Rekolekcje Adwentowe 2006

14 grudnia, czwartek

14 grudnia 2006

Czwartek II tygodnia Adwentu

Dzisiejsze czytania

Nasza mitologia – każdy heros płacze w poduszkę

Alicja Karłowska

Bądź silny. Nigdy się nie poddawaj. Zwycięstwo zawsze jest pod górę – słabi odpadają. Tak się tworzą mity herosów biznesu, herosów kościoła, tytanów pracy i ludzi ze sposobem na udane życie. A nocą, gdy nikt nie widzi, heros płacze w poduszkę…

Zwykle chęć zmiany kojarzy się z określoną reakcją na zastaną rzeczywistość, w której dalsze trwanie nie odpowiada danej osobie. Czasem chcemy po prostu być inni niż jesteśmy. Przykładowo: doświadczam rzeczywistości słabości – chcę to zmienić, stać się silniejszy, lepszy (może to dotyczyć wielu aspektów życia).
Zmiany mogą być „na lepsze” lub „na gorsze”. Zawsze gdzieś ukryta jest niebezpieczna pokusa wejścia w grząską strukturę mitu.

Mity są tworzone przez ludzi i dla ludzi. Jednostka ulegając fałszywemu czarowi mitu, ulega zbiorowości, stając się w tym aspekcie jej wytworem. Nie dzieje się to bez przyczyny. Tak ogromne zapotrzebowanie na ludzi silnych, zawsze odnoszących sukces i żyjących niemal bezbłędnie wynika z równie ogromnych słabości i zranień naszych serc.

Pokusa mitu oznacza możliwość wyboru i przyjęcia (mniej lub bardziej świadomego) fałszywego obrazu własnej osoby. I tak zmiana, która miała nieść ze sobą doskonalenie niesie destrukcję. Zamiast umacniać, osłabia.

Stajemy się wtedy ludźmi, którym odmawia się prawa do błędu i upadku. A tym, który ustala reguły i sędzią jest człowiek sam dla siebie. Odbieramy sobie człowieczeństwo, wymierzając samemu sobie karę za najmniejszy uszczerbek w misternie tkanej przez innych szacie mitu doskonałości.

Co jest karą? Jeszcze większe zamknięcie się na prawdę, jeszcze bardziej szczelne otulenie się szatą rozpaczliwego kłamstwa, co w konsekwencji rodzi nasilający się ból rozdarcia między tym, kim rzeczywiście jesteśmy a mieszaniną własnych i cudzych pragnień.

„Mit, podobnie jak powieść, opera czy balet, jest udawaniem; to gra, która przeobraża nasz potrzaskany, tragiczny świat i pomaga nam dostrzec nowe możliwości…” – pisze Karen Armstrong . Czasem pozornie dobre pragnienia (bo przecież nikt nie chce zła dla zła) dają początek dramatowi życia w krzywym zwierciadle.

Bóg ukochał w człowieku jego kruchość.
Znów przykład na to, że On myśli inaczej niż my. Bo jak tu kochać (w sobie i innych) to, co słabe, co ogranicza. Po prostu niestosowne, dla mitycznego herosa.

Ty i ja, zanurzeni w czasowości trwania, od początku aż po kres uwikłani w kruchość własnego istnienia, nie jesteśmy w stanie bezboleśnie trwać w micie o własnej doskonałości. Przychodzi taki moment (przed tym nie da się uciec) w którym człowiek musi porzucić zakłamanie. Czuje, że taki stan rzeczy niesie wyłącznie niewygodę, rozbicie wewnętrzne i ciągły głód czegoś nieosiągalnego.
Biblijny obraz z Księgi Rodzaju, przedstawiający odejście Adama i Ewy, wprowadza szczególne znaczenia szaty dla człowieka. Szata stała się symbolem pewnej dwoistości. Odzienie bowiem nie likwiduje nagości, tylko ją osłania – i tak szata mitu doskonałości nigdy nie spowoduje, że zniknie nasza słabość ludzkiej natury.

Bóg miłuje miłością wybrania pośród historii życia. Nie ma dla Niego ogółu, jesteś konkretny ty i ja: z naszymi tkanymi szatami mitów, ze skrywaną słabością, i pragnieniem, by tę kruchość człowieczeństwa Ktoś ukochał miłością potężniejszą, niż cały świat.

Do takiej właśnie kruchości skarbu, jakim jesteśmy dla Boga, przychodzi On sam z wezwaniem Adwentu. Wezwaniem, by powstać i odważyć się oczekiwać.
Do czego w oczekiwaniu potrzebna jest odwaga?

Oczekiwanie to już kolejny etap procesu. Oczekiwanie jest pewnym staniem trwania, ukierunkowanym na realizację w określonym działaniu. Najpierw bowiem trzeba określić, zdefiniować swoje pragnienie (wiem czego chcę), a dopiero potem można na coś/kogoś oczekiwać. Adwent to nie marzenie o lepszym świecie, ale realne, posiadające swoje miejsce i czas pragnienie przeinterpretowania życia. By to zrobić, trzeba liczyć się z wymaganiami. I tutaj właśnie potrzeba odwagi.

W dzisiejszym czytaniu z Księgi Izajasza /Iz, 41,14/ padają zdania, które burzą cały misternie tkany mit współczesnego herosa. „Nie bój się robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam (…).

Tak bardzo nam potrzeba, by ktoś powiedział po prostu: nie bój się, bo jestem obok. Jednocześnie żadne ludzkie, nawet najbardziej szczere i gorące intencje oraz zdolności, nie pokonają ograniczeń człowieczeństwa. Mówię więc: jestem obok, ale wiem, że jestem tylko przez chwilę. Mogę odejść, mogę zdradzić, nie dać rady. Tylko Boskie „Ująłem cię za prawicę, (…) nie lękaj się” /Iz 41, 13/ jest wiarygodne od początku do końca.

Miejmy odwagę pragnąć i oczekiwać prawdy o nas samych, objawiającej się w Chrystusie, który tak mocno przylgnął do ludzkości.

Jeśli pragniesz poświęcić chwilę czasu na modlitwę nad Słowem Bożym i proponowaną refleksją

Kliknij tutaj

Chcesz dowiedzieć się czegoś o autorze powyższego tekstu

Kliknij tutaj

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code