąć. Jeżeli ludność kolonii ma poczucie, że zwycięzca liczy na trwanie w nieskończoność stosunku podbijającego do podbitego, następuje pokój, który różni się od wojny wyłącznie tym, że jeden z obozów jest pozbawiony broni.

Każda kolonizacja za sprawą pewnego rodzaju bezwładności automatycznie zmierza do takiego właśnie stanu. Jest to oczywiście stan nie do zniesienia. Jeżeli założymy, że został spowodowany, to w jaki sposób może ulec poprawie?

Jednym ze środków, jakie można sobie wyobrazić, jest powstanie w kolonizatorskim narodzie poruszenia opinii, skierowanego przeciwko popełnianym w koloniach przerażającym niesprawiedliwościom. Wydawałoby się, że takie poruszenie opinii na pewno łatwo wywołać w kraju, który powołuje się na ideały wolności i humanitaryzmu. Doświadczenie pokazuje, że nic podobnego. W 1931 roku Louis Roubaud opublikował na pierwszej stronie Petit Parisien szereg pełnych przerażających i niezdementowanych rewelacji artykułów o Indochinach. 1 Nie wywołały one żadnego wrażenia, a dzisiaj jeszcze wielu wykształconych ludzi spośród tych, których uważamy za dobrze poinformowanych, nie wie wszystkiego o strasznych represjach z 1931 roku. Podczas wielkiego poruszenia w 1936 roku francuscy robotnicy nie przypomnieli sobie, jeżeli można tak powiedzieć, że istnieją kolonie. Reprezentujące ich organizacje oczywiście tak samo o tym nie pamiętały. Na ogół Francuzi są tak przekonani o własnej szlachetności, że nie dopytują się o krzywdy, których z ich powodu doznają mieszkające daleko ludy, a przymus pozbawia te ludy zdolności do skargi. Szlachetność u żadnego narodu nie prowadzi aż do podejmowania wysiłków w celu wykrycia popełnianych w jego imieniu niesprawiedliwości, a w każdym razie nie prowadzi ona aż tak daleko we Francji. Propaganda kilku osób może tylko niewiele temu zaradzić.

Drugi środek, który najnaturalniej przychodzi na myśl, to zwycięski bunt. Trudno jednak o zwycięski kolonialny bunt. Zbuntowani byliby liczniejsi, ale monopol techniki i najnowocześniejszej broni daje przewagę sił. Angażująca siły zbrojne kolonizatorskiego narodu wojna stworzyłaby zapewne możliwości gwałtownego usamodzielnienia, lecz nawet w podobnym wypadku bunt jedynie z trudem zdołałby się powieść, a przede wszystkim zagrażałyby mu bardzo ambicje innych uzbrojonych narodów. Gdyby bunt zakończył się szczęśliwie, to w większości wypadków zdobycie i utrzymanie niezależności w takich warunkach, konieczność zapewnienia obrony jednocześnie przeciwko narodowi, który niedawno rozkazywał i przeciwko innym apetytom wymagałyby takiego moralnego napięcia, tak znacznego wykorzystania wszystkich materialnych zasobów, że ludność mogłaby przy tym nie zyskać ani dobrobytu, ani wolności.

Narodowa niezależność jest bez wątpienia dobrem, ale staje się bezwartościowa, gdy wymaga takiej uległości wobec państwa, że przymus, wyczerpanie i głód są równie wielkie jak pod obcym panowaniem. My, Francuzi nie chcemy tyle płacić za obronę naszej narodowej niezależności, więc dlaczego ludność kolonii miałaby tyle płacić za zdobycie swojej niezależności?

Wydaje się, że nie ma żadnego wyjścia, a tymczasem jest jedno. Istnieje trzecia możliwość. Chodzi o to, aby w interesie kolonizatorskiego narodu było stopniowe usamodzielnianie własnych kolonii i aby rozumiał on ten interes. Warunki dla takiego rozwiązania istnieją. Gra międzynarodowych sił sprawia, że pilnym i oczywistym interesem Francji jest przekształcenie swoich poddanych we współpracowników. Musi ona zrozumieć ten interes i tutaj propaganda może się przydać.

Dla patrzącego jedynie na Europę jest z wielu względów godne pożałowania, że pokój można było utrzymać tylko za cenę monachijskich ustępstw. 2 To straszne dla tych sudeckich Niemców, których nie urzeka hitlerowski ustrój, bardzo bolesne dla Czechosłowacji, która ma już tylko cień narodowej niezależności i przykre dla Stanów Zjednoczonych, których prestiż, a w dalszej kolejności bezpieczeństwo wydają się osłabione. Jeżeli jednak patrzymy na Azję i Afrykę, to roztaczają się przed nami utopijne dotychczas nadzieje.

Francja, której pozycja w Europie została bardzo poważnie naruszona, utrzymuje się w szeregu wielkich mocarstw tylko dzięki swojemu Imperium. Lecz siła i prestiż, jakie jej pozostają, nie mogą już wystarczyć do zachowania tego Imperium, jeżeli ci, którzy je tworzą, sami nie zapragną w nim pozostać.

Roszczenia Niemiec w sprawie ich dawnych kolonii dotyczą tylko częściowego i drugorzędnego aspektu tego problemu. Nikt nie wie, kiedy Niemcy przedstawią oficjalnie te roszczenia ani jakie większe roszczenia mogą później nastąpić. Ale już dzisiaj francuskie Imperium jest przedmiotem apetytów Niemiec i ich sojuszników. Niemcy zawsze uważały – nie bez powodów – francuski protektorat nad Marokiem za bezprawny, Włochom dawno wpadło w oko Tunezja, a Japonia pragnie Indochin. Francja nie będzie posiadała mocy koniecznej do obrony tak rozległych obszarów, jeżeli zainteresowane społeczności będą jej w głębi duszy nieprzychylne albo nawet jeżeli będą przyglądały się konfliktowi ambicji jak zwykli widzowie.

W takich okolicznościach warto ponownie przeczytać pewną bajkę Lafontaine’a o ośle i jego panu. 3 We Francji wszyscy ją znają i należy tylko pomyśleć o wprowadzaniu jej w życie. Gdyby nawet wszyscy Francuzi z kolonii postępowali najbardziej humanitarnie, najbardziej życzliwie i najbardziej bezinteresownie, nie wystarczyłoby to do rozbudzenia w Imperium niezbędnych dla bezpieczeństwa Francji uczuć. Francuscy poddani powinni mieć coś własnego, co mogliby stracić pod innym panowaniem i dlatego nie powinni już dłużej być poddanymi, czyli inaczej mówiąc, dobrze lub źle traktowanymi, ale całkowicie uległymi wobec spotykającego je traktowania biernymi istotami. Muszą naprawdę, i to wkrótce, i to dość szybko wejść na drogę, która prowadzi od pozycji poddanego do pozycji obywatela.

Nie chodzi o to, aby uczynić nagle z kolonii niezależne państwa. Takie przeobrażenie nie miałoby na pewno przyszłości, ale przecież nie pomyślałby o nim żaden francuski rząd niezależnie od tego, na jaką powołuje się partię. 4 Należałoby zbadać warunki administracyjnej autonomii, współpracy w politycznych i wojskowych władzach, gospodarczej ochrony. Warunki musiałyby się różnić w zależności od kolonii. Tych samych rozwiązań nie da się bez wątpienia zastosować wobec Annamitów, którzy nie czekali na francuską inwazję, aby stać się wysoko cywilizowanym narodem i wobec pewnych obszarów w środku Afryki. Trzeba brać pod uwagę przeszłość, obyczaje, wierzenia. Ale niezależnie od warunków sukces jest możliwy tylko wówczas, gdy wynikają one z tej samej pilnej konieczności: ludność kolonii musi czynnie i z uwagi na własny interes uczestniczyć w politycznym oraz gospodarczym życiu swoich krajów.

W wypadku Francji nie jest pewne, czy taka polityka, nawet szybko i umiejętnie wprowadzona, może okazać się skuteczna. Być może jest zbyt późno. Jeżeli na przykład naprawdę wśród milionów mieszkańców Północnego Annamu i Tonkinu prawie dziewięć rodzin na dziesięć straciło przynajmniej jednego ze swoich członków z powodu represji w 1931 roku, to te miliony ludzi nie wybaczą być może łatwo. Jest jednak niemal pewne, że ta polityka daje Francji jedyną szansę zachowania pozycji wielkiego mocarstwa, co prawie wszyscy politycy uznają za niezbędne dla jej bezpieczeństwa.

Za to gdy chodzi o kolonie, to taka polityka, jeżeli będzie rzeczywiście przestrzegana, okaże się skuteczna w każdym wypadku. Czy wśród skolonizowanej ludności wskutek częściowego usamodzielnienia wytworzą się korzystne dla utrzymania francuskiego Imperium uczucia, czy też nie; czy pozostanie ona w niedalekiej przyszłości pod francuskim panowaniem, czy też przejdzie pod inne panowanie – w każdym wypadku zdobyte wolności umożliwią jej obronę przed wszelkiego rodzaju uciskiem i dojście do całkowitej samodzielności, której w tej chwili nie posiada.

Obecnie jest bezbronna i zdana na łaskę każdego, kto wśród niej posiada broń. Nie ma na przykład żadnej wątpliwości, że gdyby Japonia zajęła obecnie Indochiny, skorzystałaby ze stanu bezsilności i bierności, w jakim zastałaby Annamitów. Gdyby zastała ich jako posiadaczy pewnych wolności, byłoby jej trudno przynajmniej tego nie utrzymać. Toteż z francuskiego punktu widzenia taka polityka jest konieczna, a z ludzkiego punktu widzenia – który nawiasem mówiąc, naturalnie zajmuję – byłaby korzystna bez względu na skutki możliwe dla Francji.

Ci, którzy przyzwyczaili się kategoryzować wszystko na dwa sposoby: jako „rewolucyjne” lub „reformistyczne” – przy czym pierwszy epitet w tym manichejskim systemie oznacza dobro, a drugi zło – będą niewątpliwie sądzili, że takie rozwiązanie problemu kolonii jest dotknięte nieusuwalnym kalectwem reformizmu. Ja bez wahania stwierdzam, że jeśli urzeczywistni się ono, będzie nieskończenie korzystniejsze od samodzielności uzyskanej w wyniku zwycięskiego powstania.

Pozwoliłoby bowiem podlegającej dzisiaj tylu nieznośnym ograniczeniom ludności osiągnąć przynajmniej częściową wolność bez przymusowego popadania w zajadły – a skądinąd imperialistyczny i zdobywczy – nacjonalizm, w przesadne uprzemysłowienie, oparte na trwającej nieskończenie długo nędzy ludowych mas, w napastliwy militaryzm, w przypominające totalitarne kraje upaństwowienie całego społecznego życia. A takie byłyby prawie na pewno następstwa zwycięskiego powstania. Jeżeli chodzi o następstwa niezwycięskiego powstania, to byłyby one zbyt okropne, aby chciało się o nich wspominać. Inna, niewątpliwie mniej chwalebna droga nie wymagałaby krwi, ale jak mówił Lawrence z Arabii, 5 ci, którzy stawiają sobie za cel wolność, pragną raczej żyć, aby z niej korzystać, niż dla niej umierać.

Tym, co może przeszkodzić w realizacji tak pożądanemu rozwiązaniu problemu kolonii, jest nieznajomość we Francji dotyczących tego problemu danych. Nie wiemy, że Francja nie jest w oczach większości swoich poddanych demokratycznym, sprawiedliwym i szlachetnym narodem, jakim jest ona w oczach tylu przeciętnych i nieprzeciętnych Francuzów. Nie wiemy, że zwłaszcza Annamici nie mają żadnego powodu, aby woleć ją niż Japonię i rzeczywiście, jak słychać z wielu stron, nie wolą. Tutaj rola informacji może być bardzo ważna.

Dopóki informacje dotyczące ustroju kolonii będą kwestionowały jedynie szlachetności Francji, grozi im spotkanie z obojętnością i przede wszystkim z powszechnym niedowierzaniem. I to się rzeczywiście dzieje. Gdy zaczną mówić o bezpieczeństwie, mają szansę, że będą brane poważniej. Chociaż przyjęcie tego jest bardzo trudne i bardzo upokarzające, krajowa opinia bez jakiejkolwiek różnicy społecznych klas odczuwa bardziej to, co zagraża bezpieczeństwu, niż to, co obraża sprawiedliwość.

Przypisy:
1 Zob. Louis Roubaud, Viet-nam. La tragédie indochinoise, dz. cyt.
2 Układy monachijskie zostały podpisane 30 września 1938 roku. Zaludnione przez Niemców czechosłowackie obszary Sudetów zostały w ten sposób odstąpione Niemcom. Chociaż Simone Weil uważała podpisanie układów za właściwe, była przekonana o konieczności rozpoczęcia globalnych rokowań na temat europejskich problemów.
3 „Los miał słuszność w każdym względzie:/ Zawsze nieradzi ze swojej kondycji,/ A z obecnej w pierwszym rzędzie”. J. Lafontaine, „Osioł i jego panowie”, w: Bajki, przeł. S. Komar, Wrocław 1951, s. 153 – 154.
4 Rząd Léona Bluma podjął dwie próby zmiany sytuacji w Algierii i na Bliskim Wschodzie; Maurice Viollette przygotował przedstawiony Zgromadzeniu Narodowemu pod koniec 1936 roku projekt ustawy przyznającej prawo wyborcze muzułmańskim elitom – projekt został odrzucony wobec nacisku europejskich deputowanych z Algieru oraz sprzeciwu nacjonalistycznego przywódcy Messalego Hadża; w sierpniu 1036 roku Pierre Viénot podpisał z nacjonalistami Syrii i Libanu dwa traktaty przewidujące niezależność obydwóch terytoriów; te nieratyfikowane nigdy przez parlament traktaty unieważniono w styczniu 1939 roku.
5 Thomas Edward Lawrence (1888 – 1935), orientalista i agent angielskich tajnych służb usiłował przy okazji pierwszej wojny światowej zbudować związane ze Zjednoczonym Królestwem wielkie arabskie Imperium, ale przeszkodziła mu francuska polityka w tym regionie. Simone Weil przeczytała jego wydaną w 1936 roku po francusku książkę Siedem filarów mądrości (wyd. pol. 1971) i była nią zachwycona.

Simone Weil

tłum. Małgorzata Frankiewicz

Inne teksty Simone Weil

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code