Twórczość Stasiuka

Pudło

Pudło

Andrzej Stasiuk

Zdechłbym ze śmiechu na widok człowieka który sądzi innego człowieka gdyby nie budził we mnie litości
/Flaubert/

Fundamenty naszych schludnych domów tkwią w gównie. Nasz spokój, tzw. społeczny ład, bezpieczeństwo codziennych działań spoczywa na kilku tysiącach strażniczych wież. One są gwarancją, opoką, cokołem niczym mityczne wieloryby dla matki ziemi w czasach gdy była jeszcze płaska i nieruchoma.

Enklawy otoczone wysokim murem, enklawy wstydliwe usunięte na peryferie miast. Jeśli je czasem dostrzegamy kwitujemy odkrycie jednym słowem – więzienie. To słowo niesie w sobie taki ładunek lęku, że wolimy nie zastanawiać się nad nim, nie dociekać. Nieprzyjemny dreszcz wystarcza. Dreszcz poparty pewnością, że to nie dla nas, że to ciemna strona księżyca, której nie dotkniemy nigdy. Może.

Los ludzi stłoczonych wśród kolczastego drutu jest nam obojętny. No, może wywołuje odruchy wygodnego chrześcijańskiego miłosierdzia. Pewien rodzaj komfortowej litości. Najczęściej jednak tkwimy w uporczywym przekonaniu, że uwięzionych spotkał zasłużony los. Sny mamy spokojne.

Słowa klucze: to złodzieje, to bandyci, to przestępcy, zbrodniarze. Trzeba ich było izolować, usunąć ze społeczeństwa. My dbamy o czystość. Łoskot więziennej bramy brzmi jak szum wody do umycia rąk. Reszta to sprawa dla powołanych – Centralny zarząd zakładów karnych, więzienne naczalstwo, szeregowi klawisze, tresowane psy i oddziały wypasionych szczurów.

Ale to nieprawda. Nasza odpowiedzialność za to, co dzieje się za murami, jest niezbywalna. Nie możemy odwrócić się od tego co warunkuje naszą społeczną egzystencje. W końcu to my, my jako społeczeństwo skazujemy mężczyzn i kobiety na rok, dziesięć czy dwadzieścia pięć lat i warunki, w jakich przebywają, powinny interesować na równi z faktem skazania.

Nikt nie zaprzeczy, że pobyt za murami ma spełniać określone cele poza zemstą. Ale nie spełnia. W obecnej sytuacji nie ma mowy o jakiejkolwiek resocjalizacji (ekstra słowo – ułatwić akceptację faktu zemsty).

Zamknięci ludzie, więźniowie, albo, żeby posłużyć się cynicznym eufemizmem – skazani są poddani jedynie izolacji mającej im wykazać, że są ludźmi niższej kategorii, tylko przestępcami, jedynie przestępcami i przestępcami na zawsze. Prawo w tym niewielkim, a napuszonym kraju posiada tę przedziwną właściwość, że jeżeli już kogoś dotknie, to odziera go z całego człowieczeństwa pozostawiając jedynie pewien zespół cech precyzyjnie określonych w tym czy innym artykule kodeksu karnego.

Skuteczność systemu resocjalizacji jest mniej więcej równa skuteczności stryczka, tyle tylko, że stryczek rozwiązuje problem ostatecznie, a kryminał czasowo.

System więzienny jest nieludzki. Wszystkie pierdoły o wychowaniu i pomocy są tyle warte, ile papier, na którym się je drukuje. Instytucja rozżarzonego żelaza piętnującego ciało złoczyńcy przetrwała do dzisiaj. Zrezygnowano jedynie z części barbarzyńskich rekwizytów.

Człowiek znajdujący się za murem bardzo szybko orientuje się, że nie może oczekiwać niczego poza hańbą stroju, ogolonej głowy i hańbą zniewolenia.
Nie może oczekiwać niczego od świata, który go odrzucił.

Tworzy więc własny, oparty na brutalnych, bezwzględnych prawach. Pełen okrucieństwa i przemocy. Świat, w którym rządzą silni, a słabi są spychani do roli niewolników.

Nie ma innej możliwości, skoro nie ma innych wzorów.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code