Refleksja o Internecie

Wywiad z Węcławskim o Sieci

„Rozmowy o sieci” – wywiad z ks. prof. T. Węcławskim

Jacek Borowski

Rozpoczynamy serię wywiadów, czy może łagodniej – cykl rozmów o Internecie. Elementem wyróżniającym mają być przepytywane osoby. Nie będą to bowiem ani informatycy, ani programiści, ani nawet dostarczyciele usług internetowych. A więc kto? Wszyscy inni, którzy twórczo i aktywnie korzystają z Internetu. Mam nadzieję, że dzięki tym rozmowom lepiej zdamy sobie sprawę z tego, jak wiele osób, których byśmy o to nie podejrzewali, korzysta z Internetu, a także na jak różne sposoby może on być wykorzystywany.

Ks. prof. Tomasz Węcławski jest katolickim księdzem i teologiem. Sprawuje funkcję dziekana Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu, wykłada również na Uniwersytecie Poznańskim. Jest autorem licznych książek oraz artykułów; współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”. Ostatnio wydał powieść zatytułowaną „Sieć”.

Proszę księdza profesora – zacznijmy od pytania o początek. Proszę powiedzieć jak doszło do spotkania z Internetem? Bo zetknięcie tego rodzaju nie jest przecież niczym oczywistym. Ksiądz profesor jako teolog bez trudu dałby sobie radę, czego dowiodły stulecia, bez żadnych nowych mediów. Jakie były zatem pierwsze spotkania, fascynacje i co było powodem, że zetknąwszy się z Internetem ksiądz profesor przy nim pozostał?

Ks. prof. T. Węcławski: Z Internetem spotkałem się, jak wielu, najpierw teoretycznie. Słyszałem wiele o możliwościach stwarzanych przez sieć od osób związanych z techniką informatyczną – przede wszystkim od znajomych pracowników Politechniki Poznańskiej. Sam od dawna interesowałem się techniką komputerową, stąd nie miałem większych trudności ze zrozumieniem, jakie to szanse i możliwości kryją się w tym nowym narzędziu. Jasne, że teologia dałaby sobie radę i bez Internetu, ale podobnie jak w innych dziedzinach przekazu i twórczości Internet umożliwia lub ułatwia rzeczy dotąd niemożliwe. Bezpośrednio z siecią zetknąłem się dopiero z początkiem tego roku.

Czy z tego właśnie, pierwszego kontaktu zrodził się pomysł napisania książki o tematyce internetowej? Przedtem pisał ksiądz profesor tradycyjne książki teologiczne – „Elementy chrystologii” czy „Jezus – Bóg, któremu wierzymy”. Proszę nam powiedzieć, o czym traktuje książka z pogranicza teologii i Internetu?

Ks. prof. T. Węcławski: Moją książkę „Sieć” napisałem nie pracując jeszcze bezpośrednio w Internecie, tylko na podstawie wiadomości pośrednich i doświadczeń cudzych. Mimo że włączyłem w nią tak nietypowe dla tradycyjnej teologii medium, pomysł tej książki jest z punktu widzenia teologii dość tradycyjny – chodzi w niej mianowicie o rozmowę ludzi zainteresowanych poznaniem ważnych spraw własnej wiary i życia. To teologowie robią od dawna. Sieć komputerowa pozwoliła mi bez większych komplikacji złączyć w tej rozmowie ludzi z różnych miejsc i kultur – Niemca, Czecha, Włocha i Greka – którzy okazują się nawzajem sobie potrzebni i, jak myślę, okazują się potrzebni także nam, którzy przysłuchujemy się ich rozmowie. Tak właśnie wygląda „pogranicze teologii i Internetu”.

To, co ksiądz nam powiedział o „Sieci” to już przeszłość – książka została napisana, wydana i teraz jest czytana. Ja natomiast chciałbym zapytać o przyszłość. Otwierając pierwszą stronę widzimy podtytuł: Wyprawa pierwsza. Nieuchronnie zatem narzuca się pytanie: czy będzie wyprawa druga? Czy będzie kolejna część „Sieci”?

Ks. prof. T. Węcławski: Tak. Jan, główny narrator mojej książki, zapowiedział, że opisze wszystkie trzy wypraw w głąb sieci, w których uczestniczył. Na razie opisał jedną, dwie pozostałe czekają na swoją kolej. Materiał już jest – powstanie następnych części „Sieci” jest zatem tylko kwestią czasu.

Czy ksiądz profesor, jako teolog i myśliciel postrzega sieć Internetu tylko jako narzędzie? Co przypomina księdzu struktura Internetu: piekielny, dantejski labirynt, zaciszną klasztorną bibliotekę czy też może… rajski ogród z owocującym właśnie drzewem wiadomości złego i dobrego?

Nie uważam Internetu za zagrożenie, jak długo rozumiemy go jako przestrzeń rozmowy między ludźmi. Ludzie, którzy do siebie szczerze i otwarcie mówią mogą być sobie nawzajem potrzebni lub niepotrzebni, ciekawi lub nudni, ale nie są dla siebie groźni. Groźni stają się wtedy, kiedy próbują przywłaszczyć sobie czy podporządkować innych. To oczywiście może się też dziać i dzieje się w Internecie – na różne sposoby i z dużą sprawnością, ale to nie Internet jest groźny, tylko ludzka pycha, zachłanność i głupota, której i tam nie brakuje. Jeśli chodzi o skojarzenia i obrazy, które budzi sieć, to jest tam pewnie wszystkiego po trochu. Muszę jeszcze zauważyć, że jak wszystkie media elektroniczne, technicznie łatwe, podpowiadające wiele „prefabrykowanych” rozwiązań, Internet sprzyja też niestety upowszechnianiu estetycznej tandety.

Wchodząc już w metafizykę spróbuję jednak zadać podstawowe pytanie. Informatyk wpisze zapytanie – ciąg liter – i udowodni obecność słowa Bóg. Co musi jednak zrobić teolog, żeby ukazać obecność Boga także w sieci? I w ogóle – czy Bóg jest obecny w sieci?

Ks. prof. T. Węcławski: Odpowiem najpierw katechizmowym: Bóg jest wszędzie – zatem także w sieci. Wszędzie jest bliski i wszędzie jest daleki – czy Jego obecność odkrywamy i rozpoznajemy, to zależy od tego, jak szeroko mamy otwarte oczy – czy jesteśmy skłonni i zdolni szukać nie tylko tego, co zaraz i bezpośrednio widzialne, ale także tego, co nie od razu widzialne. Powiem tak: Boga znajduje – także w Internecie – ten, kto umie dostrzegać znaki miłości. Kto chociaż trochę wie o tym, jak przemawia miłość (najpierw ta, która wydarza się między ludźmi), ten się z Nim ostatecznie nie rozminie.

Powiedziawszy o Bogu nie możemy nie powiedzieć o kościele. Jaką rolę widzi ksiądz dla kościoła katolickiego w Internecie, tym tak bardzo anarchicznym, wolnomyślicielskim i wyzwolonym medium?

Kościół jest wszędzie tam, gdzie są tworzący go ludzie. W tym sensie już dawno jest w Internecie. Kościół jest z ludźmi jako kościół, to znaczy jako znak, że ich społeczność jest czymś więcej, niż na pierwszy rzut oka widać, że ma sens większy, niż się w pierwszej chwili wydaje, że ma do powiedzenia rzeczy życiowo ważne i najważniejsze. Ale oczywiście kościół jest też w Internecie jako instytucja czy raczej jako liczne instytucje, które chcą uczestniczyć w toczącym się tam życiu. To może nie być łatwe dla ludzi i instytucji kościelnych, to może też drażnić innych, którzy nie lubią obecności Kościoła i tego, co on przypomina. Ale nie jest to przecież nic dziwnego – taki jest nasz świat i takie jest też jego internetowe odbicie.

Jest ksiądz nie tylko naukowcem, ale także pedagogiem, a więc osobą z dużym doświadczeniem w świadomym kontaktowaniu się z drugą osobą. Czy sądzi ksiądz, że nowe, sieciowe usługi komunikacyjne – e-mail, grupy dyskusyjne, IRC – a więc natychmiastowa wymiana myśli, są zupełnie nową jakością kontaktu z drugą osobą?

Ks. prof. T. Węcławski: Jakość kontaktu z drugą osobą zależy przede wszystkim od samych osób, które się kontaktują. To o tym mówi przysłowie: „Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć”. Środki techniczne grają tu rolę wtórną. Nie inaczej jest z kontaktem w Internecie. Niemniej jednak to narzędzie wnosi do naszych kontaktów dotąd niewyobrażalne możliwości przekraczania przestrzeni i czasu. Z tego względu to jest rzeczywiście nowa jakość. Ale i tu najwięcej zależy od tego, jacy ludzie, o czym i jak rozmawiają …

Na koniec chciałbym poprosić księdza o kilka słów dla tych wszystkich ludzi, którzy wzdragają się przed kontaktem z siecią lub do tych, którzy widzą w niej tylko zagrożenie. Jaka jest rada księdza na oswojenie Internetu?

Ks. prof. T. Węcławski: Wydaje mi się, że najlepiej postępują ci, którzy nie wytwarzają jakiejś specjalnej „mistyki” Internetu – pozytywnej czy negatywnej. Kto przystępuje do rzeczy z niezdrową fascynacją nie oswoi sieci, zupełnie podobnie jak ten, kto się jej boi lub uważa za kolejne cywilizacyjne zagrożenie. To jest motyw, który się w moich wypowiedziach o tej sprawie powtarza, ale takie jest moje przekonanie: otrzymujesz, co dajesz. Kto wkłada do sieci swoje lęki, znajdzie ich potwierdzenie; kto szuka w niej byle czego, znajdzie byle co; kto wie, o co pyta, będzie też wiedział, czym naprawdę są odpowiedzi, które dostaje od innych współtworzących z nim Sieć.

Wywiad zamieszczony w magazynie „Internet” , (styczeń 1998)

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code