Rozważania niedzielne

XXXII Niedziela Zwykła

Czytania na dziś

Co nas czeka w świecie przyszłym?

Beata Bogdanowicz

Jezus uchyla rąbka tajemnicy: „…są równi Aniołom i są dziećmi Bożymi, … którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym”

Łatwo jest przenieść taki porządek świata, jaki znamy do świata przyszłego. Trudno jest wyobrazić coś, czego nie widzieliśmy, nie doświadczyliśmy. Nakładamy kalkę tego świata, oczywiście udoskonaloną i mamy świat przyszły, Królestwo Niebieskie.

A jaki będzie świat przyszły – nie wiem, ale tak sobie myślę, że nie będzie nudno. Tam będziemy mogli być sobą, takimi – jakimi chciał nas mieć Bóg. Wszystkie talenty, które otrzymaliśmy a których nie byliśmy w stanie rozwinąć, tam będziemy mogli rozwijać. Wszystkie miejsca, które chcieliśmy zobaczyć – tam będziemy mogli odwiedzić. Poznamy odpowiedzi na wszystkie pytania, odpowiedzi, których nie znaleźliśmy tutaj.

Tak jak tu przepustką do powodzenia są: pieniądze, inteligencja, uroda, tak tam liczy się miłość – umiejętność kochania i wiedza, czym jest miłość, Kto jest miłością.

Św. Jan powiedział, że Bóg jest miłością. Relacja miłości, która łączy osoby już jest obecnością Boga.

Dlatego takie ważne jest abyśmy nauczyli się kochać, doświadczyli miłości i obdarzyli miłością bezinteresowną – będzie nam łatwiej zacząć tam.

Jak tu podstawą jest nauka chodzenia i mówienia – aby samodzielnie móc się poruszać i porozumiewać, tak tam opanowanie podstaw miłości jest niezbędne aby móc wkroczyć w nowy świat.

I jeszcze jedna dobra wiadomość, znikną bariery niepełnosprawności, znikną bariery nakładane przez naturę, grzech. To, co tu jest w jakiś sposób ograniczone czy wykrzywione tam będzie proste. Wyobrażam sobie radość ludzi 3 kategorii, czyli gorszych: odrzuconych, niechcianych, zapomnianych, pominiętych – wszystkich, którzy nie mogą normalnie żyć. Żyją na obrzeżu społeczeństwa, które nie cierpi chorych, ułomnych i nieudaczników.

Nie pasuje mi do świata przyszłego logika odwetu: kto tu był zły czy miał dobrze – tam dostanie za swoje. Często można usłyszeć takie poglądy, chyba nie tędy droga.
Myślę, że to nie tak, nie będzie odwetu i karnych obozów. Każdy osądzi się sam stając w blasku Prawdy i Miłości.

Największą karą jest świadomość, że mając bardzo dużo i wszelkie możliwości, aby działać dla dobra i miłości – roztrwoniło się wszystko, do ostatniego centa. Mam puste ręce, wracam z niczym – gorzej niż z niczym z potężnymi długami. Długi trzeba spłacić, odpracować. Nikt tego nie nakaże, po prostu w przyszłym świecie opartym na prawdzie sami będziemy wiedzieli, co należy zrobić.

Może taka właśnie jest idea czyśćca – to miejsce, w którym odzyskujemy nadszarpniętą godność, odzyskujemy szacunek do samych siebie, ludzką twarz. Uczymy się miłości, bo wiemy, że bez niej nie zdołamy sobie poradzić, zaistnieć tam w Królestwie Miłości.

Być może czyściec jest błogosławieństwem dla wszystkich tych, którzy nie potrafili sobie poradzić w tym świecie i nie przygotowali się do przeprowadzki do świata przyszłego. Nie nauczyli się kochać, zapomnieli inwestować w dobro, narobili długów roztrwaniając wszystko, co dostali od Ojca. Oby potrafili jak syn marnotrawny przyznać się do błędu i zawrócić z drogi, która prowadzi w ciemność.

To taka moja bardzo swobodna refleksja nad dzisiejszym fragmentem Ewangelii.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code