Historia

Konserwatyści, anarchiści czy pacyfiści?

Konserwatyści, anarchiści czy pacyfiści?

Anna Smółka

Ruch Wolność i Pokój narodził się w 1985 r. i jest ważnym fragmentem opozycji w PRL ze względu na motywy, które kierowały założycielami, formy działania, a także osoby – niektóre dziś na szczycie politycznym. Mapa ugrupowań opozycyjnych w połowie lat osiemdzisiątych składała się z największej struktury czyli Solidarności i mniejszych, na ogół współpracujących z „S”: Komitetu Oporu Społecznego (KOS) najsilniejszego w Warszawie, Konfederacji Polski Niepodleglej najaktywniejszej w Krakowie, Niezależnego Zrzeszenia Studentów, Polskiej Partii Socjalistycznej, Ruchu Spoleczeństwa Alternatywnego, Pomarańczowej Alternatywy (?) czy Federacji Mlodzieży Walczącej.  Inność WiP-u polegała na skupieniu się na walce o bardzo konkretne i bardzo radyklane na ówczesne czasy postulaty związane z armią, która do tej pory stanowiła swoiste tabu wśród opozycji: zmianę roty przysięgi wojskowej, tzn. usunięcie zdań o wierności Armii Radzieckiej, wprowadzenie godziwej służby zastępczej, uwolnienie więzionych za odmowę służenia w armii wreszcie ochronę środowiska. Druga ważna roznica to zmiana formuły działania – wyjście z podziemia i jawne, często spektakularne działania: sittingi, demonstracje na wysokich rusztowaniach, (dokuczliwie dla milicjantów zmuszonych wdrapywać się tam, żeby aresztować delikwentów), przejazdy przez miasto wesołym tramwajem z transparentami i ulotkani, etc.  Zarówno postulaty zwłaszcza te dotyczące armii, jak i barwna forma działania spowodowały sporo zamieszania w postrzeganiu WiP-u jako grupy anarchistów i pacyfistów. Tymczasem WiP powstał jako absolutnie antykomunistyczny ruch utworzony przez ludzi tworzących w 81 roku NZS, współpracujących blisko z Solidarnością, podziemnymi wydawnictwami, majacych czesto za soba internowanie, więzienie i inne prześladowania, co więcej część jego tworców już wtedy określała się jako zadeklarowani konserwatyści.

Grudzień 1984 r. Marek Adamkiewicz, działacz Studenckiego Komitetu Solidarności, a potem Niezależnego Zrzeszenia Studentów został skazany przez Wojskowy Sąd Garnizonowy w Szczecinie za odmowę złożenia przysięgi wojskowej, na dwa i pół roku więzienia. (- Nie wyobrażałem sobie złożenia hołdu wierności obcej armii, przysięgi komunistycznej władzy). Wiadomość o wyroku zelektryzowała środowisko ludzi młodych, ale mających już za sobą doświadczenia działalności w opozycji i represje ze strony władz. Znali się z wcześniejszej działalności. Niektórzy z nich otarli się w latach 70. o ruch hipisowski – Roland Kruk, Jarema Dubiel, Marek Adamkiewicz. Inni wywodzili się ze środowisk konserwatywnych: Jan Maria Rokita, Bogdan Klich, Konstanty Miodowicz, Bartlomiej Sienkiewicz, Dariusz Rupiński. Część z nich współpracowała z KOR: Jarema Dubiel, Jacek Czaputowicz, Roland Kruk, Leszek Budrewicz, Marek Adamkiewicz. Politycy, społecznicy, pedagodzy, naukowcy. Dzieliło ich wiele. Łączyło jedno – antykomunizm i poszukiwanie innej formuły działania niż podziemna Solidarność.

Narodziny

Uwięzienie Adamkiewicza podziałało jak iskra na beczkę prochu. Zaczęły się gorączkowe dyskusje, co dalej. Opowiada Piotr Niemczyk: – Na pomysł głodówki wpadł Czapa; konsultował to z Jackiem Kuroniem i Januszem Grzelakiem. Czapa mówił – zrobimy głodówkę i na niej powołamy ruch pokojowy. W tyle głowy była myśl, żeby zabrać czerwonemu poborowych, tutaj go zaatakować. Baliśmy się mówić to na głos – w końcu czym innym jest robienie ruchu pokojowego, a czym innym osłabianie mocy obronnych państwa, za co groziło 15 lat więzienia.

Głodówka rozpoczęła się w Podkowie Leśnej, w kościele św. Krzysztofa, 17 marca 1985 r. Wzięło w niej udział ok. 20 osób m.in.: z Warszawy – Jacek Czaputowicz, Jarema Dubiel, Roland Kruk, Maciej Kuroń, Piotr Niemczyk, Konstanty Radziwiłł, z Wrocławia – Marek Krukowski, Leszek Budrewicz, ze Szczecina – Mirosław Witkowski. Z wykładami przyjechali m.in.: Jan Józef Lipski, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Jacek Santorski, ks. Michał Czajkowski. Uczestnicy głodówki ogłosili zamiar powołania ruchu pokojowego.

Wspomina Jan Maria Rokita: – Myśmy w Krakowie już wcześniej rozmawiali o tym, że trzeba stworzyć instytucję o charakterze pacyfistycznym, walczącą fundamentalnie i pryncypialnie z wojskiem, że to jest teren, gdzie można pozyskać młodych ludzi. Radek Huget przyszedł pewnego razu i powiedział, że nasz pomysł będzie w najbliższym czasie wyeksploatowany w Warszawie. Spacerowaliśmy po Plantach i on mnie przekonywał, że musimy natychmiast zrobić to w Krakowie. Zacząłem poszukiwać inspiracji w wydawanych co roku na 1 stycznia orędziach Wojtyły na światowy dzień pokoju. Tam znalazłem argumentację o prawdziwym pokoju, który jest możliwy tylko w warunkach wolności, z powołaniem się na św. Augustyna i o prawdziwej wolności, która urzeczywistnia się tylko w warunkach pokoju. Pomyślałem, że to mogłoby dobrze pasować i byłoby od razu hasło. No i się spodobało. Deklarację założycielską podpisało osiem osób z Krakowa.

W Warszawie nikt nie zgłaszał zastrzeżeń do krakowskiego tekstu, co więcej nadszedł on w czasie, kiedy dyskusje, co robić dalej po głodówce troche juz wszystkich zmęczyły. 2 maja napisano oświadczenie o przyłączeniu się kilkunastu osób do Ruchu Wolność i Pokój. Wkrótce dołączyli się wrocławianie; opowiada Leszek Budrewicz: – Pierwsze spotkanie odbyło się na Osiedlu Kosmonautów. Wzięli w nim udział także Tomek Wacko, Krzysztof Albin, Marek Krukowski, Grzegorz Francuz, i Paweł Wrabec. Ale drzwi mieszkania, gdzie się umówiliśmy, były zamknięte. I myśmy pierwsze rozmowy odbyli w piaskownicy. W tej piaskownicy założyliśmy, że WiP trzeba zrobić.

Do Gdańska pojechał Piotr Niemczyk mając w kieszeni adresy dwóch znajomych Czaputowicza z NZS, oni z kolei ułatwili dotarcie do grupy anarchistów z Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego. Krótko wcześniej odbyła się w Gdańsku demonstracja 1 majowa, podczas której tłum przybyły na wezwanie RSA agresywnie zaatakował milicjantów, ciężko raniąc wielu z nich. To wydarzenie było wstrząsem dla liderów RSA; nie spodziewali się takich skutków zorganizowanej przez siebie manifestacji. Wprawdzie wcześniej pisali w swoich broszurach, że na siłę trzeba odpowiedzieć siłą, ale teraz te recepta przestała dla nich być oczywista. Kontakty z WiP i nowe propozycje działania przyszły w najlepszym momencie.

Klopoty ideowe: od Jana Pawla II do Bakunina

Pierwsze spotkanie przedstawicieli WiP z Warszawy, Wrocławia i Gdańska zorganizowano w Marcinkowie w Kotlinie Kłodzkiej. Od pierwszych chwil szczególnie ostro zarysowały się różnice postaw i poglądów. Wojciech Jankowski: – O mało nie pobiłem się z Radkiem Hugetem, który wówczas jeszcze działał w KPN. Przywitał mnie: Słyszałem, że chcesz znieść państwo. Więc ja mu na to: Słyszałem, że chcesz odbić Lwów. Jednak szybko okazało się, że kompromis ideowy jest możliwy. Istniało wspólne stanowisko w sprawach związanych ze służbą wojskową, ekologią i kontaktami zagranicznymi.

Dyskusje w Marcinkowie zakończyły się poza tym konkretnymi decyzjami: odmowy służby wojskowej przez Jankowskiego, odsyłania książeczek wojskowych do MON, zorganizowaniem marszu na grób Schimka w Machowej w rocznicę jego śmierci. Austriak Otto Schimek, żołnierz Wermachtu został rozstrzelany podczas drugiej wojny światowej jako dezerter, ponieważ odmówił brania udziału w mordowaniu ludności cywilnej. Pierwszy marsz miał miejsce 7 listopada 1985 r., na drugi wiosna 86 roku w rocznice jego urodzin rzad juz sie przygotowal. SB przeprowadziła rozmowy ostrzegawcze z uczestnikami WiP w różnych miastach, zatrzymano na 48 godzin Jana Rokitę i Bogdana Klicha. Od rana 4 maja dworzec PKS w Tarnowie, dokąd zjeżdżali się wszyscy na uroczystości, był pełen funkcjonariuszy SB w cywilu; na drodze do Machowej postawiono 5 wozów ZOMO. Wspomina Jan Rojek: „Regularnie nas drutowali – albo na dworcu w Tarnowie, albo na polach. Np. idziemy polami, a tu dziesięć nysek po tych zaoranych polach i nas wyłapywali.  Każdy z nas coś tam przy sobie miał, ulotki. Darek Rupiński zjadł chyba z kilo makulatury, po co to miał być materiał obciążający, myśmy to jedli. Do Tarnowa było dziesięć kilometrów i myśmy zjedli wtedy prawie ryzę papieru w dwadzieścia osób.  Regularnie wpieprzaliśmy papier. Niektórzy mieli nieżyt żołądka przez tydzień.” Zatrzymano łącznie około 50 osób

Wiosną 1986 r. do wipowców dołączyły dwa nowe ośrodki: Poznań i Gorzów. Każde z miast miało swoją specyfikę. Kraków był ideologicznie prawicowy; motywacja dla działania w WiP była jednoznaczna – walka z komunistycznym rządem. Ruch wydawał się idealną bronią w tej wojnie. Uderzał w armię stanowiącą fragment Układu Warszawskiego, dawał też możliwość utworzenia antysowieckiego nurtu w międzynarodowym ruchu pacyfistycznym. Ideologicznie jednolity Kraków był podzielony towarzysko na dwie grupy: Rokity i Hugeta; pierwsza postrzegana jako wyrachowani pragmatycy, druga jako zadymiarze. Obie grupy do połowy 1988 r. zgodnie jednak ze sobą współpracowały. Wtedy pojawiły się różnice nie tyle światopoglądowe, ile w ocenie zmian politycznych w Polsce i drogi obranej przez przywódców Solidarności, wiodącej do porozumień Okrągłego Stołu. Kraków też jako jedyny  zainteresował się wojną przeciw ZSRR w Afganistanie, mi.in dlatego, że z Krakowa pochodził poległy w walce z Rosjanami Lech Zondek.

Na początku grudnia 85 roku Międzynarodowy Czerwony Krzyż wystosował apel o pomoc dla Afganistanu. Krakowski WiP podchwycił ten apel i włączył się drukując cegiełki; dochód z ich sprzedaży przeznaczono na pomoc medyczną dla powstańców.

Jesienią 86 roku uczestnik WiP z Krakowa Wojciech Modelski wyjechał do Stanów Zjednoczonych i natychmiast po przyjeździe rozpoczął w stanie Idaho razem z amerykanskimi organizacjami akcję sprowadzania rannych i uchodźców z Afganistanu. Umieszczano ich w szpitalach, a po wyleczeniu w prywatnych domach. Przemówienie na ten temat wygłosił w październiku 86 roku na posiedzeniu Senatu republikański senator McClure; z ogromną sympatią wyrażał się on o polskim emigrancie i jego inicjatywie, a także o jego przyjaciołach w Polsce, którzy z powodu poparcia okazywanego powstańcom afgańskim są represjonowani.

Udało się nawet nawiązać bezpośredni kontakt z legendą afgańskich mudżahedinów, Massudem, który przysłał list z podziękowaniem za wsparcie dla WiP-u.

Warszawa była podzielona i ideologicznie, i towarzysko – na tych, którzy chodzili na obiady do Czaputowicza i na tych, co szli do baru z Jaremą Dubielem. Obaj działali w SKS, ale różnili się osobowością i podejściem do polityki. Jacek Czaputowicz był typem działacza politycznego, dobrym organizatorem, umiejącym tworzyć sprawny system przekazywania informacji do mediów zachodnich i podziemnej prasy, dla której zresztą część wipowców pracowała. W ten sposób stosunkowo mała grupa – po kilkanaście osób w zaledwie kilku miastach – stała się znana w kraju i za granicą. Dla Czaputowicza WiP był po prostu formą działalności politycznej wymierzonej w komunizm.

Jarema Dubiel był z zawodu i zamiłowania pedagogiem pracującym w Szkolnym Ośrodku Socjoterapii. Wylądowała tutaj niejedna barwna postać, nie mieszcząca się w szarzyźnie rzeczywistości komunistycznej. Andrzej Stasiuk zabawnie charakteryzuje go (w książce „Jak zostałem pisarzem”): „Uczniowie bardzo go cenili, ponieważ nie był wymagający w potocznym znaczeniu tego słowa. Wymagał jedynie, aby jego podopieczni bezkompromisowo rozwijali swoją osobowość. (…) Dziadek Jarema był za całkowitą legalizacją marihuany. Także na terenie szkoły. Na tym tle często dochodziło do konfliktów z resztą kadry.” Dubiel był zwolennikiem filozofii non-violence, która dopuszcza przemoc tylko w sytuacji obrony koniecznej; odwoływał się ideowo do Mahatmy Gandhiego. W Warszawie tez miescilo sie ubogie centrum finansowe ruchu, ktory nigdy nie dysponowal duzymi pieniedzmi – skarbnikiem zostal Konstanty Radziwill cieszacy sie nieposzlakowana opinia, dawny skarbnik NZS-u w 81 roku: „Po wprowadzeniu stanu wojennego w 81 r udało mi się uratować trochę pieniędzy NZS, które co komiczne, pochodziły z dotacji państwowej. Zanim powstał WiP były już używane w różnych miejscach i celach, głównie wydawniczych. Musiałem te pieniądze trzymać na książeczce PKO, czy pod materacem. Dostawaliśmy drobne sumy ; ktoś przyjechał i przywiózł nam 20$. Dziś to nie są pieniądze, ale wtedy się liczyły. Można było za to coś wydać, albo pojechać do Szczecina i z powrotem.  Głównym źródłem pieniędzy był Zachód; bardzo różne osoby i organizacje. Kiedyś na przykład dostaliśmy pieniądze od rządu londyńskiego. Albo czyjaś ciocia, czyjś wujek dali 10$ lub jakaś grupa na emigracji. Było bardzo wiele drobnych wpłat.Ja prowadziłem regularną księgowość, zapisywałem wszystko w księdze, która potem wpadła w ręce milicji”.

Gdański WiP wywodził się ze środowiska anarchistów, którego jednym z liderów był Wojciech Jankowski. Jego okres utożsamiania się z podziemnymi strukturami „S” nie trwał długo. Lektury Abramowskiego, Kropotkina i Bakunina oraz negatywne doświadczenia z władzą i opozycją popchnęły go w stronę anarchizmu, na początku bardzo radykalnego. Wraz z grupą podobnie myślących osób założyli Ruch Społeczeństwa Alternatywnego. Zaczęli też wydawać pisemko pod tytułem „Homek”, w którym zamieszczali artykuły ostro krytykujące wojsko oraz obowiązek odbywania służby zastępczej. Innym celem ataków był Kościół, sam Jankowski mówi o sobie z tego okresu jako o wojującym ateiście. Ich stosunek do pacyfizmu był zbliżony do postawy Jaremy Dubiela. Zeby bylo smieszniej Jankowski uczyl w szkole PO czyli przysposobienia obronnego.

Wrocław, najbardziej chyba rozmaity pod względem światopoglądowym, był zarazem najmniej podzielony towarzysko. Widać wśród wrocławian dwa źródła non violence: korzenie kontrkulturowe i nauki Kościoła katolickiego.

….pieprzę i odsyłam

Już latem 1985 r. w czasie pierwszego spotkania Jacek Czaputowicz zaproponował, żeby odesłać książeczki wojskowe wraz z listem wyjaśniającym przyczyny na ręce ministra obrony narodowej. Początkowo twierdził, że akcję można zacząć, jeśli co najmniej 50 osób zdecyduje się przyłączyć, co zwiększy bezpieczeństwo uczestników i zainteresuje media zachodnie. Wspomina Piotr Niemczyk: – Ja się wtedy strasznie bałem iść do wojska. Pomyślałem, że z tymi książeczkami to świetny pomysł, bo może mnie wsadzą, ale do wojska nie wezmą . Potem okazało  się, że każdy miał sto tysięcy powodów, żeby się wykręcić – przeważnie, że zgubił książeczkę. Ja powiedziałem, że pieprzę i odsyłam, bo mi się podoba ten pomysł. Pierwsi swoje książeczki wojskowe wraz z oświadczeniem odesłali 12 września Jacek Czaputowicz, Jarema Dubiel i Piotr Niemczyk. We wrześniu 1985 r. Wojciech Jankowski odmówił przyjęcia powołania do wojska, deklarując jednocześnie gotowość do odpracowania służby wojskowej. Władze wojskowe były na nową konfrontację najwyraźniej nieprzygotowane, urzędnik Wojskowej Komendy Uzupełnień rozpaczliwie próbował znaleźć u Jankowskiego jakąkolwiek chorobę, żeby móc go po prostu zwolnić. Jankowski chodzil do WKU ze szczoteczka do zebow, wkrotce okazalo sie, ze slusznie, bo idylla sie skonczyla. Zostal aresztowany i skazany na 4 lata wiezienia.

W listopadzie ci, którzy odesłali swoje książeczki wojskowe stanęli przed kolegium do spraw wykroczeń w Urzędzie Dzielnicowym Warszawa – Środmieście.  Wyznaczono po 10 minut na osobę; obrońcami byli ˙Piotr Andrzejewski i, drugiego dnia, Jolanta Nowakowska. Sposób funkcjonowania ówczesnych kolegiów był dość specyficzny. Przewodniczący składu orzekającego Antoni Gaweł bez przerwy żując gumę rzucał od czasu do czasu uwagi: „Protestować to pan sobie możesz w domu”, ”Niech mi pan tu nie opowiada bajek” i „Słuchaj pan uchem, a nie brzuchem”.  Kolegia w tej samej sprawie odbyly sie w innych miastach. Wkrotce tez posypaly sie aresztowania dzialaczy WiP, niektore dokonywane w brutalny sposob. W ciągu następnych kilku lat WiP spopularyzował tę formę protestu – stopniowo do akcji odsłania książeczek i odmowy przysięgi lub służby wojskowej przyłączali się inni. Władze przystąpiły do represji, ale to tylko zwiększyło liczbę odmawiających – według danych WiP tylko między styczniem a czerwcem 1987 r. było to 40 osób. W tym czasie uczestnicy i sympatycy ruchu znajdowali się już w wielu miastach Polski. O aresztowanych kolegów dopominali się pozostali, listy otwarte pisali liderzy Solidarności z Wałęsą na czele, a także zaprzyjaźnione już w tym czasie organizacje zachodnich pacyfistów. Nie obyło się bez elementów humorystycznych: W Gdańsku zbierano podpisy pod petycją w jego obronie, jak opowiada sam zainteresowany: „…nawet ksiądz Jankowski podpisał. Doszło do zabawnej sytuacji, kiedy jakieś babcie, niezupełnie świadome sprawy, przyszły podpisać petycję i dopytywały, czy nie jestem przypadkiem synem księdza.”

Aresztowani wipowcy wyszli na wolność na mocy amnestii jesienią 86 roku. Druga fala aresztowań przyszła latem 87 roku. W listopadzie aresztowano Sławomira Dutkiewicza z Bydgoszczy i skazano na 2,3 lata więzienia. Dutkiewicz od momentu aresztowania prowadził głodówkę i bardzo szybko zaczął być dokarmiany siłą. W styczniu odbyła się rozprawa rewizyjna – wyrok utrzymano w mocy. Dziesięć dni wcześniej wezwano go do raportu do naczelnika za leżenie na pryczy w ciągu dnia, po czym wyprowadzono z ustami zawiązanymi ręcznikiem do celi dzwiękochłonnej, gdzie został dotkliwie pobity. Schudł o 17 kg. Odebrano mu pozwolenie na widzenia i prawo do korespondencji. W marcu przeniesiono go do więziennego szpitala.

Kilkuletnia walka przyniosła efekty: w czerwcu 1988 r. Sejm uchwalił nową ustawę o przysiędze wojskowej, z której usunięto sformułowania budzące sprzeciw oraz zmienił ustawę o powszechnym obowiązku obrony PRL, umożliwiając odbywanie służby zastępczej poborowym odmawiającym pójścia do wojska z przyczyn światopoglądowych. Stopniowo odmawiający służby zaczęli opuszczać więzienia, w końcu sierpnia 88 roku wyszedł na wolność także Sławomir Dutkiewicz.

Jednym w powodów tak szybkiego – jeszcze przed Okrąglym Stołem – poddania się władz mogła być obawa przed kontaktami WiP-u z zachodnimi ruchami pacyfistycznymi, które obóz wschodni wspierał widząc w ich protestach przeciwko wyścigowi zbrojnemu świetne narzędzie polityki antyamerykańskiej. Tymczasem aresztowania ich polskich kolegów za podobną działaność, dyskusje o wolności, sprzeciw Polaków wobec jednostronnego rozbrojenia wreszcie przyjaźnie osobiste zmieniały ocenę rzadów komunistycznych w oczach zachodnich pacyfistów.

„Dziś Czarnobyl, jutro Żarnowiec!”

W kwietniu 1986 r. miała miejsce katastrofa elektrowni atomowej w Czarnobylu na Ukrainie. W tym czasie we Wrocławiu przebywała czasowo gromada warszawiaków: Roland Kruk, Jarema Dubiel, Lech Budrewicz, Radosław Gawlik, Marek Krukowski, Małgorzata Krukowska. Zrobili tzw. sitting. 2 maja po południu w godzinach szczytu osiem osób usiadło na schodach przejścia podziemnego przy ul. Świdnickiej, jednej z głównych ulic Wrocławia, trzymając plakaty z hasłami, wokół zgromadziło się ok. 200 osób. Milicja nie interweniowała. Marek Krukowski: – To było niesamowite, że nic się nie stało. To była pierwsza, publiczna akcja niezależna.

Jesienią 1986 r. wrocławski WiP na czele z Radoslawem Gawlikiem bardzo aktywnym na polu ekologii wygrzebał inną sprawę dotyczącą środowiska. Ścieki i odpady z Huty Siechnice znajdowały się na granicy terenów wodonośnych Wrocławia, co oznaczało zagrożenie wody pitnej skażeniem metalami ciężkimi. Uczestnicy Ruchu zaangażowali się w kilkuletnią walkę o zamknięcie huty. Organizowali też akcje uświadamiające mieszkańcom bloków ocieplanych azbestem, że substancja ta jest rakotwórcza. W Szczecinie wipowcy protestowali przeciwko zatruwaniu powietrza przez fabrykę nawozów sztucznych w Policach. W Krakowie podobne akcje koncentrowały się na sprawie Huty im. Lenina. Wipowcy z Poznania i Gorzowa Wielkopolskiego uratowali rezerwat nietoperzy w Międzyrzeczu, gdzie w doskonale zachowanych, poniemieckich bunkrach władze chciały umieścić składowisko odpadów promieniotwórczych z Ośrodka Badań Jądrowych w Świerku (a w przyszłości z elektrowni jądrowej w Żarnowcu). Zmobilizowano miejscową ludność i w efekcie marszów protestacyjnych zakończonych głodówką w miejscowym kościele władze odstąpiły od tego zamiaru. Gdański WiP rozpoczął protesty przeciwko budowie elektrowni jądrowej w Żarnowcu, które zakończyły się sukcesem już w III RP.

Kontakty zagraniczne

Ważną częścią działań WiP były kontakty zagraniczne. W drugiej połowie 1985 r. i na początku 1986 r. na Zachód wyjechali Jacek Czaputowicz i Piotr Niemczyk. Towarzyszyło im duże zainteresowanie zagranicznych mediów oraz polskiego wywiadu, skutkiem czego natychmiast po powrocie do kraju obaj zostali aresztowani. Ukoronowaniem tych i wielu innych kontaktów było zorganizowanie w maju 1987 r. przez WiP w Warszawie, w kościele przy ul. Żytniej, międzynarodowego seminarium. Władze starały się zrobić wszystko, aby to uniemożliwić. Zgodnie z zapowiedzią Jerzego Urbana, wielu gości, zarówno z bloku wschodniego, jak i z Zachodu, nie zostało wpuszczonych do Polski. Udało się wjechać Węgrom i Jugosłowianom, dotarlo ponad 60. działaczy z reprezentujących 30 organizacji pokojowych z USA, Kanady i krajów Europy Zachodniej.

Jak pisał Marek Kossakowski (pod pseudonimem Marco Polo) w „Tygodniku Mazowsze”: „ Atmosfera spotkania przywodzi na myśl biura regionalne „Solidarności” z okresu posierpniowego. Kłębiący się tłum, porozkładana bibuła, rozdawanie znaczków (wśród nich frywolnych ’Wojsko-fuj’ i ‘Żarnowiec-dupa’), entuzjazm, który zastępuje rutynę organizacyjną, kręcące się ekipy telewizji zachodniej i dziennikarze. W salach budowanej od lat parafii brak okien, chłodno. Ogrzać się można na dziedzińcu, w słońcu, gdzie jest także herbata albo zupa z kotła. Uderza misz-masz uczestników: obok zachodnich pacyfistów (brody, dżinsy, swetry) grupa ‘anarchistów’ Wojtka Jankowskiego z Gdańska (białe rękawiczki, ogolone głowy), solidarnościowy establishment, sympatyzująca z KPN-em młodzież z Krakowa i ’oazowa’ z Gorzowa, robotnicy zatrudnieni przy budowie kościoła, niezależni plastycy”.

Zetknięcie się Wschodu i Zachodu pokazało różnicę doświadczeń historycznych, ocen sytuacji politycznej, a także celów ich działalności. Jarema Dubiel: – Przyjeżdżali ludzie i usiłowali o czymś rozmawiać, a my żeśmy te dyskusje kretyńsko wekslowali, że u nas jest gorzej, a u nich lepiej. Wyraźnie rozumieli, że rzeczywiście niezwykłym skurwysyństwem jest to, że nie mamy paszportów. Dla nas najgorsze było, że mogą cię zamknąć na osiem lat na przykład. Mieliśmy poczucie, że tam na Zachodzie nic się nie dzieje, rzeki miodem płyną, a my tu rzeczywiście walczymy o cały świat. Oni byli za jednostronnym rozbrojeniem, skoro Wschód nie chce się rozbrajać, to przynajmniej Zachód powinien się rozbroić. Dla nas rozbrojenie się Zachodu to był horror i groza. Tutaj już był spór na noże, kiedy oni nam mówili, ze blokują atomowe wyrzutnie, my mówiliśmy, gdyby im się to udało, natychmiast Rosja ruszy i wszystkich nas zmiecie z powierzchni.

Później, w roku 87,  raczej dzięki nowym możliwościom niż nowemu zainteresowaniu, bo kontakty tego rodzaju były zawsze w polskiej opozycji niezwykle cenione, WiP zaangażował się w różne akcje organizowane przez powstałą w tym okresie ”Solidarność Polsko-Czechosłowacką”. Prawie w tym samym czasie, bo w lutym, aresztowano na Węgrzech studenta Zsolta Keszthelyi  niezależnego działacza, który odesłał książeczkę wojskową. W Czechosłowacji został aresztowany za to samo Petr Pospichal. WiP nawiazal kontakty z ich bliskimi i organizował w Polsce akcje protestacyjne przeciw ich uwięzieniu.

Epilog

WiP w tym składzie zakończył działalność jesienią 1988 r., dalszy ciąg jego dziejów to nowi liderzy tacy jak Marek Kurzyniec, którzy po odejściu twórców przekształcili ruch w anarchizującą organizację pozarządowa. Nie sprawdziły się przewidywania działu analiz SB, że WiP przekształci się w zalążek partii politycznej zbliżonej do niemieckich Zielonych. Za duże były różnice światopoglądowe, za szybko zmieniała się sytuacja polityczna w Polsce i na arenie międzynarodowej; a poza tym starszyznę wipowską wciągał już wir wydarzeń w kraju. Tutaj zresztą powstał jeszcze jeden mit wokół WiP-u, mowiacy. że jego liderzy gremialnie poszli do nowo powstajacych sluzb specjalnych czyli Urzedu Ochrony Panstwa. Tymczasem dotyczylo to tylko trzech osob. Piotr Niemczyk stworzyl polski biały wywiad czyli Biuro Analiz i Informacji korzystające  wyłącznie z prasy i jawnych dokumentów, Konstanty Miodowicz, przez kilka lat szefowal kontrwywiadowi, a Bartlomiej Sienkiewicz byl dyrektorem Biura Koordynacji i Prognoz. Dziś dwaj ostatni sa w PO podobnie jak ich przyjaciel i lider partii Jan Rokita, Piotr Niemczyk byl wiceministrem gopodarki w rządzie Jerzego Buzka, sekretarzem generalnym Unii Wolności, a dziś prowadzi własną firmę, Radoslaw Gawlik, poseł Unii Wolności, wiecminister ochrony środowiska w rządzie jest jednym z zalożycieli nowo powstałej Partii Zielonych (a jednak!), Konstanty Radziwiłł jest lekarzem i prezesem Izby Lekarskiej. Jacek Czaputowicz jest wicedyrektorem Słuzby Cywilnej. Wojciech Jankowski razem z przyjacielem z WiP-u Krzysztofem Galińskim prowadzi Gdanskie Towarzystwo Hipoterapeutyczne, leczące dzieci z porażeniem mózgowym, wcześniej Galiński razem z Markiem Kurzyńcem pojechali z pomocą humanitarną do Czeczenii, gdzie zostali porwani i spędzili parę miesięcy w niewoli. Jarema Dubiel prowadzi zajęcia z trudną młodzieżą i jest radykalnym działaczem ekologicznym. Leszek Budrewicz był przez kilka lat szefem Gazety Wyborczej we Wroclawiu potem zawirowania osobiste i zawodowe zawiodły go do zawodu wolnego dziennikarza i przytułku dla bezdomnych.

Tekst ukazał się pierwotnie w tygodniku „Polityka”. Publikujemy za zgodą redakcji.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code