Teksty Anselma Grüna OSB

Na nowo odnaleźć radość

Na nowo odnaleźć w sobie  radość życia

Anselm Grün OSB

Nie muszę tej radości stwarzać. Nie muszę także na zewnątrz jawić się jako ktoś zabawny. Jest to w dużo większym stopniu milcząca radość, która trwa, nawet wówczas, gdy dotyka nas cierpienie. Nie jest to radość pełna euforii, lecz realistyczna radość, która czasem nie potrafi zmienić brutalnej rzeczywistości zewnętrznego czy wewnętrznego uwięzienia. Często jest ona w najgłębszym więzieniu i przemienia mnie samego i wszystko wokół.

„Chrześcijanie powinni jawić się jako ludzie bardziej wyzwoleni ” -uważa Friedrich Nietzsche. Jako chrześcijanie właściwie winniśmy się zawsze cieszyć, do czego wzywają nas liczni kaznodzieje. Jednakże takie wezwanie do radości przynosi niewiele owoców. Radości nie da się stworzyć na poczekaniu. Ponieważ ona pojawia się w nas, kiedy żyjemy intensywnie, kiedy jesteśmy w kontakcie z naszymi żywotnymi siłami. Niektórzy kaznodzieje, którzy nawołują słuchaczy do przeżywania radości, w ogóle nią nie tryskają. Inni mówią o radości mało entuzjastycznie. Chcą się cieszyć, ale ich serca nie przepełnia radość. Z kolei niektóre osoby rzucają się zupełnie w objęcia radości. Ale za tą euforyczną radością kryje się zwątpienie. To, co chcą powiedzieć swoim słuchaczom, tak naprawdę w pierwszym rzędzie odnosi się do nich samych. Ponieważ sami nie potrafią się cieszyć, mniemają, że wszystkich innych muszą pobudzać do radości.

Co ma na myśli św. Paweł, kiedy z samego więzienia wzywa do radości? „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się (Flp 4, 4)”! Czy ta zachęta nie jest  podobna do apelu, który tak wielu kaznodziei wciąż bezskutecznie ponawia? Czy Paweł chciał poprzez to wezwanie poradzić sobie jakoś z własną ponurą sytuacją w celi więziennej? Często spotykam w kierownictwie duchowym osoby, które opowiadając o swojej wielkiej biedzie, uśmiechają się. Ale to nie jest uśmiech pełen pokoju. W dużo większym stopniu sprawiają oni wrażenie, że nie są w kontakcie z bólem własnej przeszłości – są odcięci od swoich najgłębszych uczuć. Dlatego muszą na siebie nakładać maskę śmiechu. Ale nie w taki sposób rozumiem słowa z Listu do Filipian. Paweł najwyraźniej doświadczył w więzieniu czegoś głębokiego. Doświadczył tego, że Pan jest z nim podczas jego samotności, w jego opuszczeniu, ciemności i bezwyjściowości. Ponieważ Apostoł potrafi odczuć w więzieniu bliskość Chrystusa, może się także cieszyć. Radość jest wyrazem doświadczenia. A doświadczenie, które rodzi radość, jest przede wszystkim doświadczeniem wolności i miłości.

Paweł w sytuacji własnego uwięzienia czuje się wolny. Miłująca bliskość Jezusa oswobadza go od kłopotliwej i zagrażającej bliskości nieprzyjaznych mu ludzi. Ani ich przekleństwa i obelgi, ani oni sami nie mają nad nim żadnej władzy. Ta wolność w duszy Apostoła przybiera postać braku wszelkiego zatroskania. Jeśli wierzy on nie tylko w bliskość Jezusa, ale doświadcza jej całą swoją egzystencją, wtedy nie musi się o nic troskać. Jest to doświadczenie podobne do tego, które opisuje św. Teresa z Avila. Jej słynne powiedzenie: „Bóg sam wystarczy” nie jest żadnym moralnym czy ascetycznym manifestem, który każe oderwać się od wszystkiego, lecz przejawem uwalniającego doświadczenia. Nie muszę się o nic niepokoić. Nie potrzebuję martwić się o siebie, kiedy doświadczam uzdrawiającej i uszczęśliwiającej bliskości Boga. Doświadczenie Boga wyzwala w człowieku radość. Poczuć Bożą obecność – oto główne źródło radości. Poprzez to doświadczenie prześwituje inny obraz Boga w porównaniu z tym, który często kłębi się w naszych głowach. Jest to wciąż jeszcze obraz Boga, który na nic nam nie pozwala, a jego obecność nie uszczęśliwia nas, lecz zagraża nam, kontroluje, napawa lękiem.

Paweł chce przekazać swoje doświadczenie z więzienia innym chrześcijanom. Jego wezwanie nie wypływa z pobożnej ucieczki przed gorzką rzeczywistością, lecz bierze swój początek z doświadczenia wiary, która przekonuje go, że bliskość Chrystusa jest w stanie uwolnić nas od wszelkiego przygnębienia. Jego apel do radości rozumiem w ten sposób, że mam uświadomić sobie obecność Chrystusa, że powinienem wejść do wewnętrznej przestrzeni we mnie, w której mieszka sam Chrystus. To było właśnie owo mistyczne przeżycie Pawła, które napełniło go radością. Chrystus w nas mieszka. Kiedy doświadczam w sobie Chrystusa, kiedy odkrywam w moim wnętrzu przestrzeń ciszy, którą Chrystus wypełnia swoją miłością i miłosierdziem, wówczas wchodzę w kontakt z radością, która we mnie mieszka.

Zaintrygowała mnie kiedyś książka Vereny Kast, psycholożki, która napisała o uzdrawiającym działaniu radości. Autorka wzywa swoich czytelników, aby sporządzili sobie swoją biografię radości. Nie powinniśmy ciągle krążyć wokół naszych zranień, lecz świadomie przypominać sobie te chwile z dzieciństwa, w których przeżyliśmy radość, w których czuliśmy się dobrze, podczas których mogliśmy zapomnieć o sobie, kiedy czuliśmy jedność z samymi sobą. Kiedy ponownie odkryjemy w sobie ślady własnej żywotności i życiowej radości i przypomnimy sobie o nich, dotrzemy do radości, która także obecnie jest w nas. Może jest nieco przywalona pokładami smutku i rozczarowania, trosk i problemów. Ale ona tam jest. Spoczywa na nas odpowiedzialność za wyrwanie się z więzów fiksacji na naszych zranieniach, za porzucenie naszego przewrażliwienia, które nakazuje zajmować się bez końca własnymi problemami. Nosimy w sobie żywe zalążki żywotności i radości. W nas nie mieszka jedynie poranione dziecko, lecz także dziecko Boże, które nawet w największym opuszczeniu potrafi się jeszcze bawić, jest pełne radości życia i w ten sposób może znieść i przeobrazić wpływ zimnego i ograniczającego życie otoczenia.

Zawsze fascynowały mnie słowa Jezusa  z Ewangelii św. Jana: „To wam powiedziałem, aby moja radość była w was i aby radość wasza była pełna” (J 15,11). Kiedy pozwolę, aby słowo Jezusa głęboko we mnie wniknęło, wówczas rodzi ono radość. Doprawdy, sam Jezus jest radością. Jezus może sam siebie określić radością. I kiedy doświadczę w sobie Chrystusa i wierzę w to, że On tworzy moją najgłębszą rzeczywistość, wówczas moja radość będzie pełna, to znaczy, że rośnie we mnie radość, które nie może już być zniszczona, a świat nie ma nad nią żadnej władzy. Ponieważ jest to boska radość, radość z miłości, którą Chrystus do końca mnie umiłował. Odkryć w sobie ponownie tę radość, jest dla mnie zadaniem każdej duchowej drogi.

Z niemieckiego tłumaczył Dariusz Piórkowski SJ

Tekst opublikowany pierwotnie w miesięczniku „Geist und Leben”. Na Tezeuszu umieszczamy za zgodą autora

RADOŚC ŻYCIA – inne teksty na ten temat
Martin Löwenstein SJ, Radość ze wspólnoty
Wanda, Czy kiedyś czułem się dzieckiem?
Pielęgnowanie szczęścia
kard. Joseph Ratzinger, Nowa ewangelizacja
Darek, Udział w boskości przez działanie

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code