Artyści o bliskości

wiersze o małżeństwie

zatem nadal

. .. o miłości

wybór subiektywny


Szczęśliwe małżeństwo to mieszanka herbaty, składająca się z miłości, przyjaźni, namiętności i szacunku.

Jaroslav Durych

Na żonę należy wybierać tylko taką kobietę, jaką by się wybrało na przyjaciela, gdyby była mężczyzną.

Joseph Joubert

Szczęśliwe małżeństwo to długa rozmowa, która wciąż wydaje się za krótka.

André Maurois


Anna Kamieńska:

Małżeństwo

Że tak im było dane
zestarzeć się jak świątkom przy drodze
tak samo spróchniali
tak samo
poorani mrozem i zawieją

Że tak im dozwolono
iść serce w serce
biodro w biodro
zmarszczka w zmarszczkę

Że tak im darowano
istnieć w sobie podwójnie
i milczeć wzajemnie

Że tak im dopuszczono
by nawet w sen wchodzili razem
on ją obejmował na poduszce
by o kamień snu nie zraniła stopy

Że tak ich wysłuchano
aby to on
czerwone jabłko niósł jej do szpitala
i ukląkł w jej ostatniej łzie

Julia Hartwig:

Wezwanie

Połóż się koło mnie.
Jak lis koło lisicy, jak ptak obok ptaka, gdy rozlega
się pohukiwanie sowy.

Niech nas ogranie mądrość milczenia, mądrość ciepła,
mądrość pożegnania na długo przed chwilą odejścia.

Pokłonią się nam cztery strony świata i wędrowcy
ciemności złożą przed nami wymarzone dary, leki
i talizmany.

Wierność

Niech inni zdobywcy łączą się z młodymi czarodziejkami jak
Odys z kuszącą Circe.
Ja wysławiam tego, który siedząc u wezgłowia sparaliżowanej,
nucił jej śpiewane niegdyś wspólnie piosenki z nadzieją, że dźwięk
ich odsłoni jaśniejszą przestrzeń w gęstym mule niepamięci.
Nie zapomniał, jak klęcząc całował niegdyś z drżeniem jej
wyciągniętą rękę, a ona stała przed nim jak topola, z głową
w chmurze włosów, zachwycająco nieobecna i już wtedy żegnająca
go na zawsze.

Auzoniusz:

Do żony

Tak jak żyliśmy, miła, żyjmy do końca strzegąc
Imion przyjętych niegdyś w komnacie naszych zaślubin.

Niech żaden nie sprawi dzień, aby nas wiek przemienił.
Niech zawsze dla ciebie młodzieńcem będę, ty dla mnie dziewczyną.

Choćbym posunął się w latach dalej niż Nestor, a ty —
Choćbyś się wiekiem zrównała z dawną Sybillą Kumejską —

Po cóż mamy rozmyślać, czym jest starość sędziwa?
Lepiej znać życia treść, niż jego lata obliczać.

Przełożył Zygmunt Kubiak

Elizaweta Bagriana:

Penelopa XX wieku

Nie jestem starogrecką Penelopą,
Która pokornie szatę tka i pruje,
I lat dwadzieścia czeka na Odysa,
Zagubionego pośród mórz i lądów,
Przez nimfy wysp nieznanych więzionego
Aby powrócił do niej — i to wtedy,
Gdy wierny pies zaledwie by go poznał.

Nie chcą się tlić i drżeć niby kaganek
W celi klasztornej,
I topnieć niby zapomniana świeczka
W bezpłodnym swym płomieniu,
I ronić łez nad rozłożoną mapą
Niby nad szatą mniszą,
Myślami gonić po obszarach mórz
I po zatokach dziwnych,
I bać się wszystkich Ew na ziemi —
Białej i zimnej mieszkanki północy,
Ciemnej, płomiennej mieszkanki południa …

Mnie nie wystarczą wynalazki
Anten i kabli niezliczonych,
Które oplotły wodę, ziemię i powietrze,
Depesze lakoniczne wystukując
Miłości twojej roztargnionej!
Chcę ją odczuwać tutaj, drżąca,
Najpierwotniejszym wynalazkiem —
Pięciu zmysłami, które Bóg nam dał,
Tak jak ostatni człowiek na tej ziemi,
Jak najnędzniejsze stworzenie na świecie,
Tak jak ostatnia i pierwsza kobieta.

Przełożył Seweryn Pollak

Anne Bradstreet:

Do mego drogiego i kochającego męża

Jeśli gdzie była jedność z dwojga utworzona,
Jeśli kiedy kochała męża swego żona,
Jeśli miłość ta była jej odwzajemnioną —
Myśmy byli tym dwojgiem, tym mężem, tą żoną.
Droższa mi twoja miłość niż kopalnie złota
Albo skarby, które nam Wschód przed oczy miota.
Pragnę cię tak, iż wody rzek mnie nie napoją:
Ugasisz to pragnienie ty — miłością swoją.
Taką miłość odpłacić — zadanie nad siły;
Modlę się, by niebiosa cię choć nagrodziły.
Przeto, póki żyjemy, bądźmy tacy stali
W miłości, byśmy w niej i po śmierci przetrwali.

Przełożył Stanisław Barańczak

Robert Burns:

Piosenka o Jean

Ze stron, gdzie miła ma swój dom,
Zachodni wieje wiatr;
Kiedy z zachodu wiatry dmą,
Wiatrowi jestem rad:
Tam szumi za wzgórzami las
I rzeka w słońcu lśni;
Choć dni i noce dzielą nas,
Wciąż myślę o swej Jean.

W koronach kwiatów widzę ją
I rwie się do niej duch,
Jej słowa w głosach ptaków drżą,
Zniewalające słuch:
Gdy na gałęzi śpiewa ptak
I źródło śpiewa z nim,
Kiedy kwitnący widzę kwiat —
Wciąż myślę o swej Jean.

Zachodnie wiatry, nieście się

Wśród krzewów, drzew i ziół,
Niechaj wasz powiew w liście dmie
Na miodny powrót pszczół:
Jej jasną twarz i dłoń, i głos
Przybliżcie tchnieniem swym;

Jej śmiech od wszystkich zwalnia trosk,
Tak słodka jest ma Jean.

Przysięgi w przedwieczornej mgle
Wymówiliśmy drżąc,
Dobrze jest witać, żegnać źle,
Kiedy rozłącza noc;
Bóg tylko jeden o tym wie,
Co jawę zna i sny,
Jak mocno pokochałem cię,
Najmilsza moja Jean.

Przełożył Artur Międzyrzecki

Konstanty Ildefons Gałczyński:

Modlitwa do Anioła Stróża

Aniele Boży, Stróżu mój,
do żony mojej steruj
na swej łódce z niebieskiego papieru
i powiedz jej, że kocham ją,
Aniele Stróżu mój.

Muśnięciem piór w kolędę zmień
troski jej wszystkie ziemskie,
a rozsyp przed nią twoje srebro betlejemskie,
miękkie jak zieleń serce jej
raduj spokojnym snem.

Aniele Boży, uczyń mnie
chociażby niskim progiem,
ale szkarłatnym pod jej stopy drogie,
i w próg tchnij śpiew na chwałę stóp,

Aniele Stróżu mój.

Pieśni

Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?

Ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór żeby powstać
i znów iść, i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
Ile chlebów rozkrajanych?
Pocałunków? Schodów? Książek?

Ile lat nad strof tworzeniem?
Ile krzyku w poematy?
Ile chwil przy Bethovenie?
Przy Corellim? Przy Scarlattim?

Twe oczy jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia.
Więc ja chciałbym twoje serce
ocalić od zapomnienia.

Rozmowa liryczna

– Powiedz mi jak mnie kochasz.
— Powiem.
— Więc?
— Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie —
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
— A latem jak mnie kochasz?
— Jak treść lata.
— A jesienią, gdy chmurki i humorki?
— Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
— A gdy zima posrebrzy ramy okien?
— Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu

Krzysztof Kamil Baczyński:

Pioseneczka

Kto mi odda moje zapatrzenie
i mój cień, co za tobą odszedł?
Ach, te dni jak zwierzęta mrucząc,
jak rośliny – są coraz młodsze.

I niedługo już – tacy maleńcy,
na łupinie z orzecha stojąc,
popłyniemy porom na opak
jak na przekór wodnym słojom.

Czerwień krwi dziecinnie się wyśni
jako wzdęte policzki wiśni.

Metal burz się wywiedzie na nowo
zapienioną dmuchawca głową.

A łez grzmot jak lawina kamieni
w małe żuki zielone się zmieni

i tak w wodę się chyląc na przemian
popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
tylko płakać będą na ziemi
zostawione przez nas nasze cienie.

Jeannie Ebner:

Wiersz o małżeństwie

Z tych wszystkich listów do ciebie —
żadnego nie otrzymałeś,
bo nie wysłałam ich nigdy,
nawet ich nie napisałam,

i tylko moje oczy przyrzekały,
zdradzały miłość,
tylko moja skóra dawała sygnały,
moje włosy wszeptywały tobie w ucho.
I wystarczało nam, co nasze ciała
miały sobie do powiedzenia.
Wypowiadały słowa-zaklęcia:
Ufność.
Połączenie.
Miłość.

A więc czy było trzeba,
Bym listy do ciebie pisała?

Przełożyła Krystyna Kamińska

John Milton:

Zwidział mi się duch świętej, co była mi żoną

Zwidział mi się duch świętej, co była mi żoną:
Jak dłońmi Heraklesa spod grobu pokrywy
Wydobytą Alcestę odzyskał szczęśliwy
Mąż — tak wyrwaną Śmierci, bladą, osłabioną,
Znów ją ujrzałem: moją, pobłogosławioną
Macierzyństwem lecz młodą wciąż; jej kształt jak żywy,

Który obym, w zaświatów wzniesion perspektywy,
Mógł oglądać przez wieczność — postać otuloną
W biel, czystą jak jej myśli; i chociaż przesłona
Woalu kryła rysy, wewnętrznym mym wzrokiem
Chłonąłem miłość, dobroć i czułość — znamiona
Duszy, z lic jej promiennym bijące urokiem.
Lecz, och, gdym już na piersi czuł ciepło jej łona,
Znikła: nowy dzień zbudził mnie swym zwykłym mrokiem

Przełożył Stanisław Barańczak

Kazimierz Przerwa-Tetmajer:

A kiedy będziesz moją żoną…

A kiedy będziesz moją żoną…

umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.

Rozdzwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady,
i róże śliczne i powoje
całować będą włosy twoje.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród żółtych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.

Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą,
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.

Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezapominajek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twą urodą.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy
kiedy drzwi miłość nam otworzy.

Anna Świrszczyńska:

Miłość Felicji

Trzy ciała

Ciężarna kobieta
leży nocą przy swoim mężczyźnie.
W jej brzuchu
poruszyło się dziecko.
— Połóż rękę na moim brzuchu —

mówi kobieta.
To, co poruszyło się tak lekko,
to malutka ręka lub noga
naszego dziecka.
Będzie moje i twoje,
chociaż tylko ja będę musiała je urodzić.

Mężczyzna przytula się do niej,
oboje czują to samo.
W kobiecie porusza się dziecko.

I trzy ciała
łączą nawzajem swe ciepło
nocą, gdy ciężarna kobieta
leży przy swoim mężczyźnie.

<img height= 90 weight ="120" src ="http://portal.tezeusz.pl/wp-content/uploads/2015/10/Julian_Tuwim.jpg".

Julian Tuwim:

***

Ty jesteś moją żoną, to we krwi mojej tłucze
Popłochem, szczęściem, strachem, radością i wyskokiem!
Zamieram i wybucham, tryumfem wrę i huczę,
I płynę w dal obłokiem, i pędzę w dal potokiem.

I myślę, i wspominam, i przypominam sobie,
I modlę się, i płaczę, i ludziom ściskam dłonie,
I śmieję się do siebie, i nie wiem sam, co robię,
I ze wzruszeniem mówię: ja z żoną, żona, żonie…

Błękitno-złota moja! Wiosenna i jesienna!
Ty, co dzień po raz pierwszy ujrzana i kochana!
Spójrz, proszę, w oczy moje; ta sama moc niezmienna,
ta moc, co jeno rzuca w pokorze na kolana!


 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code