Barwy codzienności

Zapisane w niebieskim zeszycie

Zapisane w niebieskim zeszycie

Elżbieta Czerkacz

W końcu czerwca dowiaduję się, że Halina w stanie ciężkim leży w szpitalu. Wiadomość ta powoduje ścisk w gardle.
Z Haliną przyjaźniłam się przez wiele lat, razem pracowałyśmy w parafialnym poradnictwie rodzinnym, była chrzestną matka mojej najmłodszej córki . Przez ostatnie kilka lat spotykałyśmy się rzadziej, ale uczuciowo byłyśmy zawsze blisko.

W poniedziałek po pracy wraz z mężem odwiedzamy Halinę w szpitalu.
Onkologia- sama nazwa budzi grozę. Przed wejściem do szpitala widzę grupy chorych siedzących na ławkach. Mijając ich myślę, co może czuć człowiek, gdy usłyszy diagnozę-rak.

Sala na czwartym piętrze- chemioterapia. Trzy kobiety, wśród nich Halina., rzeczywiście jest bardzo chora.

23 lipiec 1999
Kupiłam Halinie tomik wierszy i zeszyt w niebieskiej okładce. Chciałam jej to wręczyć, żeby mogła zapisać swoje myśli, uczucia, refleksje.
Niestety, nie dałam ani wierszy, ani zeszytu…
I tak oto nieprzewidzianie, niebieski zeszyt stał się świadkiem moich osobistych refleksji- zrodzonych w sali szpitalnej.

Odwiedzam przyjaciółkę po kilku dniach. Jesteśmy same, nikt nie przeszkadza.
Rozmowa schodzi głębiej. Halina dzieli się swoimi lękami, skrytymi myślami troskami…
Każdego ranka na nowo przeżywa lęk: jak przeżyje? i czy przeżyje ?

Mówi że nie przeraża jej samo umieranie, ale nie wie jak rodzina poradzi bez niej.
Nie jest w stanie nic robić, nawet myśleć. Nie idzie ani modlitwa, ani czytanie, ani słuchanie.

Obraz z tej samej sali.
Przy oknie umiera młoda 36 letnia kobieta. Jeszcze kilka dni temu ,gdy byłam tu po raz pierwszy, siedziała, rozmawiała z przyjaciółmi, nie była nawet podparta- dziś leży w agonii.
Ale nie tylko to skupiło moją uwagę, zatrzymałam się…
Przy łóżku chorej czuwa jedna z bliskich jej osób. Z jakąż miłością i czułością na nią patrzy, z jak wielką delikatnością dotyka, poprawia, jak czuły jest jej głos.
Kobiety tej już nie ma- odeszła… a ja uczyłam się gestów miłości…

Nasi wspólni znajomi pytają o zdrowie Haliny.
Wyczuwam, że sami nie mają odwagi spotkać się .
Pytając o zdrowie- dopytują: jak chora przeżywa, jak rodzina, mąż, dzieci…
Nie wiem, czy słusznie, ale odbieram, że nie rodzi się to z potrzeby współ odczuwania, ale bardziej z ciekawości, potrzeby sensacji, wkroczenia w sferę cudzych uczuć i emocji.
Najchętniej odpowiedziałabym: idź spotkaj się i zobacz jak ty w tym się odnajdujesz.
Dziś pytam, odwiedzam, a jutro mogę być w podobnej sytuacji.

Tydzień później
W sali, w której przedtem odwiedzałam Halinę , leżą inne osoby. Czyżby?…
Na szczęście jest w innej sali.
Szukałam cię…
Co, myślałaś że pewnie już jestem w niebie?!
Coś tam myślałam…daj Boże nam wszystkim nieba…

Przysiadam na krześle. Sala duża, sześcioosobowa, kobiety w różnym wieku, stany bardzo ciężkie.
Jest Helena, krewna Haliny, dobra, ciepła osoba, przychodzi codziennie.
Po chwili dochodzi siostra Haliny, syn z kuzynką. Widzę łzy, bezradność, ogołocenie…
Na korytarzu rozmawiam z jej starszą siostrą .
– Jak tak może być, mówi rozgoryczona, żeby przed 20 laty na to samo umierali nasi rodzice, a dziś umiera Halina!
– Co jest z tą medycyną?!

W niedzielę zaproszony odwiedza nas mąż Haliny.
Rozmawiamy o ich trudnym doświadczeniu.
Mam poczucie że Rysiek najchętniej uciekłby od tej prawdy. Nie dopuszcza myśli, że to co najgorsze może zdarzyć się w każdej chwili.
Jestem tez świadkiem ich trudnej relacji, blokad w uczuciach, teraz to wszystko wychodzi. On nie umie jej dotknąć, przytulić. Ona zaś pragnie bliskości, lecz nie wie jak to wyrazić. Owocem tego napięcie, niedomówienia, słowa naładowane złością.

Przed wyjazdem na rekolekcje zachodzę do szpitala nie zdając sprawy, że jest to ostatnie spotkanie. Halina umiera trzy dni przed moim powrotem.
Uczestniczę w Eucharystii w siódmy dzień od chwili śmierci.
Stoję długo nad jej grobem…
Kwiaty nawet jeszcze pachną…

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code