Rekolekcje Adwentowe 2006

16 grudnia, sobota

16 grudnia 2006

Sobota II tygodnia Adwentu

Dzisiejsze czytania

Szczęśliwi, którzy Cię widzieli…

Michał Piątek

Przyznam, że jeszcze nigdy o tej porze roku nie udało mi się spędzić adwentowego czuwania w ciszy i spokoju. Często człowiek żyje w ciągłym pośpiechu, pogoni za różnymi celami, a także zdarza się, że sam nawet nie wie za czym tak pędzi przez życie. Bardzo łatwo wtedy nie zauważyć wielu różnych zjawisk, zachowań, a także zmian w samym sobie. Nie dostrzegamy „siebie” i prawdziwego świata, który nas otacza. Łatwo oślepnąć i stracić możliwość widzenia tego, co naprawdę ważne.

Jest wiele osób, które rzadko poświęcają chwilę czasu na czytanie ewangelii. Brak czasu, chęci, lenistwo… Ale naprawdę warto. Ewangelia otwiera oczy i sprawia, że uczymy się widzieć sprawy ważne. Także nasza dzisiejsza Ewangelia.

Mówi ona o przyjściu Eliasza, który niczym płonąca pochodnia stąpał przez świat. Był jak huragan oczyszczenia. Płomień, który ozdrawia. Sprawił, że wspólnota się pomniejszyła, ale zarazem dokonała odnowienia. Pozostali w niej bowiem ci, którzy byli najzdrowsi, najbardziej wartościowi. Ci, którzy widzieli.

Wiara, nadzieja, miłość. On przyjdzie. Także pragnienie jego przyjścia. Pragnienie oczyszczenia. Potrzeba przewodnika, który odnowi wspólnotę. Nas samych. Co z tego, że jest nas wielu i jesteśmy razem, skoro zżera nas choroba?
Dzisiaj już wiemy, że to nie ilość jest ważna, ale nasza jakość. To, jacy jesteśmy i to co sobą reprezentujemy. Dla Niego i dla nas.

Ważne jest nasze ozdrowienie. Przywrócenie nam wzroku. Ważne byśmy spoglądali zdrowymi, widzącymi oczami. Tak łatwo oślepnąć, a „szczęśliwi którzy cię widzieli”(Syr 48, 11). Tak łatwo oślepnąć, a „Eliasz już przyszedł, a nie poznali go”(Mt 17, 12).

Tak łatwo przeżyć życie nie dostrzegając Go. Tracimy szansę, która może już więcej się nie powtórzyć. Adwent jest czasem oczekiwania. Nigdy nie wiemy na pewno, czy ten kolejny czas nie jest naszym ostatnim. Nie chcemy przeżyć go z chorymi oczami, nie widząc.

Wyciszmy się i wejrzyjmy w „siebie”. Wejrzyjmy w świat, który jest wokół nas. Otwórzmy oczy i przygotujmy się. Józef Tischner zauważył w jednym ze swych artykułów, że spodziewano się Mesjasza, który nadejdzie w blasku grzmotów i błyskawic, a stało się przeciwnie. Sądu i kary nie było. Nie było zgiełku i wrzawy. Jan Chrzciciel wiedział, ale musiał zadać pytanie, czy On jest Nim, by inni uwierzyli. Chciał otworzyć im oczy. Teraz wiemy, że temu, co najważniejsze wcale nie muszą towarzyszyć ostrzegawcze znaki w postaci tak czytelnej jak grzmoty czy błyskawice. Te znaki mogą być o wiele mniej dla nas łatwe do odczytania i jeżeli nie będziemy widzieć… Nie zauważymy ich i nie zauważymy Jego.

Jeśli pragniesz poświęcić chwilę czasu na modlitwę nad Słowem Bożym i proponowaną refleksją

Kliknij tutaj

Chcesz dowiedzieć się czegoś o autorze powyższego tekstu

Kliknij tutaj

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code