Rozważania niedzielne

2 Niedziela Zwykła

2 Niedziela Zwykła, rok B

Dzisiejsze czytania

Seksualność i ciało po katolicku

Martin Löwenstein SJ

Wrogi ciału

Powiązanie Kościoła i cielesności, seksualności i wrogości do ciała jest w różnych mediach bardzo frapujące. Z jednej strony przegląda się krytycznie teksty kościelne, czy aby nie znajduje się w nich coś na temat seksualności. Kiedy opublikowano Katechizm Kościoła Katolickiego, spośród przeszło tysiąca stron tego dzieła dziennikarze czytali najczęściej i czasem wyłącznie kilka stron poświęconych małżeństwu i etyce seksualnej.

Z drugiej strony rzuca się w oczy to, że katolicyzm (w odróżnieniu od protestantyzmu) jest bardziej „zmysłowy”. Na przykład w Niemczech, karnawał jest tylko w okolicach katolickich, Wymowny jest także barok w kościołach znajdujących się na południu kraju. Dość często zarzuca się katolicyzmowi ów pociąg do zmysłowości w muzyce, architekturze, liturgii, aby człowiek słuchał, wąchał, patrzył, smakował. Często czujemy się przy tym jak Jezus, który wzdycha w Ewangelii: Ludziom nigdy nie można dogodzić. Kiedy pościmy, oznacza to, że jesteśmy szaleni i czujemy odrazę do ciała. Kiedy świętujemy, stajemy dekadenccy i powierzchowni.

Istotnie jest coś w tym, że Kościół katolicki jest dziś jedyną instytucją społeczną, która wypowiada się publicznie na temat seksualności oraz odważa się stematyzować potoczne obchodzenie się z seksualnością w społeczeństwie. Być może nie zawsze czyni to w sposób zręczny i z pewnością, nie zawsze wypowiadają się na ten temat najbardziej kompetentni (Cóż mogę wiedzieć o tym jako zakonnik celibatariusz!) Pomimo tego, nie wiem, czy byłoby wskazane, abyśmy pozwolili sobie zamknąć usta, ponieważ byłoby to dla nas o wiele wygodniejsze. Ta tematyka wcale nie jest przypadkowa. Chodzi w niej o relację między tym, co cielesne i tym, co duchowe, między wizją a realnością. Czyż można sobie pomyśleć bardziej ekstremalne powiązanie obu tych sfer niż to, że Bóg przyjął ciało i stał się człowiekiem?

Istnieje ciągle powracająca pokusa, by wyjaśnić cielesność jako religijnie nieważną. Faktycznie: wyznanie wiary opowiada o kosmicznym wydarzeniu Wcieleniu Boga. Bielizna nie znajduje się bynajmniej w centrum wiary.
Zauważalne jest jednak to, iż właśnie w listach Pawła apostoła ten temat co rusz się pojawia, ale nie w takim sensie jakoby człowiek miał być przypadkiem dla psychiatry, lecz ponieważ Paweł zobaczył coś w sposób właściwy: „Ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała”.

Typowo katolicki

Paweł nie mówi do wyrostków o samozaspokojeniu. Chodzi tutaj całkiem wyraźnie o dorosłych mężczyzn w Koryncie, którzy nie widzą nic zdrożnego w tym, że będąc w związku małżeńskim, jednocześnie korzystają z usług nierządnic. Według tego, co wiemy, Paweł nie rzucał swoich słów na wiatr. Chrześcijanie korynccy musieli otwarcie dyskutować: Cóż takiego się dzieje, kiedy pozwolę sobie na zredukowanie mojego napięcia seksualnego? Jeśli – tak mniej więcej mógł brzmieć argument – jestem dobrym chrześcijaninem i wierzę w Boga, to przecież jest to o wiele ważniejsze? Prawdopodobnie rozpusta była religijnie „upiększana”: jeśli zostałem ochrzczony, jeśli zostałem już przyjęty przez Chrystusa, to czy powinienem się przejmować jeszcze takimi drobnostkami? Nie chcę naturalnie zarzucać komukolwiek, że człowiek potrzebuje religijny argumentów, by usprawiedliwić nieczystość. Dzisiaj człowiek stoi już niejako ponad tym.

Z drugiej strony ta argumentacja a la Korynt wcale nie jest aż tak obca. Być może ktoś się w niej jeszcze rozpozna. Z grubsza ów argument przedstawia się następująco: Jeżeli w sumie jestem dobrym facetem i nie popełniam żadnych rażących przestępstw, to przecież nie może być nic złego w tym, że tu lub tam zdecyduję się w swojej wolności, aby zrobić coś, co sprawi mi przyjemność? Ciekawe, że ten argument obraca się dzisiaj nawet przeciwko chrześcijaństwu. Dlaczego mam biegać do kościoła i uczestniczyć w jakichś nabożeństwach? Najważniejsze, że jestem dobrym człowiekiem. Przy czym oczywiście wcale nie jest jasne, na czym właściwie polega owo „bycie dobrym człowiekiem”.

Odpowiedź Pawła jest typowo katolicka. Jesteś człowiekiem ze skóry i kości. Nic, co do Ciebie należy, nie jest nieistotne lub nieznaczące. Jako człowiek jesteś i będziesz zawsze cielesny. Zaczyna się to od ubrań. Jeśli założysz te lub inne ciuchy, wtedy wyrażasz także coś o sobie. I na odwrót. Oddziałujesz w ten sposób także na siebie: ubrania kształtują ludzi i odciskają się na ich charakterach. Ciało jest najważniejszym środkiem wyrazu, jaki mamy. Jeszcze zanim otworzę usta, przemawia moja twarz, moje ręce, moja mimika i gestykulacja, czyli całe moje ciało. W końcu ciało jest też czymś najbardziej intymnym i osobistym, z tego, co posiadam. Czy szanuję swoje ciało, czy też nie, czy robię z nim co chcę albo uważam je za coś wartościowego, wszystko to mówi wiele o mnie samym.

Z własnego ciała można to przenieść na całą dziedzinę tzw. rzeczy zewnętrznych. Jestem przekonany, że ostatecznie nie istnieją żadne małoznaczące rzeczy zewnętrzne. Nie powinniśmy przeceniać rzeczy, ale też nie spoglądać na nie z pogardą czy lekceważeniem. Nie mogę sądzić, że mam dobrą relację z Bogiem i zarazem pozostawić ją na tak abstrakcyjnym poziomie, że nie wynikają z niej żadne konsekwencje dla mojego konkretnego, zewnętrznego zachowania. Nie mogę sądzić, że jestem dobrym facetem, ale równocześnie wobec ludzi, z którymi żyję (lub muszę żyć), zapominam o wszystkich dobrych manierach.

Bogu podobny w ciele

Nie dajcie sobie wmówić, że Paweł lub Kościół Katolicki sprzeciwia się cielesności. Kto tak przypuszcza, nigdy nie pomyślał o różnicach kulturowych między naznaczonymi katolicyzmem krajami romańskimi a purytańskimi krajami anglosaskimi.

Paweł nie używa argumentów wrogich cielesności, kiedy wyrzuca Koryntianom ich obłudną moralność. Przeciwnie, pisze: „Czyż nie wiecie, że wasze ciała są świątynią Ducha Świętego? Chwalcie więc Boga w waszym ciele”!

Obraz świętej Teresy w kościele Santa Maria della Vittoria w Rzymie już nieraz zszokował wielu ludzi, ponieważ Bernini przedstawił przeżycie religijne w erotycznym sensie. Jeśli się jednak doczyta, jak sama Teresa opisuje w swoich wspomnieniach to przeżycie na modlitwie, rychło zauważymy, że nie dało się tego ukazać w inny sposób. Być może msza święta nie jest szczególnie znana z tego, żeby była liturgią zadawalającą zmysły. Nie potrafię jednak zrozumieć, jak ludzie, którzy idą do komunii i to intensywne przeżycie widzą, czują, smakują!, niemal natychmiast duszą się w niepotrzebnej gadaninie.

Człowiek jest w swoim ciele podobny do Boga. Miejcie odwagę należeć do kościoła, który traktuje ciało poważnie. Miejcie odwagę wierzyć w Boga, który nie wstydzi się przyjąć naszego ciała.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code