Mistyka codzienności

Tomek – Szkoła Wiary i Nowej Ewangelizacji

Zaproszenie do codzienności

Tomasz Białokurec

OCZY MOJE BUDZĄ SIĘ PRZED ŚWITEM, BY ROZWAŻAĆ SŁOWO TWOJE, PANIE

Miejscem, gdzie w bieżącym roku akademickim dane jest mi doświadczyć zatroskania codzienności, jest szczeciński Nazaret, tj. Szkoła Wiary i Nowej Ewangelizacji powadzona przez Wspólnotę Sióstr Uczennic Krzyża. Razem z dwunastoma innymi osobami (czterema siostrami i ośmioma osobami świeckimi) staramy się zbudować wspólnotę życia skupioną wokół Osoby Jezusa – Mistrza z Nazaretu. Chcemy, aby to właśnie On był dla nas głównym punktem odniesienia i źródłem inspiracji. Dlatego też staramy się Go poznawać i od Niego uczyć się bycia z drugim i dla drugiego. Uczyć się zawsze, od każdego i poprzez wszystko – poprzez każde wydarzenie, spotkanie, radość, ale i doświadczenie bezradności, trud i cierpienie. W samym centrum naszego wspólnego życia leży wysiłek podejmowania tego wszystkiego, co niesie w sobie prosta, zwyczajna codzienność.

RÓZNE KIERUNKI DZIAŁANIA, ALE JEDEN CEL

Jestem głęboko przekonany, że uważne i otwarte nastawienie wobec najmniejszych wyzwań codzienności stanowi uprzywilejowane miejsce spotkania z Bogiem. Miejsce objawienia najgłębszej prawdy o mnie samym – słabym, grzesznym, często bezradnym, ale zawsze umiłowanym dzieckiem Ojca.

Kiedy patrzę na te siedem miesięcy, jakie już przeżyłem w Szkole, widzę jasno, że to właśnie chwile wyjątkowo dotkliwego doświadczenia własnej słabości, kruchości i zależności od Boga stały się przestrzenią objawienia Jego Mocy. W tych momentach dane mi było doświadczyć, że nie istnieję autonomicznie, sam z siebie – ale potrzebuję Jezusa, bo tak naprawdę bez Niego nic nie mogę uczynić. Chwile te stały się dla mnie czasem nawrócenia. Zacząłem mniej polegać na sobie, a bardziej szukać wsparcia w Jego Łasce. Zrozumiałem, że w tym wszystkim chodzi nie tyle o realizację moich – najbardziej nawet wzniosłych – pragnień i ambicji, co raczej o próbę odczytania Jego zamysłu wobec mojej osoby, zamysłu ukrytego w małych okruchach Jego Obecności, będącej Chlebem powszednim, a więc spożywanym na stole codzienności. Dzięki temu odkryciu zacząłem bardziej słuchać aniżeli mówić, starając się w świetle Jego Słowa rozpoznać które tęsknoty mego serca są tożsame z pragnieniami Ojca, a które zmierzają w przeciwnym kierunku. Jednakże nie byłoby to możliwe, gdyby zabrakło konfrontacji tego wszystkiego, co Bóg objawia mi o mnie samym na modlitwie, z prozaiczną rzeczywistością życia codziennego.

Mój wzrost w wierze i człowieczeństwie okazał się możliwy wyłącznie dzięki temu, że wychodząc z kaplicy natychmiast miałem okazję niejako „ucieleśnić” owoce mojej modlitwy poprzez zaangażowanie się w rzetelne wykonanie najzwyczajniejszych obowiązków, takich jak palenie w piecu, czy pomoc w przygotowaniu obiadu. Przekonałem się jakże trudną rzeczą jest zachować wierność zobowiązaniom najprostszym, ale podejmowanym dzień po dniu. Odpowiedzialne traktowanie najskromniejszych prac okazało się tą najmniejszą śrubką w złożonym mechanizmie życia wspólnotowego – tym niewielkim trybikiem, który jest jednak o tyle niezbędny, że zapewnia całości owego mechanizmu sprawne funkcjonowanie.

Bóg pokazał mi również, że każda, najbardziej nawet niepozorna sytuacja może mi coś ważnego uświadomić; że każde wydarzenie ma czemuś służyć; że On, będąc jedynym Panem historii mego życia, chce w nią wkraczać i kształtować nie inaczej, jak w horyzoncie TU i TERAZ, oczekując ode mnie postawy pozytywnego zatroskania i uważności wobec tego, co się w danej chwili wydarza. Szczególnie tyczy się to tych wszystkich momentów, których egzystencjalna „zawartość” nie wydaje się zbyt atrakcyjna, a wręcz przeciwnie – jawi się jako szorstka i wymagająca. Czas zmagania i duchowej walki, choć za każdym razem przyjmowany przeze mnie z pewnym oporem, a nawet buntem, ostatecznie okazywał się niezwykle płodny – i to na wielu płaszczyznach. Przekonałem się, że każdy kryzys jest swoistą łaską, niepowtarzalną okazją do poznania kolejnej cząstki prawdy o sobie. Zrozumiałem, że czas próby wyznacza horyzont dojrzewania i wzrostu – zarówno na płaszczyźnie ludzkiej, jak i duchowej. Stanowi przestrzeń, w której dokonuje się obumieranie starego człowieka, a zarazem miejsce narodzin nowego.

Jak już wspomniałem, Szkoła Wiary i Nowej Ewangelizacji jest miejscem budowania wspólnoty życia. Dokonuje się to nie gdzie indziej, jak w zwyczajnej, pozbawionej „fajerwerków” codzienności. Przede wszystkim staramy się traktować drugiego jako dar i radować się jego współ-obecnością, ale także uczymy się przyjmować go w jego słabości i odmienności. Jak trudna jest to rzecz, wiedzą wszyscy, którzy zasmakowali życia wspólnego w takiej czy innej formie. Ja osobiście dopiero w szczecińskim Nazarecie w pełni doświadczyłem trudu, ale i piękna, jakie niesie w sobie każda próba podzielenia się odpowiedzialnością za kształtowanie wspólnej przestrzeni życia. W tej jedynej w swoim rodzaju Szkole uczę się (nie bez licznych porażek, ale i nie bez małych zwycięstw) podejmować odpowiedzialność – w pierwszym rzędzie za siebie samego, za moje słowa, gesty, decyzje.

Jednocześnie, bardzo powoli nabywam również zdolności do bycia odpowiedzialnym za drugiego. Wyraża się ona poprzez gotowość do udzielania coraz bardziej wspaniałomyślnej odpowiedzi na potrzeby i pragnienia moich braci i sióstr, a więc także i gotowość do współ-dźwigania ich trosk i brzemion. Jest to możliwe tylko dlatego, że równocześnie doświadczam potężnego wsparcia i szczerego zatroskania z ich strony. Innymi słowy, jestem w stanie poczuć się odpowiedzialnym za nich, ponieważ każdy z nich przyjął na siebie jakąś cząstkę odpowiedzialności za moją osobę.

EUCHARYSTIA W DOMOWEJ KAPLICY

Dziękuję Bogu za to niezwykle dynamiczne doświadczenie twórczego trudu budowania zdrowych, autentycznych i niebanalnych relacji z innymi ludźmi. Doświadczenie, które pokazuje mi, że owo jakże wymagające wezwanie do kształtowania postawy współ-odpowiedzialności naprawdę może zostać podjęte i urzeczywistnione.

Szkoła Wiary i Nowej Ewangelizacji Maryi i Józefa jest swoistym zaproszeniem do codzienności. Bóg skierował je do mnie niemal rok temu. Od tamtego momentu oczekuje ono na mnie u progu każdego nowego dnia, domagając się twórczego przyjęcia. W sytuacji, gdy proza życia codziennego nas przytłacza i napawa lękiem, pozostaje nam pokornie prosić Mistrza z Nazaretu, żeby zbudował w nas nowe patrzenie na szarą i monotonną rzeczywistość zmagania w codzienności.

WIELBI DUSZA MOJA PANA (CIAŁO ZRESZTĄ TEŻ)

Wierzę głęboko, że jest On Tym, który przychodzi aby uczynić wszystko nowe. Dlatego każdego dnia modlę się o uważne, światłe oczy serca, które pozwolą mi dostrzec ślady Jego przejścia po drogach i bezdrożach codzienności. Ślady Jego Obecności, będące cichym zaproszeniem do podążania za Nim dokądkolwiek idzie – zaproszeniem do Przyjaźni.

JEZUS BY TO ZROBIŁ Rozmowa z s. Klarą Witkowską, Uczennicą Krzyża, odpowiedzialną za Szkołę Wiary i Nowej Ewangelizacji Maryi i Józefa w Szczecinie

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code