Ostatnio obejrzane

W stronę morza

” W stronę morza”

reżyseria Alejandro Amenabar

Darek Piórkowski SJ

Film jest opowieścią o Ramonie Sampedro, mężczyżnie w sile wieku, od prawie 30 laty przykutym do łóżka na skutek paraliżu. Ramon ma już dosyć takiego życia, w jego mniemaniu pełnego ograniczeń i uniezdalniającego go do miłości. Teraz jego największym pragnieniem jest umrzeć. Nie czuje się szczęśliwy, chociaż ma wokół siebie kochające osoby. Jest utalentowany i wrażliwy. Pisze piękne wiersze, rozumie ludzką biedę. Nie tyle czuje się ciężarem dla innych, lecz raczej chce sam zadecydować o własnym losie. Próbuje uzyskać zgodę Sądu Najwyższego na zabieg eutanazji. Bezskutecznie. W końcu, przy pomocy jednej z kobiet, która w ten sposób chce wyrazić swoją miłość, odbiera sobie życie.

Film jest intrygujący. Z wielu powodów. Mnie osobiście najbardziej zastanawia nie sam fakt eutanazji, lecz jakieś przedziwne podejście bohatera do ludzkiej miłości i życia jako takiego. Zadziwia to, że pomimo troskliwej opieki, która nie jest tylko litością, pomimo osób, które kochają Ramona takim, jakim jest, cieszą się nim, nawet znajdują w nim wsparcie i pociechę w swoich problemach, on jakby nie chciał tego zauważać. Co więcej, jakby na przekór siebie, swoim uczuciom i tęsknotom, postawił na własną autonomię i niezależność, nie zauważając, że są osoby, które w ten sposób rani. Jego własne uczucia, pragnienia i wyrazy miłości, które w przypływie jakiegoś olśnienia dopuszcza do siebie, zarazem są czymś wewnętrznie blokowane. Jakby chciał na siłę udowodnić sobie, że nie potrafi zupełnie kochać, że paraliż ciała oznacza także paraliż psychiki i ducha.

Ciekawa też była jego motywacja. Życie jest prawem, a nie obowiązkiem. Kocha mnie ten, kto pomoże mi umrzeć. A w najgłębszym sensie była ona religijna: „Mam przeczucie, że po śmierci nic nie ma”, ale uderza też, że odchodząc z tego świata, wyrządzał krzywdę swemu bratankowi, szwagierce i innym, którzy go bardzo cenili. Nie dostrzegał, że wystarczającym powodem do tego, aby żyć, byli najbliżsi. W jakiś przedziwny sposób zamknął się w takim rozumieniu miłości, która ma spełniać jego wolę i do końca szanować jego wolność. Jakby inni nie mieli podobnego prawa…

W całej tej historii widać zmaganie o sens, ludzką bezradność wobec cierpienia. I rzeczywiście, w ostatecznym rozrachunku o decyzji za lub przeciw eutanazji rozstrzyga wiara w Boga. Ale powiedziałbym, że jeszcze coś innego. Miłość drugiego człowieka, nawet nie tego, który się opiekuje, ale tego, który pragnie odwzajemnienia w miłości jest też jakimś argumentem przeciw eutanazji. O sensie naszego życia nie decyduje jedynie fakt, czy czujemy się dobrze.

A cierpienie, niestety, może człowieka bardzo skoncentrować na sobie tak, że staje się ślepy, owładnięty jakąś obsesją. Z drugiej strony wydaje się, że jeśli nie ma wiary w Boga, lub jest ona formalistyczna, trudno dostrzec drugiego obok mnie, który pragnie mojej obecności i bliskości. Wtedy liczę się tylko ja.

W filmie pojawia się też dosyć tragikomiczna scena ze sparaliżowanym jezuitą…

Przyjeżdża on „nawracać” Ramona. I chociaż w istocie ma rację, to jednak używa mnóstwa frazesów, których tak naprawdę sam nie rozumie. To też sygnał, że dzisiaj trzeba także pogłębiać rozumienie sensu ludzkiego życia, godności, wolności, bo okazuje się, że wcale nie są one tak jednoznaczne, jak to się niektórym wydaje.

Film jest także pewną apologią laickości, spazmem egzystencji i cywilizacji, w której Bóg nie odgrywa już wielkiej roli. Chociaż ścierają się w nim przeciwstawne poglądy. Stanowisko Kościoła jest tu raczej pokazane jako utrzymywany za wszelką cenę przeżytek, którego nikt dzisiaj nie rozumie. Według mnie całe te spory o eutanazję, aborcję i inne „drażliwe” sprawy naszych czasów to efekt duchowej pustki i zagubienia Europy, która wije się w ciemnościach. Znamienna jest z jednej strony ta „wszystkowiedząca” i „wszystkotłumacząca” duchowość jezuity, a z drugiej duchowość zamykająca się tylko w granicach tego świata, w którym cierpienie jest intruzem, a śmierć jedynym wyzwolicielem człowieka. Myślę, że stoimy jeszcze przed wielkim kryzysem i załamaniem duchowym w Europie.

Od strony artystycznej w filmie pojawia się wiele pięknych scen – zwłaszcza lot w wyobraźni głównego bohatera nad puszczą i górami w stronę morza. Miałem wrażenie, jakbym sam frunął nad ziemią. Ciekawy jest też motyw zakochiwania się paru kobiet w Ramonie i to, co je do tego pobudza. Zbliżenia twarzy, szepty, muzyka.

Polecam wszystkim, którym ten temat nie jest obcy.

Produkcja hiszpańsko-włosko- francuska, 2004, czas: 120’

Darek Piórkowski SJ

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code